Yorick nie zamierza nikogo zwodzić: nie znał prawie nikogo spośrod opisywanych w książce Wojsława Brydaka „Babie lato” luminarzy polskiej muzyki współczesnej, teatru i literatury. No, może troszkę znał Andrzeja Krzysztofa Waśkiewicza, poetę i sumiennego kronikarza przemian literatury i kultury. O Danucie Baduszkowej musiał słyszeć, to oczywiste. Jednak jądrem tych opowieści, zlokalizowanych w Sopocie i Gdańsku jest środowisko muzyczne Wybrzeża, które wywierało po pażdzieeniku 1956 wielki wpływ na życie muzyczne całego kraju. Skąd inąd samo przybycie autora wraz z przyjacielem na studia muzyczne do Sopotu zostało ujęte w książce niczym wyprawa po Złote Runo.
Mimo to wcale nie trzeba znać osobiście, blisko czy choćby przelotnie bohaterów tych zdarzeń, które z pasją odtwarza, wspomina, przetwarza i nadaje im znaczenie Wojsław Brydak, aby ulec atmosferze jego opowieści, tchnących prawdą szczegółu, trochę sentymentem, trochę dystansem, czasem autoironią. Mieszanka to smakowita i pewnie dlatego czyta się tę wspomnienioprozę znakomicie, wpadając niekiedy w zadumę, jak bogate, wyrafinowane i pełne rozmaitych zawęźleń było życie kulturalne Trójmiasta w owych czasach, jakże niesłusznie dzisiaj często lekceważonych lub malowanych jedną szarą barwą. Bo szaro tu nie było, raczej kolorowo, nawet jeśli brakowało kolorowego wykończenia albo pieniędzy na farby.
A przy tym jak malowniczo potrafi Brydak opowiadać o muzyce i jej interpretacji. Można powiedzieć, nic dziwnego, przecież kształcił się na wirtuoza, miewał swoje chwile chwały przy fortepianie, zanim uznał, że tą drogą nie dojdzie na szczyt, a więc najwyższa pora zmienić miejsce, nie porzucając kierunku zaineteresowań i tak stał się jednym z nadzwyczaj czułych znawców wykonastwa muzycznego. Dość zerknąć na opis powiewu świeżości, jaki profesor Zbigniew Śliwiński wnosił do kształcenia talentów muzycznych: „Śliwiński odbarzony znakomitym wyczuciem barwy, mnóstwo wiedział o związanych z nią niuansach wykonawczych, o nośności dźwięku, o barwnej wieloplanowości, bez której utwór Debussy’ego miałby wybite zęby. W podejściu do barwy czuło się u Śliwińskiego wynalazczość, która pociąga, udziela się, pozwala wejść w odrębny świat brzmieniowy, ulotny, czasem tworzony na potrzeny jednego utworu”. Konia z rzędem temu, kto wskaże innego autora zdolnego tak sugestywnie wnikać w warsztat wykonawczy i pedagogiczny pianisty. Tylko pozazdrościć.
Takich fragmentów w tej książce znaleźć można wiele, a wszystkie dowodzą, jak silnie te opisy i wspominki osadzone są nie tylko w pamięci i przeżyciach, ale i dogłębnych przemyśleniach autora, poruszającego się z łatwością w gąszczu tematów, wśród oryginałów i mistrzów. Potrafi też zobaczyć więcej z dystansu od tych, którzy oglądają z bliska i narażeni są na błąd paralaksy. Oto sylwetka Baduszkowej, uważanej słusznie za matkę-założycielkę gdyńskiej sceny muzycznej, dzisiaj patronki Teatru, którą – nie ujmując jej znaczenia – odziera autor ze zdawkowej pozłotki, odkrywając jądro jej dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More. Brydak odkrywa bowiem, że Baduszkowa była wielkością nie w porę, zawsze wyprzedzała epokę albo była o krok z tyłu, prawie nigdy o czasie, stąd jej osiagnięcia stawały się oczywistością albo pozostawały niezauważone.
Nie brakuje w tej książce także wątków bardzo osobistych, rodzinnych, którymi autor dzieli się szczodrze z czytelnikami. Skoro Yorick, dość odległy od muzycznego środowiska Trójmiasta uległ magii tej opowieści, można sobie wyobrazić, jaką radość sprawiają one tym wszystkim, dla których szkoła muzyczna w Sopocie a potem w Gdańsku była domem.
Yorick
BABIE LATO Wojsława Brydaka, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2024, s. 216 + 4 nn, ISBN 978-83-8333-302-1
