Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Marcin Hycnar nominowany do Nagrody Norwida

Jednym z nominowanych do Nagrody Norwida w dziedzinie teatru jest Marcin Hycnar za monodram Pogo w reżyserii Kingi Dębskiej, grany w Teatrze Polonia. Hycnar otrzymał już za tę rolę Grand Prix na festiwalu Teatropolis w Łodzi. Gratulujemy.

MARCIN HYCNAR, aktor, reżyser, menedżer kultury. Ukończył Wydział Aktorski (2006) i Reżyserii (2016) Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Debiutował rolą tytułową w spektaklu „Mały książę” na deskach tarnowskiego teatru (1995, reż. Cezary Domagała). W latach 2006-2016) aktor Teatru Narodowego, gdzie zagrał m.in. w spektaklach Jerzego Jarockiego („Kosmos”, „Tango”), Agnieszki Glińskiej („Poduszyciel”, „Pożegnania”, „Iwona, księżniczka Burgunda”) i Jana Englerta („Śluby panieńskie”, „Kordian”) i Artura Tyszkiewicza („Mrok”). W latach 2017-20 dyrektor artystyczny Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie, a w latach 2020-2022 dyrektor Teatru Jaracza w Łodzi. W swoim dorobku ma role telewizyjne, radiowe, dubbingowe i filmowe – w 2022 zagrał Ignacego Koniecznego, głównego bohatera serialu Sługa narodu”. Jako reżyser debiutował sztuką „Aaa zatrudnimy clowna”, Mateia Visnieca (Teatr Montownia / Och-Teatr, Warszawa, 2011). Z monodramem zetknął się początkowo jako reżyser (wówczas jeszcze student) spektakli jednoosobowych: „Matka Polka terrorystka” Anety Todorczuk-Perchuć (scenariusz Katarzyny Wasilewskiej, Teatr Montownia / Teatr Polonia, 2012) i „Kolorowa, czyli biało-czerwona” Ryszarda Starosty (scenariusz Ryszarda Przybyły, Teatr Powszechny, 2012). W Akademii Teatralnej prowadził zajęcia z pracy nad monodramem aktorskim. „Pogo” jest jego debiutem aktorskim w teatrze jednego aktora.

W „Yoricku” pisaliśmy o spektaklu Marcina Hycnara POGO dwukrotnie. W nr 99(sierpień 2023) pisał Tomasz Miłkowski:

Urodzony ratownik

To trzeba w sobie mieć. Coś się dzieje niedobrego, ktoś nagle cierpi i nie można go tak zostawić. Trzeba pomóc – to jak nakaz wewnętrzny. Chyba tak się zostaje ratownikiem medycznym.

Tak można odczytać sceny z życia ratownika z warszawskiego Grochowa, które ukazuje na deskach teatru Polonia Marcin Hycnar.

Na scenie po lewej stronie model kabiny karetki pogotowia ratunkowego: dwa fotele, dla kierowcy i ratownika, sygnały świetlne, megafon. Kierowcą jest sterujący za pośrednictwem laptopa warstwą muzyczną spektaklu kompozytor Radosław Luka. Prawie się nie odzywa, najwyżej dwa-trzy zdania, ale utrzymuje kontakt wzrokowy z aktorem. Z tyłu przy ścianie łózko piętrowe z metalową drabinką do wspinania, na podłodze torba ze sprzętem ratowniczym (a w niej niebieskie jednorazowe rękawiczki, których niemało zużywa ratownik podczas dyżuru-spektaklu). Na dolnym łóżku wisi przy poręczy prywatne ubranie ratownika (dżinsy i T-shirt). Obok dyżurka-kącik socjalny ze stolikiem i fotelem. Na prawym skraju sceny kilka krzeseł poczekalni i dystrybutor wody ciepłej i zimnej, jakie zazwyczaj stoją w przychodniach. To cała sceneria, którą tworzyć będzie dodatkowo światło i muzyka. Czasem zbyt głośna i radosna, bo kierowca lubi odciąć się od nerwowej sytuacji.

