Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott (12): O sztuce i ZUS-ie, czyli wołanie na puszczy

Proszę Państwa, cóż za piękny festiwal hipokryzji i świętego oburzenia rozpętał się wokół tej nieszczęsnej ustawy o artystach! Z jednej strony słyszymy gromkie pohukiwania obrońców wolnego rynku, którzy w każdym przejawie państwowej troski widzą widmo socjalizmu. Z drugiej – lamenty nad biurokratyczną hydrą, która rzekomo ma teraz decydować, kto jest prawdziwym artystą, a kto ledwie chałturnikiem. A pośrodku tego zgiełku stoi on – polski artysta. Nie ten z telewizji, z willą i basenem, ale ten prawdziwy, który, jak pokazują brutalne dane, w większości zarabia poniżej średniej krajowej, a nierzadko i poniżej płacy minimalnej.

W narodowej mitologii artysta to postać eteryczna, żywiąca się natchnieniem i poklaskiem. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, jest trywialnie prozaiczna. To człowiek, który, podobnie jak szewc czy piekarz, musi płacić rachunki. Tyle że jego praca ma charakter nieregularny, kapryśny, zależny od ulotnego fluidu zwanego weną i jeszcze bardziej ulotnego zainteresowania publiczności. Skutek? Większość z nich funkcjonuje w „legislacyjnej i ubezpieczeniowej strefie cienia”, bez prawa do chorobowego, bez perspektyw na emeryturę. To sytuacja, którą jeden z polityków, o dziwo trafnie, nazwał „niecywilizowaną”.

I oto, gdy po dekadach debat i konferencji pojawia się projekt, który ma tę dziką prerię choć trochę ucywilizować, podnosi się wrzask. Krzyczą, że to zamach na wolność i tworzenie urzędniczego potwora, który będzie weryfikował dorobek. Oczywiście, że będzie! I pewnie będzie to robił nieudolnie, po znajomości, z klucza politycznego. Cóż za nowina w naszym nadwiślańskim kraju! Ale co jest alternatywą? Dalsze udawanie, że problemu nie ma? Dalsze przyzwolenie na to, by ludzie tworzący tkankę naszej kultury żyli w warunkach, które uwłaczają godności? 

Słyszę też argument o kosztach. Trzysta, może trzysta pięćdziesiąt milionów złotych rocznie! Majątek! Proszę Państwa, czy my naprawdę jesteśmy tak zubożałym narodem, że nie stać nas na to, by nasi poeci, kompozytorzy i malarze nie umierali w nędzy? Wydajemy miliardy na rzeczy bez porównania głupsze, na fanaberie polityków i nietrafione inwestycje. A tu nagle żałujemy paru groszy na coś, co stanowi o naszej tożsamości.

Bo tu nie chodzi, na litość boską, o żaden socjalizm. Tu chodzi o zwykłą, prozaiczną mądrość stanu i odrobinę cywilizacyjnej ogłady. Państwo, które nie dba o swoich artystów, samo podcina gałąź, na której siedzi. To nie jest akt łaski, lecz inwestycja w kapitał symboliczny, który decyduje o tym, czy jesteśmy narodem, czy tylko zbiorowiskiem ludzi zamieszkujących ten sam obszar geograficzny.

Więc uchwalmy wreszcie tę ustawę, z całym jej biurokratycznym absurdem i niedoskonałością. Będzie to akt może i spóźniony, z pewnością nieidealny, ale konieczny. Akt przyzwoitości. A że malkontenci i filistrzy będą narzekać? Cóż, taka już ich niewdzięczna rola w teatrze polskiego życia publicznego. Niech sobie narzekają. Karawana musi jechać dalej.

Konrad Szczebiot

1 komentarz do “BoyKott (12): O sztuce i ZUS-ie, czyli wołanie na puszczy”

  1. Pingback: Finansowa strefa cienia artystów - BLOG Grzegorza Kempinsky'ego | BLOG Grzegorza Kempinsky'ego

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.