Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Bartosz Zaczykiewicz: Jesteśmy potrzebni naszym widzom

Z Bartoszem Zaczykiewiczem, dyrektorem Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu rozmawia Jerzy Kosiewicz

Dlaczego zdecydował się Pan na objęcie dyrekcji Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, usytuowanego z dala od życia teatralnego wielkich miast (plusy bądź ewentualne minusy tej decyzji)? Jaką rolę odgrywa teatr w małym, 100-tysięcznym mieście, np. w Kaliszu?

W 1998 roku na zaproszenie ówczesnego dyrektora, Jana Nowary, zrealizowałem w Kaliszu jedno z moich pierwszych przedstawień, „Farrago” Lidii Amejko (grane w ramach jednego wieczoru pod tytułem „Życie po życiu” wraz z „Przy drzwiach zamkniętych” J.P. Sartre’a w reż. Małgorzaty Boratyńskiej). W trakcie kilkutygodniowej pracy od początku uderzyła mnie osobność Kalisza na teatralnej mapie Polski. Chyba w żadnym innym mieście teatr nie był tak ważny dla ogółu mieszkańców. Legenda głosi, że kiedy na początku XIX wieku Wojciech Bogusławski za znaczną sumę „wykupił” niemieckiego antreprenera (Kalisz był wówczas jeszcze pod zaborem pruskim), aby nie stanowił dlań konkurencji, mieszkańcy zrzucili się, aby zwrócić Bogusławskiemu ten pokaźny wydatek. Odniosłem wrażenie, że coś z tego ducha w Kaliszu zostało i że może warto tu kiedyś znowu pracować.

Kalisz faktycznie jest oddalony od życia teatralnego wielkich miast, lecz ma to tyleż wad, co zalet. Poza tym kaliski Teatr ma fantastyczne okienko na świat, czyli Kaliskie Spotkania Teatralne – Festiwal Sztuki Aktorskiej, najstarszy nieprzerwanie istniejący festiwal teatralny w Polsce, w zasadzie goszczący, dzięki sprofilowaniu na sztukę aktorską, najlepsze przedstawienia scen dramatycznych. Od 1961 roku w początkowym tygodniu maja Kalisz jest centrum życia teatralnego. Ba, KST odbyły się nawet w 1982 roku, pół roku po wprowadzeniu stanu wojennego. Udało nam się również zorganizować Festiwal w formie stacjonarnej podczas pandemii – w 2020 i w 2021 roku, wyjątkowo we wrześniu, kiedy były obostrzenia, ale bez lockdownu. To był chyba ewenement na dużą skalę, zwłaszcza w 2020 r.

  1. Czy dwie sceny – duża i kameralna (ich repertuar) zaspokajają oczekiwania kulturowo-teatralne mieszkańców?

Nie wiem, czy mogę odpowiedzieć na to pytanie za widzów. Staramy się konstruować możliwie bogatą ofertę. Kalisz jest jedynym teatralnym miastem w Polsce (jeśli nie liczyć specyfiki Teatru Witkacego w Zakopanem), które jest ponad 100 km oddalone od jakiegokolwiek innego ośrodka teatralnego. Staramy się więc grać dla widzów w każdym wieku i o najróżniejszych gustach. Nie chodzi jednak o to, aby tym gustom tylko schlebiać, ale też próbować je kształtować, rozwijać. Budowanie repertuaru to sprzężenie zwrotne. Moi mistrzowie – wymienię tu przede wszystkim Macieja Prusa – uczyli mnie, by nie stawać się zakładnikiem sukcesu. Żeby z umiarem szafować tym, co w danej chwili jest niezwykle popularne. Sądzę, że Kalisz potrzebuje szlachetnego eklektyzmu teatralnego. Wsłuchiwanie się w regionalne potrzeby to rodzaj dialogu z odbiorcami. Mnie taki rodzaj dialogu jest potrzebny do tworzenia.

  1. Czy, jakie i dlaczego wprowadził Pan zmiany po objęciu Teatru w Kaliszu: np. organizacyjne i personalne, dotyczące zaplecza artystycznego, zespołu aktorskiego oraz innych artystów?

Pracuję nad Prosną ósmy sezon i szczerze mówiąc już nie pamiętam zmian, jakie wprowadziłem po objęciu dyrekcji. Od razu przyjąłem trójkę młodych aktorów. Przez kolejne lata następowały naturalne zmiany w zespole aktorskim. Młodzi artyści stanowią spory odsetek w stosunku do jego składu sprzed kilkunastu lat – w tej chwili to 7 na 21 osób. Wynika to po trosze z przyjętego przeze mnie założenia, aby aktorzy grający w naszych spektaklach, jeśli to tylko możliwe artystycznie, byli pracownikami etatowymi, a nie występującymi gościnnie. To także kwestia budowy zespołu w dłuższej perspektywie – za kilkanaście lat tak zwaną „średnicę” ktoś będzie musiał tworzyć. Wierzę, że będą to w istotnej mierze obecnie pracujący: najmłodsze artystki i artyści.