W takim otoczeniu, energicznie przemieszczając się między karetką i dyżurką, czasem wspinając na łóżko, a także krążąc na środku sceny-przestrzeni ratunkowej interwencji, którą możemy sobie tylko wyobrazić, Marcin Hycnar maluje sugestywny wizerunek ratownika medycznego. Właściwie nie tyle maluje, ile rekonstruuje, bo materię do tego wizerunku stworzył Jakub Sieczko, lekarz pracujący kilka lat w pogotowiu ratunkowym na warszawskim Grochowie i autor reportażu o pracy w pogotowiu. A więc to literatura faktu, prawda życia utrwalona w książce i przeniesiona na scenę – chciałoby się napisać rutynowo w „reportażu wcieleniowym”, ale tym razem najpierw były lata pracy w ratownictwie medycznym, a dopiero potem zamiar napisania reportażu.

Powstał w ten sposób wiarygodny obraz codzienności ratownika, sytuacji, z którymi się styka i mierzy. Rzecz o kosztach psychicznych obcowania ze śmiercią, nierzadko bezradności lekarza w obliczu nieodwracalnego zaniku funkcji życiowych, niewyobrażalnym trudzie sprostania zdarzeniom ostatecznym, kiedy trzeba wypisać akt zgonu i poinformować najbliższych, że właśnie nastąpiła śmierć i nic już się nie da zrobić. A potem wyjść i zostawić tę śmierć za drzwiami.

Hycnar mówi o tym wszystkim bardzo prawdziwie, choć czasem ze ściśniętym gardłem. Powściągając emocje, przytacza dziesiątki przykładów sytuacji, z którymi lekarz pogotowia musi się zmagać. Także tych odstręczających, kiedy trzeba pokonać naturalną niechęć do brudu melin, wyglądu bezdomnych, smrodu zapijaczonych. Albo pokusę okazania ludzkiej solidarności samotnym, opuszczonym staruszkom, dla których wezwanie pogotowia to jedyna szansa spotkania z drugim człowiekiem.

Opowieść ratownika ma swoje momenty „czarnego humoru”, pewnego luzu wprowadzonego do opowieści. Pewnie inaczej niełatwo byłoby widzom znieść nagromadzenie relacji o śmierci, daremnej reanimacji i rozpaczy. Stąd anegdoty o idiotycznych wezwaniach pogotowia, om zachowaniach będących pod wpływem albo po prostu zagubionych w nieznanej im sytuacji. Ratownik broni się przed okazywaniem współczucia i słabości tarczą profesjonalizmu. Ale kiedy w grę wchodzi walka o życie dziecka, zderzenie z niesprawiedliwym wyrokiem zawisłym nad życiem dopiero rozpoczętym, zawodzą wszystkie sposoby zawodowej tarczy. Głos się łamie, łzy pojawiają się same, trudno grać obojętność.

Reportaż Sieczki i spektakl dystansują się od cukierkowo-bohaterskiego wizerunku ratowników z popularnych seriali telewizyjnych. Marcin Hycnar z talentem parodystycznym pokazuje te zwycięskie sztuczne pozy rodem z westernów i „Gwiezdnych wojen”, które wnoszą patos i ekranową wzniosłość niezawodnych herosów do codzienności medyków. Ale mimo że wykpiwa słodkie telewizyjne malowanki, pokazuje również te rzadkie momenty, kiedy uratowani przez pogotowie okazują wdzięczność, kiedy widać – co by nie mówić i jak by się nie bronić przed wielkimi słowami – że ratownicy naprawdę prowadzą walkę o najwyższą stawkę, o życie.

Czasem ta walka ma swoje dramatyczne następstwa. Niektórzy nie wytrzymują napięcia, staczają się w otchłań uzależnień, szukając odtrutki na stresy. A pewnie wszyscy – bo tak się ta opowieść domyka – marzą o chwilach, kiedy już nikogo nie muszą ratować, kiedy mogą się delektować swoimi małymi radościami. Jak wszyscy.

