Na kilku rogatkach Słupska ustawiono pokaźne reklamy zawiadamiające, że w tym mieście znajduje się „największa w świecie kolekcja obrazów Stanisława Ignacego Witkiewicza – Witkacego”. Nic więc dziwnego, że od lat organizowane są tutaj międzynarodowe konkursy na interpretację dzieł tego twórcy pod nazwą „Witkacy pod strzechy”. Dzieł wszystkich – literackich, dramatycznych, plastycznych, teoretyczno-filozoficznych. Kierująca tym wydarzeniem Aleksandra Karnicka z STKT Teatru Rondo zadbała o to, aby kolejna odsłona „Witkacego…” ukazała się w interesującej zawartości.
Przy tej okazji odbył się jubileuszowy, liczący już sobie 30 lat, pokaz monodramu „Manifest” w wykonaniu Ziuty Zającówny [na zdj/mat. organizatora], profesorki krakowskiej PWST. Ziuta, a w rzeczywistości dr hab. Józefy Jamróz-Zając, w brawurowym, iście mistrzowskim stylu realizująca swój własny scenariusz i zamysł sceniczny, zapiera dech w piersiach. To, w jaki sposób w rytmie cyrkowego marsza pojawia się w męskim przebraniu przed publicznością i wykonuje taneczne ewolucje, jak później jako kobieta recytuje założenia nowej „czystej formy” w sztuce, wciela się też w tuzin różnych groteskowych postaci i wywołuje huragan śmiechu, jest efektem umiejętnego montażu wątków rozmaitych witkacowskich prac, jak choćby jego dadaistycznych wierszy, dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More „Kurka wodna”, „Niemytych dusz”, a także jednoaktówki „Negatyw szkicu”.
Tutaj nie ma nawet sekundy ciszy, oczekiwania na efekt tworzenia nastroju albo sugestii, że coś się będzie działo. Widzowie toną w nieustającej plątaninie różnych myśli, także podczas wchodzenia aktorki pomiędzy krzesła, z odniesieniami do spraw dawnych i całkiem bieżących, które przeplatane są tańcem, ruchem i gagami z użyciem rekwizytów wyciąganych z walizki. Wszystko to budzi niekłamany podziw dla sztuki i warsztatu aktorskiego, a przy okazji artystka kreśli lekkim piórkiem zarówno szkice z biografii autora „622 upadków Bunga”, jak też jego nie do końca spełnionych postulatów ideowych i dotyczących teorii sztuki. W sumie ten grubo ponad godzinę trwający monodram okazuje się niezwykłym kompendium wiedzy, takim Witkacym w pigułce, co oczywiście było w ciągu 30 lat życia spektaklu odbierane zwykle w korespondencji z aktualnymi wydarzeniami i modami.
Ziuta Zającówna postuluje w swym przedstawieniu uwolnienie się od tożsamości, które możliwe jest dzięki udawaniu wszystkiego, a nie tylko prezentowaniu siebie w jakimś szczególnie korzystnym świetle. Wielokrotnie powtarza, iż nie ma większej rozkoszy od czystej blagi, z którą równać się nic nie może. Aktorka w trakcie pokazów swego monodramu natrafiała już na rozmaite reakcje widzów, np. na Ukrainie, gdy mówiła, że potrzebna jest nam rewolucja, i do tego odgórna, spotkała się ze sprzeciwem, bo aluzje Witkacego i jego ironia były dla tamtej publiczności zbyt bolesne.
Groteskowe nakreślenie tzw. nowych prądów w sztuce z niezliczonymi „izmami” z kolei wywołuje niezmiennie odruchy wesołości, bo tutaj talenty językowe Witkiewicza i tworzone przez niego neologizmy widać w całej okazałości – papugizm, kręcizm, krętacyzm, z mańki zażycizm, w maliny wpuścicizm itd. Jeszcze większe poruszenie wprowadzają przypadkowe analogie polityczne, metafory dotyczące aktualnej władzy,wręcz ekipy rządzącej, która nie umie lub nie chce zadbać o dobro obywateli. Na szczęście nie znalazły się w spektaklu Ziuty Zającówny charakterystyczne dla Witkaca ataki personalne na określone osoby, jak choćby kpiny z Leona Chwistka, profesora filozofii i matematyki, ale i zdolnego malarza oraz teoretyka sztuki, który był jakby mentalną odwrotnością Witkacego.
To, co przedstawione zostało w monodramie „Manifest”, wracało niekiedy w odmiennych realiach scenicznych w spektaklach konkursowych. Do jednego z najlepszych należy zaliczyć wzbogacony o muzykę Karola Szymanowskiego spektakl kolektywu działającego przy Domu Kultury w Tarnowie Podgórnym, liczącej 6 tys. mieszkańców wsi sołeckiej w województwie wielkopolskim. „Autominetodon” w reżyserii Artura Romańskiego w wykonaniu grupy kilkunastu dobrze przygotowanych młodych amatorów podążał podobnym szlakiem odkrywającym zakamarki duszy Stanisława Ignacego WItkiewicza, opierając jednak szkielet przedstawienia o wątki „Wariata i zakonnicy”. Z kolei nawiązanie do pewnych rozważań teoretycznych Witkacego nagranych na taśmę, połączonych z tanecznym ruchem, pokazała para polsko-niemiecka Anna Zaczek i Michał Zamilski. Na tym tle wcale nie porażał swym wyrafinowaniem profesjonalny monodram „Niemyte dusze/Narkotyki” w wykonaniu Sebastiana Fabijańskiego w reżyserii Anny Kękuś powstały w ramach Teatru Klasyki Polskiej.
Opisane wydarzenia artystyczne przebiegały równolegle z odbywającą się w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku – tam gdzie jest owa największa w świecie kolekcja – Międzynarodowej Konferencji Witkacologicznej, co uznać trzeba za kolejny krok w dziedzinie wprowadzania naszego artysty „pod strzechy”. Mimo, że on sam pokpiwał sobie z marzenia Mickiewicza i twierdził, że „świństwo równomiernie rozpełznie się wszędzie”. Pojawiły się nawet niepotwierdzone pogłoski, że nasz dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More i malarz odwiedził kiedyś to miasto. Niestety nie dało się tego udowodnić. Po wojnie natomiast pojawił się w nim pewien ksiądz, którego Witkacy umieścił na swym pastelowym portrecie. Można go obejrzeć w Muzeum.
Bronisław Tumiłowicz