Generalnie naturalne zmiany w kadrach, w organizacji, to proces, który powinien zachodzić permanentnie. W stosunkowo małym środowisku – mam tu na myśli zarówno liczbę pracowników, jak i wielkość miasta – zatrzymanie go w jakimś punkcie, aspekcie oznaczałoby stagnację, cofanie się w rozwoju. Każdy rok, każdy sezon to w pewnym stopniu zaczynanie od nowa. Może nie tak, że np. co rok trzeba zmieniać od podszewki wszystkie regulaminy wewnętrzne, ale ciągłe usprawnianie wydaje się konieczne. Dlatego trudno wyróżniać jakieś konkretne zmiany, jeśli są one efektem nieustannego procesu, a nie pochodną rewolucji.

Ogromnym wyzwaniem jest natomiast poprawa infrastruktury artystycznej. Nasza główna scena mieści się w budynku oddanym do użytkowania w 1936 roku, ale zbudowanym w bardzo specyficzny sposób. Po pierwsze, obecny budynek powstawał aż przez 16 lat, specjalnie wykorzystując to, co zostało z obiektu spalonego podczas I wojny światowej. Najpierw pod nadzorem słynnego architekta Czesława Przybylskiego (autora m.in. Teatru Polskiego w Warszawie), a po jego śmierci przez jednego z jego uczniów, Juliusza Żórawskiego, który częściowo zmienił koncepcję swego mentora. Z zewnątrz piękny budynek jest klasycystyczny, a wewnątrz – modernistyczny. Niestety od strony użyteczności teatralnej duża scena była już zapewne w 1936 roku przestarzała, budowana poniekąd na XIX-wiecznych wzorcach. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych planowano jej gruntowną modernizację, poczyniono zaawansowane plany, ale kryzys gospodarczy i okres stanu wojennego unicestwiły te zamiary. Obecnie tworzymy nowe plany kompleksowej modernizacji i polepszenia funkcjonalności sceny. Tymczasem udało nam się bardzo unowocześnić nagłośnienie, łącznie z instalacją systemu dźwięku immersyjnego (jako pierwszy teatr dramatyczny w Polsce).

  1. Jakie są główne założenia estetyczne i artystyczne, implikujące bieżący repertuar Teatru pod Pana dyrekcją?

Wierzę w siłę katharsis, w emocje. To najważniejsze, czego szukam w teatrze, w sztuce w ogóle. Zajmuję się teatrem, bo w młodości właśnie w teatrze, w literaturze i w muzyce spotkałem w sposób dla mnie najbardziej czytelny te same pytania, które mnie nurtowały od wewnątrz. Czasami nurtowały mnie pytania i zagadnienia na poziomie abstrakcyjnym, czysto emocjonalnym, całkowicie pozawerbalnym, a czasami to pytania fantastycznie precyzyjnie nazwane, zracjonalizowane, ale przemawiające do myśli przez uczucia. Były to pytania, z którymi mogłem się utożsamić. Do tej pory takich przeżyć szukam w sztuce. W pracy wychodzę z tego samego założenia, że sztuka, że teatr, powinien zadawać pytania, tymi pytaniami wyrywać nas z rutyny codzienności, pytaniami powinien pozwalać widzom na utożsamienie, na znalezienie w sztuce odbicia swych wrażeń, emocji – niepokojów, ale też radości. Teatr/sztuka nie jest chyba od dawania odpowiedzi. Ale właśnie od stawiania pytań i budzenia ich w odbiorcach. W ich wspólnocie.

Nie mam przekonania do jakichś rozumowych kalkulacji w sztuce, udowadniania założonych z góry tez, do doraźnego komentowania świata. Najważniejsze są emocje. Opisał to bardzo precyzyjnie już Arystoteles i nie sądzę, aby coś od jego czasów się zmieniło. Przecież wciąż kochamy, nienawidzimy. Walczymy o władzę, albo o spokój. Istota naszych namiętności jest taka sama. Nie widzę powodu, aby uśmiercać idee Stagiryty, łącznie z twierdzeniem, że to fabuła jest głównym sposobem wywołania w odbiorcach katharsis. Fabuła, czyli opowieść, historia, wydarzenia, emocje.

