Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Wiesław Ochman z Nagrodą Norwida – Dzieło Życia

W poniedziałek 23 września, w przeddzień urodzin Cypriana Kamila Norwida w Teatrze Polskim w Warszawie wręczono uroczyście Nagrody Samorządu Mazowsza im., Cypriana Kamila Norwida, którymi obdarowano wybitnych artystów, mieszkańców tego regionu. Kapituła Nagrody Norwida w tej kategorii postanowiła przyznać ten wyjątkowy laur Maestro Wiesławowi Ochmanowi. Przedstawiany laudację na cześć Mistrza przygotowaną przez przewodniczącego Kapituły, dr. Tomasza Miłkowskiego

Wnioskodawcy, Towarzystwo Miłośników Muzyki Moniuszki, skrupulatnie podsumowali imponujący dorobek Wiesława Ochmana. Przypomnieli, że podczas 39-letniej kariery solistycznej (od roku 1960-1999) zaśpiewał w tysiącu ośmiuset spektaklach operowych na 4 kontynentach, w 30 krajach, w ponad 70 miastach i ponad stu liczących się instytucjach kultury, w tym 100 razy w Metropolitan Opera, a na tej legendarnej scenie znalazł się jako pierwszy polski tenor po Janie Kiepurze, nagrał około 60 płyt, w tym 9 solistycznych, zagrał też w kilku filmach. A to przecież tylko część jego imponującego dorobku, w którym liczą się także prace reżyserskie, organizacja festiwali i koncertów charytatywnych, nagrania i audycje radiowe, dzieła malarskie, a także książki.

Maestro obok wykonywania repertuaru światowego przy każdej nadarzającej sposobności promował muzykę polską, zarówno klasykę operową, dzieła Stanisława Moniuszki, jak i twórczość Krzysztofa Pendereckiego, z którym wiązała go bliska współpraca. Zasługi Laureata są przeogromne i wprost trudne do objęcia. Samo wymienienie partii operowych, partnerów i dyrygentów wywołuje dreszcz emocji.

Wiesław Ochman powtarzał przy różnych okazjach, że jego życie to śpiew. Wyznawał, że opera jest zazdrosna i zabiera trzy czwarte życia, tak więc na resztę zostaje jedna czwarta. Kiedy myślimy o Wiesławie Ochmanie, oczywiście mamy w pamięci, mamy także w uszach jego głos „o urzekającej i niepowtarzalnej barwie – jak pisano w Leksykonie Śpiewaków Operowych – wspaniałym, gęstym, nieco ciemnym brzmieniu, pełnym blasku i fascynujących odcieni, swobodnym na całej szerokości skali”. Ale w równej mierze działa na naszą wyobraźnię jego niepowtarzalna osobowość, będąca bodaj kluczem do osiągnięć artystycznych, społecznych i międzyludzkich.

Tę unikatową osobowość artysty jako pierwszy odnotował recenzent muzyczny i kronikarz życia scenicznego Wacław Panek. W szczytowym okresie jego śpiewaczej kariery tak go charakteryzował:

„Światowej sławy tenor, człowiek uśmiechnięty, będący na co dzień życzliwym, ujmującym rozmówcą, „duszą towarzystwa”, śpiewak operowy, któremu obca jest zawodowa zazdrość, muzyk, który był poprzednio piłkarzem, bokserem, inżynierem ceramikiem, konferansjerem, malarzem (jest nim nadal); technik i humanista w jednej osobie; postać nieledwie renesansowa, artysta, który potrafił znaleźć swoją rację bytu we współczesnym nam świecie”.

I jeszcze jedno nader trafne spostrzeżenie Wacława Panka;

„(…) bez względu na role, które kreował swoich głosem jako śpiewak i jako aktor, wszędzie daje się zauważyć pewna cecha łącząca te kreacje z tym samym człowiekiem. Jest nią swoista miękkość i duchowa pogoda głosu, charakteryzująca ludzi szczęśliwych (…) Łagodny liryzm Wiesława Ochmana, wewnętrzny spokój jego głosu przebija się nawet w najbardziej dramatycznych fragmentach śpiewu”. To recenzencka diagnoza z roku 1978. Jej celność potwierdzał po latach krytyk muzyczny Jacek Marczyński, który powiedział, że „w głosie Wiesława Ochmana nigdy nie było zawiści, spięcia, stresu. Tylko radość i szczęście, że może śpiewać. Prócz talentu, pięknej barwy głosu, to jedna z tajemnic, dla których słucha się go tak dobrze. Być może to również jedna z tajemnic jego udanego życia”.

Zawrotna kariera artysty rozpoczęła się na dobre, kiedy w roku 1965 wystąpił w partii Jontka w „Halce” Stanisława Moniuszki podczas uroczystej inauguracji siedziby Teatru Wielkiego po odbudowie. Na widowni byli wszyscy. Artysta wykorzystał ten moment, aby usłyszeli jego arię „I ty mu wierzysz biedna dziewczyno”. I wkrótce posypały się zaproszenia i kontrakty. Zwłaszcza kiedy zobaczono go jako tytułowego Fausta w operze Charlesa Gounoda (1966) – zachwycił się nim recenzent „Teatru”, który występ Ochmana nazwał sensacją: „Sławna aria trzeciego aktu z nieskazitelnym górnym «c» (zaśpiewanym, co się rzadko zdarza, mezza voce – pisał recenzent – była jednym z najpiękniejszych przeżyć, jakie dotychczas przypadły w udziale widzom Teatru Wielkiego”. Nic dziwnego, że zaproszono go najpierw do Staatsoper w Berlinie [ówczesne NRD], gdzie wystąpił w Rycerskości wieśniaczej Pietro Mascagniego, jako Turiddu, a potem Opery w Hamburgu do roli Cavaradossiego w Tosce Giacoma Pucciniego.

