Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

29 Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski: Szekspir w Gdańsku minął półmetek

Najentuzjastyczniej oklaskiwano do tej pory „Ryszarda II” w reżyserii Kochi Yamato z G. Garage Shakespeare-dô Company z Japonii. „Burzę” na otwarcie festiwalu w reżyserii Oksany Dmitrievej z Narodowego Akademickiego Ukraińskiego Teatru Dramatycznego im. Marii Zankovetskiej we Lwowie przyjęto bardzo przyjaźnie. Podobało się „Poskromienie złośnicy” w reżyserii Ewy Platt, przedstawienie oszczędne, wyraziste prezentowane w ramach konkursu Nowy Yorick, przygotowane z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Opolu i „Koriolana” Jadwigi Klat przygotowany z Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Nadkomplet widzów (mimo ulewy) pojawił się na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże na „Opowieści zimowej” z Teatru Powszechnego w Warszawie, a ze spektakli SzekspirOff na pewno warto wymienić bardzo pomysłowe scenograficznie, choreograficznie i aktorsko widowisko „Ryszardzie!” Marcina Tomkiela i Darii Holovchanskiej oraz „Wszyscy jesteśmy Ryszardami. Ekshumacja 2000”, którą zrealizowała grupa AZBEST i jedyne w swoim rodzaju „Makbeta-studium snu” – propozycję Walny – Teatr [na zdj.].

Festiwal gdański zmienia zdecydowanie formułę. Organizatorzy, Gdański Teatr Szekspirowski i Fundacja Theatrum Gedanense, dokładają wszelkich starań, by tę formułę uatrakcyjnić, choć zdecydowanie mniej jest spektakli z zagranicy (czy tylko z powodu kosztów?) i również ważnych polskich propozycji teatralnych.

Od kilku lat PT Publiczności serwowane są imprezy towarzyszące i konkurs Nowy Yorick – pomysł m.in. dyrektorki GTS Agaty Grendy, czyli atrakcyjna artystycznie i finansowa oferta dla młodych reżyserów, kolektywów artystycznych, by chcieli zwrócić uwagę na teksty Szekspira. W tym roku zgłoszono 22 propozycje reżyserii. Wyboru trzech realizacji dokonali dyrektorzy teatrów, które zgłosiły chęć udziału w tym konkursie.

Imprezy towarzyszące mają rożne powodzenie i wagę. Zwracają uwagę nocne zwiedzania Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, spacery w poszukiwaniu roślin, które rosną też w utworach Szekspira czy oglądanie filmowych realizacji dramatów Szekspira. Debata nad „Szekspirem i psychologią” wokół książki Philipa G. Zimbardo i Roberta L. Johnsona jeszcze się odbędzie, podobnie jak za dodatkową opłatą kolacja elżbietańska.

Jak zwykle emocje generuje konkurs główny i najstarszy, czyli Złoty Yorick – konkurs na najlepszą polską inscenizację dzieła Szekspira. Łukasz Drewniak, od lat selekcjoner tego konkursu, poinformował, że w polskich teatrach w sezonie 2024/2025 zostały przygotowane 23 spektakle szekspirowskie. W ilości zatem to liczba imponując. Zwyciężyła Warszawa z sześcioma przedstawieniami, ale i w teatrach Rzeszowa, Legnicy. Białegostoku, Jeleniej Góry był obecny wielki Stratforczyk. Drewniak wybrał, jak przyznał, z konieczności trzy spektakle do rywalizacji o nagrodę w wysokości 40 tys. złotych. A powinno być pięć widowisk. Zabrakło na tym festiwalu – jego zdaniem – dwóch warszawskich teatrów: Narodowego z „Hamletem” w reżyserii Jana Englerta i Polskiego ze spektaklem „Henryka IV z opisem bitwy pod Shrewsbury między księciem Henrykiem a lordem Henrykiem Percym wraz z szelmostwem sir Falstaffa” w reżyserii Ivana Alexandre’ego, które „nie były w stanie wziąć udziału w tegorocznej edycji festiwalu”. Zatem jury ocenia „Sen nocy letniej” w reż. Michała Zadary z Teatru Komedia, „Opowieść zimową” w reż. Pameli Leończyk z Teatru Powszechnego w Warszawie i z legnickiego teatru im. Heleny Modrzejewskiej „Juliusza Cezara”. Nie jest to wielka obfitość propozycji, ani też jakość, która porywa znakomitością teatralnego kunsztu.