Trzecie istotne założenie przy budowie repertuaru i spektakli to ich czytelność, co jednocześnie oznacza współczesność. Trzeba pamiętać, że świat wokół się zmienia, zmienia się język teatru, drogi narracji. To, co jeszcze niedawno oddziaływało na widzów, dziś może nużyć. Ogromny wpływ na współczesny teatr ma rozwój urządzeń elektronicznych, w tym osobistych. Więc i w teatrze trzeba inaczej opowiadać.

  1. Czy budżet samorządowy je ogranicza, czy wystarcza na realizację aktualnych projektów artystycznych? Czy korzysta Pan z dobrodziejstwa prywatnych sponsorów?

Chyba żaden dyrektor teatru na świecie nie powie, że budżet go nie ogranicza. Sztuka teatru należy do sektora podlegającego efektowi Baumola, „chorobie kosztów”, w myśl której koszty pracy rosną mimo braku wzrostu produktywności. Lecz jeśli porównam dotacje dla teatrów publicznych ćwierć wieku temu i obecnie, to sytuacja się wyraźnie poprawiła. Niestety, potwornie przy tym wzrosła biurokracja, zresztą tylko częściowo związana z finansowaniem. Ale fundament budżetowy w Kaliszu – a naszym organizatorem jest Samorząd Województwa Wielkopolskiego – jak dotąd mamy na tyle solidny, żeby móc realizować swoje podstawowe zadania chyba w dość satysfakcjonujący sposób.

Jeśli chodzi o sponsorów, to mamy całą grupę wiernych „Bogusławskiemu” firm, które nas solidnie wspomagają, a pojawiają się też nowe. Ale prawie całą pomoc od podmiotów wpierających skupiamy na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych. To nasza wizytówka, z definicji ogólnopolska, a chcemy, by nasi darczyńcy byli widoczni jak najszerzej – należy im się to.

  1. Jak pozyskuje Pan aktorów oraz innych artystów do swojego zespołu?

Pozyskiwanie aktorek i aktorów oraz innych współpracowników do zespołu to proces tak złożony i toczący się różnymi drogami, że musiałbym na ten temat napisać książkę. Każdy przypadek jest inny. Czasami ktoś nas zainspiruje, czasami szuka się kogoś konkretnego. To bardzo rozległy temat, nie śmiałbym podjąć się jego racjonalizacji, zwłaszcza że jak to w sztuce, na decyzje mają też wpływ czynniki mało uchwytne, jak na przykład intuicja. Chciałbym tylko dodać, że możliwości kadrowe względem potrzeb mamy ograniczone i żal, że z tak niewielką liczbą ciekawych, inspirujących osób możemy podjąć współpracę.

  1. Jakie proponuje i zapewnia warunki egzystencji (np. mieszkanie) aktorom, a także innym artystom, Teatr oraz organizator? Czy muszą sobie radzić sami? Czy gaże aktorskie spełniają ich oczekiwania?

W Kaliszu bodaj od czasów dyrekcji Stanisława Kubalskiego (1957-1963), nawiasem mówiąc pomysłodawcy i twórcy Kaliskich Spotkań Teatralnych, mamy Dom Aktora, w nim ponad dwadzieścia mieszkań, zasiedlonych nie tylko przez artystów. To bardzo potrzebna baza. Wynajem mieszkań po cenach rynkowych byłby poza zasięgiem finansowym pracowników, więc fakt posiadania i administrowania Domem Aktora ma fundamentalne znaczenie dla utrzymania stałego, etatowego zespołu artystycznego.

Gaże aktorskie są tylko odrobinę wyższe od ustawowego minimalnego wynagrodzenia, więc nie sądzę, aby to spełniało czyjeś oczekiwania – ale tu narzekanie na warunki tworzone przez naszego organizatora, samorząd wojewódzki, byłoby nie na miejscu. Należy pamiętać, że przed samorządami stoi trudne zadanie łatania dziur wynikających z odziedziczonego – po zupełnie innej rzeczywistości – systemu. A sfera kultury wysokiej cały czas wydaje się być zmuszona, aby udawać ciągłość tradycji organizacyjnej i etycznej teatru publicznego z czasów centralnego zarządzania – czyli z epoki przed 1989 rokiem – choć działa w zupełnie innych okolicznościach ekonomicznych, prawnych, społecznych. Ta sfera funkcjonuje więc w takim dualizmie, by nie powiedzieć schizofrenii dwóch w istotnej mierze wykluczających się kosmosów… Jednocześnie dawny system trwa coraz bardziej w sferze mitów i nieporozumień, które będą narastać wraz z odchodzeniem pokoleń, które w tamtych okolicznościach realnie pracowały i znały jego niewątpliwe zalety, ale też wady.