Aż strach pomyśleć, że mogłoby do tego nie dojść, że Wiesław Ochman nie stanąłby na deskach opery i nie rozpoczął triumfalnej podróży przez światowe sceny. Chłopak z warszawskiej Pragi wcale nie marzył o karierze śpiewaczej, chciał zostać malarzem. Stąd znalazł się w Liceum Plastycznym w Bolkowie. W szkole udzielał się artystycznie, występował jako konferansjer, pisał teksty, grał na akordeonie i perkusji, ale nie śpiewał. Po maturze zamiast na studia plastyczne wybrał się ma krakowską Akadem Górniczo-Hutnicza, aby stać się inżynierem ceramikiem. Tu jednak, w AGH, zaczęła się jego wielka przygoda muzyczna. W zespole „Krakusa’ zaczął śpiewać, a kibicowała mu przyszła żona. Wziął udział w konkursie studenckim i wygrał. W Krakowie pisano, ze narodził się „Nowy Kiepura”.

Sukcesy konkursowe i festiwalowe (na razie studenckie) i namowy otoczenia, bo wcale jeszcze nie był do tego przekonany, sprawiły, że rozpoczął naukę śpiewu u prof. Gustawa Serafina. To on zarekomendował go do zatrudnienia w operze. Nie przyszło wcale łatwo, młody śpiewak był niezauważany, dostał jednak angaż w Operze Śląskiej w Bytomiu.

Jego debiut miał szczególny charakter, 16 czerwca 1960 roku śpiewał partię Muezina w Casanovie Ludomira Różyckiego, ale zgodnie z dyspozycjami kompozytora wykonał tę partię za kulisami. Jednak już tydzień później, 24 czerwca, wystąpił jako Sir Edgara Ravenswood w operze Donizettiego Łucja z Lammermoor. Na wielki sukces musiał jeszcze trochę poczekać. W Operze Śląskiej pozostawał przez 4 lata, nim przyszła propozycja dyrektora Bohdana Wodiczko z Teatru Wielkiego i trafił do Warszawy.

To wtedy rozpoczął się rozdział światowej kariery Maestra, okres wielkiej radości śpiewania i spotkań z najwybitniejszymi śpiewakami, dyrygentami, na najważniejszych scenach operowych, m.in. w mediolańskiej La Scali, Metropolitan Opera w Nowym Jorku, operach w Barcelonie, Berlinie, Buenos Aires, Chicago, Hamburgu, Madrycie, Moskwie, Paryżu, Rzymie, Salzburgu, San Francisco, Sewilli i Wiedniu. Uczestniczył w prestiżowych festiwalach muzycznych, a jego występom towarzyszyły zespoły pod batutą najwybitniejszych dyrygentów. Talent, pracowitość i niezmienna radość tworzenia podały sobie najwyraźniej ręce, bo dzieło życia Wiesława Ochmana sprawia doprawdy monumentalne wrażenie.

Na koniec – choć to detal w bujnej karierze Mistrza, drobny epizod – ale jakże znamienny, chciałbym wspomnieć o współpracy Maestro Wiesława Ochmana z Mazowieckim Teatrem Muzycznym im. Jana Kiepury. To świadectwo jego żywych związków z lżejszym repertuarem muzycznym, z operetką, z klimatami komediowymi, tak bliskimi jego osobowości. To właśnie w tym teatrze, jeszcze za dyrekcji Włodzimierza Izbana – miała miejsce premiera „Zemsty nietoperza” Johanna Straussa (2007), w reżyserii Wiesława Ochmana, zwieńczona długotrwałą owacją. W tym teatrze, ale już w nowej siedzibie, w byłym kinie Praha na warszawskiej Pradze Maestro prowadzi co pewien czas koncerty zatytułowane „Spotkanie z Kalmanem i Wiesławem Ochmanem”, potwierdzając za każdym razem swoje swoje bliskie związki z „krainą uśmiechu” i niebywale poczucie humoru, smak, idealny kontakt z publicznością, która zawsze była dla niego najważniejszym krytykiem i błyskotliwość gospodarza. Byłem przed kilku laty na jednym z takich koncertów, ulegając urokowi spotkania, tworzonemu przez Maestro, żywiołowo przyjmowanego przez zgromadzoną publiczność.

Jest w tym także jeszcze jeden wart podkreślenia element – „Spotkania z Kalmanem i Ochmanem” odbywają się w teatrze, znajdującym się zaledwie w odległości tysiąca metrów od matecznika Wiesława Ochmana – ulicy Ząbkowskiej 48., gdzie jako czterolatek śpiewał na podwórku „Chryzantemy złociste” ku zachwytowi sąsiadów. Cóż, historia zatoczyła koło.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.