Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Niedźwiedź, który tęskni

Niedźwiedź, który tęskni

Monodram Michała Pieli oparty został na dramacie Tadeusza Słobodzianka Niedźwiedź Wojtek. Historia arcypolska. Tekst został rozpisany na wiele głosów młodych żołnierzy i tytułowego niedźwiedzia, czyli dramat pierwotnie nie był przeznaczony do jednoosobowego wykonania. Jego premiera w reżyserii Ondreja Spišáka miała miejsce na Scenie na Woli Teatru Dramatycznego (6 maja 2016) – rolę niedźwiedzia brawurowo zagrał Michał Piela. Teraz sam mierzy się z tym tekstem.

Historia przedstawiona w dramacie Słobodzianka jest arcypolska w istocie. Pisarz, sięgając bowiem po zmitologizowaną już opowieść o niedźwiadku syryjskim, przygarniętym przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii 2 Korpusu Polskiego i ich wzajemnych związkach, odsłania zapomniane dzieje zapomnianych żołnierzy. To piękna i smutna historia. Prawdziwa jak skomplikowane były polskie dzieje. Pomyślana niczym socjologiczny przekrój przez polskie społeczeństwo II Rzeczypospolitej, a zarazem opowieść poetycka. Jak do tej pory niedźwiedzie nie opowiadały historii. Ale tutaj tak. Jak w bajce dla dzieci.

Rzecz nie tyle o żołnierzach wyklętych, ile o żołnierzach pozbawionych nadziei powrotu do swoich małych ojczyzn, starych siedlisk, wskutek działań wojennych zepchniętych na margines dziejów. Tak jak ich syryjski niedźwiadek, któremu nadali imię Wojtek, kończący życie na wygnaniu. Chociaż Wojtkowi powiodło się na koniec jeszcze gorzej od nich – trafił na wiele lat do klatki w szkockim zoo. Nie chcę nawet snuć porównań.

Słobodzianek oparł konstrukcję sztuki na sprawdzonym wcześniej zamyśle Naszej klasy. W tamtym dramacie, to kolejne lekcje i komentarze jednego z uczniów, a zarazem wykonywane wspólnie pieśni i wyliczanki budowały rytm opowieści. Tutaj opowiadaczem historii jest niedźwiedź Wojtek, podobnie jak jego przyjaciele żołnierze – wygnaniec i uchodźca, uratowany/ni, choć przegrany/ni. I tutaj także piosenki, głównie żołnierskie, ale i słodko-idiotyczne, sentymentalne piosenki Tadeusza Faliszewskiego, jak choćby sławne: Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie… budują solidne ramy opowieści.

Aldona Figura zredukowała przestrzeń sceniczną do niewielkiego podestu o kształcie miniaturowej areny, drewnianego kręgu osłoniętego z tyłu drewnianą ścianką, zajmującą mniej więcej trzecią część kręgu. Dodała do tego niewielki drewniany zydel, a obok wyznaczyła na krzesełku miejsce dla muzyka, który na harmonii towarzyszył aktorowi, czasem jeszcze włączając syrenę alarmową. Taka maleńka scena ma ogromne wymagania i stwarza niemałe trudności wykonawcy.

Od początku, nim publiczność wypełni salę, aktor grający niedźwiedzia leży na arenie. Co pewien czas zmienia pozycję. Nie wygląda na misia z Krupówek, z którym pozowało się do zdjęć. Plecy okrywa mu wojskowy płaszcz, a nie żadna włochata sierść. Nie nosi też sztucznego niedźwiedziego pyska. Niedźwiedziowatość Wojciech Piela musi zagrać. Co więcej, niedźwiedziowatość zmieniającą się w miarę opowieści. Zaraz po krótkim wstępie, wprowadzającym w nastrój opowieści, miś-narrator cofa się w wojenną przeszłość, kiedy jako młody niedźwiadek utracił matkę-niedźwiedzicę. Wtedy odnalazł współczucie i wsparcie wśród polskich żołnierzy. Potem dorastał, jego ruchy stawały się cięższe.

Piela znalazł sugestywny sposób na ukazanie swego bohatera bez natrętnego przedrzeźniania zwierzęcia. Podjął udaną próbę nadania mu cech swoistych, odmiennych od cech człowieka. Wyraża się to w nieco wolniejszych ruchach, zdumiewającej skoczności i lekkości, co dla mężczyzny tak potężnej budowy jak Piela jest prawdziwym sportowym wyzwaniem, ale także w sposobie artykulacji, nieco zakłóconej specyficzną skazą i swoistością reagowania na bodźce. Zwłaszcza walka o zrozumienie ludzi, którą Wojtek właściwie bez ustanku stacza, daje tu o sobie znać i sprawia, że staje się on coraz bliższy publiczności.