Wracając do tematu pytania: z samej gaży chyba nigdzie w Polsce artyści nie są usatysfakcjonowani. Dopiero dodatki za udział w spektaklu w roli pozwalają na związanie końca z końcem, ale tylko jeśli ktoś w danym miesiącu gra choć średnią liczbę przedstawień.

  1. Czy Pana aktorzy mają możliwości kształtowania, poszerzania i wykorzystania swoich umiejętności zawodowych poza Teatrem w Kaliszu?

Tak, staramy się tworzyć takie warunki. Po pierwsze możliwie mocno do przodu układając repertuar. W założeniu chcemy ogłaszać pod koniec czerwca repertuar od września do grudnia, a zaraz po uchwaleniu dotacji: repertuar do końca sezonu. Do tego dochodzi jakaś rozsądna elastyczność na bieżąco, korekty bądź niekiedy koleżeńskie zastępstwa, o ile nie grozi to spadkiem jakości przedstawienia. Ponadto z coraz większym wyprzedzeniem staramy się ogłaszać obsady nowych sztuk. Aktorki i aktorzy mają więc pewne możliwości angażowania się w inne aktywności zawodowe, oczywiście niekonkurencyjne względem macierzystej sceny. Czasami pozwala im to rozwijać się artystycznie, a także poprawia kondycję finansową.

  1. Jakie są najistotniejsze osiągnięcia oraz plany artystyczne teatru pod Pana Dyrekcją?

Najważniejsze osiągnięcie może wydać się banalne, ale moim zdaniem wcale nie jest takie oczywiste: to fakt, że chyba jesteśmy potrzebni naszym widzom i że docierają do nas niekiedy z dość odległych miejscowości. Tak zwane spektakularne sukcesy z ostatniego czasu to zaproszenie dla spektaklu „Wszystko dobre, co się dobrze kończy” w reżyserii Szymona Kaczmarka, do udziału w 28. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku oraz Nagroda im. Andrzeja Nardellego dla Kamila Owczarka za rolę w przedstawieniu „Trick Patricka” Kristo Šagora w reżyserii Katarzyny Hory. W obu przypadkach konkurencja niemała. I jeszcze miło wspominamy Nagrodę Specjalną im. Stanisława Hebanowskiego przyznaną przez Jury VIII Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” za najciekawsze odkrycie repertuarowe dla „Idzie skacząc po górach”, inscenizacji prozy Andrzejewskiego dokonanej przez Igora Gorzkowskiego.

Najbliższe plany artystyczne to „Śmierć i dziewczyna” Dorfmana, zaskakująco uniwersalny i aktualny tekst, który przygotowuje Jarosław Tumidajski oraz „Jakobi i Leidental” Levina w reżyserii Radka Stępnia. Zaś jesienią wracamy do współpracy z Igorem Gorzkowskim, który przeniesie na scenę „Zaklęte rewiry” Henryka Worcella. I jak zwykle porywamy się na kolejną edycję Kaliskich Spotkań Teatralnych, naszej perły w koronie.

Bartosz Zaczykiewicz, reżyser teatralny. Reżyserował m.in. w Elblągu, Gnieźnie, Kaliszu, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Olsztynie, Opolu, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu i Warszawie. W latach 1999-2007 dyrektor naczelny i artystyczny Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, w latach 2007-2009 dyrektor Naczelny i artystyczny Teatru Studio w Warszawie, w latach 2012-2017 zastępca dyrektora ds. artystycznych w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu. Od 2017 roku dyrektor Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu i organizator Kaliskich Spotkań Teatralnych – Festiwalu Sztuki Aktorskiej. Wcześniej kierował także Opolskimi Konfrontacjami Teatralnymi „Klasyka Polska” i współpracował przy Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym KONTAKT w Toruniu i Festiwalu Pierwszy Kontakt, także w Toruniu. Etatowo pracował również w Teatrze Polskim w Warszawie (jako asystent reżysera, 1996-1997) oraz Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach (reżyser, 1998-1999). Laureat m.in. Nagrody Głównej im. Leszka Herdegena i Lidii Zamkow na Wrocławskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora i Małych Form Teatralnych za monodram „…podszyty!” wg Witolda Gombrowicza (1993) oraz Nagrody im. Leona Schillera przyznawanej przez Związek Artystów Scen Polskich (2005) za reżyserię „Niepoprawnych” Juliusza Słowackiego. Od kilkunastu lat członek Zarządu Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów, przez kilka lat był również we władzach Unii Polskich Teatrów. Odznaczony brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2005).

[pierwodruk: „Sceny Polskie”]

[fot. Michał Ramus/Teatr w Kaliszu]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.