Michał Zadara razem z dramaturgiem Maksymilianem Nowakiem nie tylko mnie zaskoczyli farsową formą „Snu nocy letniej” z iście kabaretowymi elementami. Oberon – Arkadiusz Brykalski, który jest również Tezeuszem, niczym konferansjer z gracją i „rozrywkowym” dystansem prowadzi widowisko, choć do udziału w szekspirowskim „Śnie…” (a może tylko zwykłym śnie) w prologu do spektaklu wygłaszanym z offu zapraszał osobiście reżyser. Czy to zaproszenie podziałało? W drugiej części spektaklu zrobiło się sennie. Dobrze w tej farsie zagrała ascetyczna scenografia Roberta Rumasa: na pustej scenie z białymi zasłonami stoją trzy kanapy. We wnętrzach kanap będą ukrywać się bohaterowie i przez nie też przechodzić do różnych światów: od rzeczywistego do baśniowego. Siódemka aktorów gra wszystkie role napisane przez mistrza Szekspira, czyli 23 postacie. Teatr Komedia zaoszczędził na obsadzie. Jest więc dwór Tezeusza i Hipolity (bardzo atrakcyjna Barbara Wysocka) z Egeuszem, ojcem Hermi, który będzie też nietypowym, bo dość opanowanym, choć uległym Pukiem (Mariusz Czarnecki). Leśna gęstwina wykreowana w wyobraźni widzów jako miejsce głównego zamieszania za sprawą Oberona i Puka ukaże miłosne zawirowania Hermi, Heleny, Lizandra i Demetriusza, które toczą się głównie między kanapami. Jest też oczywiście kraina elfów z Tytanią i gromadą rzemieślników-artystów przygotowujących teatralne widowisko na ślub książęcej pary. Świadomi konwencji i dystansu aktorzy zdążają ze wszystkim: bieganiną, koziołkami, walkami i ze zmianą kostiumów przede wszystkim. Ważne kwestie częściowo wykrzykują na proscenium wprost do widzów, tak jak nakazuje konwencja. Czasami jest śmiesznie, a czasami mniej. Doceniam wysiłek i dyscyplinę artystów. Największe brawa zebrał Bartosz Porczyk. Sprostał różnorodnym wyzwaniom.

Na „Juliusza Cezara” z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w reżyserii Błażeja Biegasiewicza oczekiwano z zainteresowaniem. Spektakl zaprezentowany został w oryginalnej przestrzeni postoczniowej, w halach industrialnych, które teraz służą artystom i sztukom wizualnym. Widowisko zaczyna się na zewnątrz, w wieczornym zmierzchu i huku pracujących urządzeń dźwigowych. Dwór Cezara chwali wielkość pana i władcy. Wywołany przez Marka Antoniusza, wiernego przyjaciela, Cezar wreszcie się pojawia. Przemawia do ludu z trudem, bełkocze. Wpowiedzenie kilka zdań sprawia mu trudność. Cezarowi towarzyszy małżonka Kalpurnia. To oni wprowadzą widzów do pomieszczeń, w których rozegra się dramat i Gajusz będzie prowokował Brutusa do działania.