W spektaklu Ondreja Spisaka grali młodzi aktorzy, głównie niedawni absolwenci warszawskiej Akademii. To był dla nich ważny sprawdzian. Każdy z nich miał bowiem do zagrania „mały monodram”, czyli monolog, kierowany niby do Wojtka, a tak naprawdę do samego siebie, w którym z odwagą biorą się za bary z własnym życiem, przerwaną biografią, straconymi marzeniami. Siła tych monologów polegała na ich prostocie, demonstracyjnej zwyczajności, unikaniu patosu. Nie szukali oni współczucia ani odwetu, po prostu opowiadali. Ten uczciwy ton w mówieniu o życiowych doświadczeniach, ucieczka od tonacji rozliczeniowej czy oskarżycielskiej, budził zaufanie.

W spektaklu jednoosobowym rzecz się ma jednak nieco inaczej. Wykonawcą monologów żołnierzy o różnych losach i uwikłaniach jest ten sam aktor – dla widzów niedźwiedź. Mamy więc do czynienia z osobliwym teatrem w teatrze, w którym to niedźwiedź monologuje (niedźwiedź niepostrzeżenie staje się aktorem), monologami budując zbiorowy portret pokolenia walczącego podczas drugiej wojny światowej na Zachodzie, które w większości pozostało tam na zawsze, z poczuciem niezabliźnionej rany w sercu. Co więcej, „aktor niedźwiedź” nadaje poszczególnym postaciom odmienne rysy, maluje ich odrębność wyrazistą kreską.

A piosenki? W spektaklu Spisaka przywodziły na myśl niegdysiejsze widowisko Ireneusza Kanickiego i Lecha Budreckiego w warszawskim Teatrze Klasycznym (poprzedniku Studia) Dziś do Ciebie przyjść nie mogę (1967), potem wystawiane jeszcze w kilkunastu teatrach w całej Polsce. Do dzisiaj bywa ono przedmiotem szyderstwa jako przejaw kultu Mieczysława Moczara, choć cieszyło się niebywałym powodzeniem. Ten zbiór piosenek partyzanckich grywano nawet trzy razy dziennie (łącznie ponad 700 razy). Spektakl popłynął Batorym do Kanady i USA. Wszędzie witany entuzjastycznie. Oczywiście, sprawiała to nostalgia, tęsknota za światem bezpowrotnie utraconym.

W monodramie Michała Pieli, niemającego za sobą sukcesów wokalnych, piosenki żołnierskie (czasem koszarowe), których nie brakuje w dramacie Słobodzianka, to jedynie echa pieśni. Tak więc ryzykowne skojarzenie z partyzancką nostalgią znika. Niedźwiedź, jeśli mówi, to i tak bardzo wiele, nikt nie wymaga, aby śpiewał jak frontman. Wojtek raczej nawiązuje do muzycznych motywów niż je cyzeluje, raczej melorecytuje, nuci niż śpiewa, a brzmienie w perfekcyjnej formie nadaje tym muzycznym wypominkom wirtuoz harmonii Mateusz Wachowiak. To dość, aby scalić snutą przez Wojtka opowieść o żołnierzach zapomnianych z wieczorem tłumionego sentymentu patriotycznego, który przecież od czasu do czasu potrzebuje zaczerpnąć świeżego powietrza.

Monodram Michała Pieli w reżyserii Aldony Figury to opowieść nie tyle o niedźwiedziu, który tęskni i wspomina dawne czasy, ile opowieść o życiu obcesowo potraktowanym przez historię, która za nic miewa nadzieje i plany jednostek. Smutna, choć przy tym przyjazna opowieść. Jak marzenie o lepiej poukładanym świecie.

Tomasz Miłkowski

NIEDŹWIEDŹ WOJTEK Tadeusza Słobodzianka, wykonanie Michał Piela, reżyseria Aldona Figura, muzyka Mateusz Wachowiak, spektakl impresaryjny, produkcja Fundacja Artystyczna Acoustic, premiera warszawska, Klub Dowództwa Garnizonu Warszawa, 20 lutego 2025.

[Fot. materiał organizatora]

[Fot. materiał organizatora]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.