Reżyser dekonstruuje dramat Szekspira, wybiera dosłownie kilka stron tekstu, kilka ważnych zdań dotyczących władzy i buduje widowisko oparte na wielokrotnych powtórkach sytuacji i wypowiadanych po wielokroć tych samych zdaniach. Prezentacja wideo (zdecydowanie za długa, z drażniącą transową muzyką i światłami), w której pokazywana jest twarz Cezara w podobnych ujęciach zdominowała początek spektaklu. Trwa to blisko trzydzieści minut. W tym czasie widzowie w dwóch różnych grupach (salach, przestrzeniach) oglądają Cezara i jego dwór, który mamrocze pochwalne frazy. Dwie perspektywy mają pokazać rządzącego. To spektakl zdominowany przez polityczne uzależnienia na dworze każdej autorytarnej władzy, a Cezara w szczególności, to widowisko o hipokryzji, lękach, zniewoleniu i degradacji języka, którym się komunikuje władza z ludem. Formalnie rozbudowany spektakl pozbawiony został jednak wagi szekspirowskiego tekstu. Oczywiście można obudowywać go dookreśleniami („traktat o społeczeństwie, którego język degeneruje się w autokracji”), ale zastanawiam się, czy warto aż tak nadużywać Szekspira. Dobra natomiast praca niemal całego zespołu aktorów teatru z Legnicy warta jest odnotowania, choć często muzyka zagłuszała słowa. Rolę niewydolnego, a owładniętego rządzą władzy Juliusza Cezara (Paweł Wolak) warto zapamiętać, podobnie jak wielkie, niemal demoniczne zaangażowanie Marka Aureliusza (Paweł Palcat) oraz sprawność i stanowczość Brutusa (Mateusz Krzak). Pomysł scenograficzny Agaty Skwarczyńskiej z przesuwanymi podestami trafiony, a stylizowane kostiumy zaprojektowane przez Alicję Kamaj robią wrażenie. Spektakl na motywach sztuki Szekspira publiczność oklaskiwała frenetycznie, co na tym festiwalu jest częstym zjawiskiem.

„Opowieść zimowa” w reżyserii Pameli Leończyk, trzeci spektakl w konkursie o Złotego Yoricka, z warszawskiego Teatru Powszechnego mieści się w konwencji teatru, który się wtrąca. W pierwszej części przedstawienia z tekstu Szekspira najważniejszy jest wątek domniemanej zdrady Herminy i demoniczno-despotycznej zazdrości Leontesa. W ich toksycznym, małżeńskim konflikcie ma pomóc terapia w gabinecie psychologicznym. I ten pomysł realizatorki: reżyserka i dramaturżka (Daria Sobik) przedstawiały dwa lata temu na gdańskim festiwalu w ramach konkursu Nowy Yorick i wygrały tamten konkurs. Teraz jest to inscenizacja wzbogacona i poszerzona, a aktorzy dobrze znają tekst. Druga część została w tym przedstawieniu dopisana Szekspirowi przez Darię Sobik i są to psychologiczno-moralizatorskie rozważania, co dzieje się z psychiką dziecka wykluczonego (wyrzuconego) z rodziny. Zatem po szesnastu latach wraca do domu córka, którą u Szekspira Leontes nakazał usunąć z dworu jako dziecko z nieprawego łoża. Panna, w tej roli ciekawa i dość wiarygodna Karolina Adamczyk, wylewa teraz wszystkie swoje pretensje i żale wobec ojca. Dramaturgicznie to niestety schematyczna i oczywista opowieść, podobna do tych chętnie publikowanych w kolorowych pismach i poradnikach. Schemat psychologiczny jest oczywisty, choć ponoć – jak mnie przekonywano – takie potrzebny ma teraz widownia, która szuka terapii w teatrze. To nie jest mój kandydat do Złotego Yoricka, ale znając moje „szczęście” w typowaniu laureatów, pewnie się pomylę. Uwspółcześnić Szekspira i nie pognębić go psychologicznymi frazesami i doraźną „kulturą terapii” to jest wyzwanie, ale w tym spektaklu trudno je odnaleźć. Na uwagę zasługuje natomiast dźwiękowa wielorakość spektaklu i muzyka Magdaleny Sowul.

Terapeutyczny kierunek pojawił się również w propozycjach SzekspirOff. Inscenizacyjne odczytanie „Kumoszek z Windsoru” w opowieści zatytułowanej „Wesołe kumoszki”, którego dokonał kolektyw Dębska/Kijewska/Michnacka, nawet nie śmieszy, choć dwie wykonawczynie starały się sprzedać w tym przedstawieniu całą swoją energię i kobiecość. W rzekomo intymnej opowieści przyjaciółek-kumoszek (chyba jeszcze nastolatek, sądząc po argumentacji i reakcjach) wykrzyczały, wyskakały i wypokazywały swój doraźny bunt „feministyczny”. Przy pomocy improwizowanych częściowo scen i tekstów napisanych z mało wyrafinowaną kobiecą złośliwością, obarczały męskie typy i „osobowości” za złe wybory własne. Przeżywane rozczarowania eksponowały uwodzicielsko, ale bardzo naiwnymi tekstami. W spektaklu „Wesołe kumoszki” zabrakło dyscypliny słowa i sytuacji, rozbujałej wyobraźni rozkapryszonych i rozchichotanych nie ogarnęła też reżyserka. Zapowiedź pr-owska, że ten spektakl to świetna zabawa, była zdecydowanie na wyrost.

Natomiast pozostałe propozycji konkursu SzekspirOff wydały mi się inspirujące i ciekawe. Szczególnie piękny i dokładny kameralny spektakl Teatru Walnego „Makbet – studium snu” tworzony z gliny i klimatu. Figury-postacie rozpadają się na oczach widzów, bo co zostaje nawet po niezwykłych bohaterach, jeśli sami rozsypują swój świat. Ileż w tym spektaklu refleksji i ważnego zastanawia się nad tym, co dalej, w którą stronę prowadzi niszczenie tożsamości. Walny inspiruje, ale i wycisza. Nie atakuje oczywistościami, nie jest namolny, ale jest poetycko tajemniczy. Tekstu w tym spektaklu niewiele, bo liczą się precyzyjnie wyważone i dawkowane emocje. Piękny, mądry teatr. Mój faworyt do nagrody.

Równie godne uwagi były dwa spektakl wokół postaci szekspirowskich Ryszardów. Każdy inny, ale wyraziście przemyślany. Grupa AZBEST w „Wszyscy jesteśmy Ryszardami. Ekshumacja 2000” odwołała się do głośnego zdarzenia z odnalezieniem szczątków wielkiego króla, szeroko komentowanego w brytyjskiej telewizji i ciekawie wykorzystała szekspirowski tekst, próbując odkryć prawdę historyczną. Klarowne przedstawienie i dobrze zagrane. Natomiast Daria Holovchanska i Marcin Tomkiel z białostockiej filii Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza zaprezentowali spektakl pt. „Ryszardzie!” Próbowali (z sukcesem) opowiedzieć historię na podstawie „Króla Ryszarda III”, używając do tego niezwykle oryginalnych i ciekawych własnych projektów lalek. To przyciemnione i jakby spopielałe widowisko. Scena zasypana miałem, na której królują różnej wielkości metalowe beczki, w których będą się chować duchy historycznej przeszłości. A okrutny Ryszard dokona wszystkich zniszczeń, sprowadzi, wszelkie nieszczęścia i pogrzebie nadzieję, że świat może być lepszy. Dwoje artystów stworzyło niepowtarzalne widowisko, wnikliwe, pełne napięć i niepokojów, zagrane z wielką precyzją. Ten spektakl również zrobił na mnie wrażenie.

I dzięki spektaklom SzekspirOFF poczułam, że na tym festiwalu warto oglądać nie tylko główne nurty konkursowe. Werdykt jurorek: prof. Marty Gibińskiej, dr Agaty Romaniuk i Zishan Ugurlu poznamy w sobotę. A przed nami jeszcze spektakl, który może jeszcze zaskoczyć, a mianowicie premiera w Gdańsku „Wschodzi duch” w reżyserii Weroniki Szczawińskiej. To propozycja Teatru im. Jaracza w Olsztynie i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego sięgająca do „Hamleta” i Ducha ojca. Czy autorytet ojca jest ważny, czy dziedziczenie i konfrontacja z przeszłością ważą w naszym życiu? Szczawińska i dramaturg Piotr Wawra jr oraz zespół olsztyńskiego teatru szukają odpowiedzi właśnie tym spektaklem.

Alina Kietrys

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.