Powstał poruszający, dający do myślenia monodram z wyrazistym, bliskim widzom bohaterem. Niemal dwie godziny tej opowieści mijają niepostrzeżenie. „Pogo to do bólu szczera i poruszająca spowiedź ratownika medycznego – oceniała Zuzanna Liszewska – pracującego na Pradze Południe, oparta na reportażu Jakuba Sieczki, zarazem prawdziwa, niecukierkowa i zaskakująco sceniczna. Jeśli ma coś wspólnego z tańcem, to jedynie z tańcem ze śmiercią [teatrologia.info].

Podczas spektaklu w Teatrze Polonia (26 sierpnia 2023 roku, nadkomplet!) ktoś spośród widzów zaczął uciążliwie kaszleć. Marcin Hycnar wystarał się (cały czas grając, bo spektakl idzie bez przerwy) o jednorazowy kubek, napełnił wodą z dystrybutora stojącego na scenie i podał cierpiącej na kaszel. Może to była odruchowa akcja ratownicza aktora, może zaplanowana przez reżyserkę sytuacja, dzięki której zobaczyliśmy w Marcinie Hycnarze urodzonego ratownika, bohatera monodramu i aktora obdarzonego nieprawdopodobną empatią. Jakkolwiek by było, tchnęło to metafizyką teatru.

W nr 103 (listopad 2023) w swojej rubryce „Z fotela” pisał Łukasz Maciejewski:

Monodram Marcina Hycnara

Nie ma czasu, nie ma czasu – za dużo wszystkiego: spektakli, koncertów, premier filmowych.

A doba tylko jedna. Trzeba wybierać. Trudne są te wybory.

Większość rzeczy mnie omija, i od dawna przestałem robić sobie z tego powodu wyrzuty.

Kiedy zaczynałem pracę krytyka filmowego, wydawało mi się, że to ważne, żebym mniej więcej oglądał wszystko, co pojawia się w kinach. Od dawna odpuściłem, sobie odpuściłem. Życie jest za krótkie, żebym udręczał się rzeczami, na które nie mam ochoty. Albo pisaniem o filmach, które nic dla mnie nie znaczą. Szczerze, brutalnie szczerze? Wolę spać.

A piszę o tym dlatego, że jednak kompulsywnie staram się nadrabiać to, na czym mi zależy. Filmy, spektakle, wystawy.

W ten sposób, parę dni temu dopiero, obejrzałem „Pogo” – monodram Marcina Hycnara z udziałem Radosława Luki w Teatrze Polonia w reżyserii Kingi Dębskiej.

Autora „Pogo”, porażającego reportażu „Pogo”, Kubę Sieczkę, poznałem wiele lat temu. Zanim napisał tę książkę, zanim zasłynął tutaj, na Facebooku, zanim stał się ważnym i zaangażowanym lekarzem. Zaczynał wtedy dopiero, był chłopakiem (dzisiaj mężem) Gabrysi Łazarkiewicz – i dzięki Gabrysi się poznaliśmy.

Książka mną wstrząsnęła. Obnażała sfery, o których niby się wie, ale mimowolnie odwraca się głowę. W naszej bańce jest przecież czysto, pachnąco, bohemowato. A Kuba, ex ratownik medyczny, pisze o tej samej Warszawie, o Warszawie, która ćpa, chleje, zasypia na kacu i więcej się nie budzi, o umierających dzieciach i o samotności starców wzywających pogotowie, żeby odezwać się do kogoś, do kogokolwiek, i podać ratownikom kompot ze śliwek wyszykowany dla nieistniejącej wnusi.

Książka napisana, zauważona, nagrodzona. Wszystko słusznie. Polecam, chociaż nie będzie to łatwa lektura.

I teraz monodram Hycnara. I ważny spektakl Dębskiej. I wartościowy dźwiękowy udział Luki. Dwie godziny spowiedzi. Wyrzucania z siebie słów, kompleksów, złości i przerażania, a potem przerażenia, że własne słabnie. Że się znieczulamy. Na wszystko już. Na wszystko, co jest straszne, i tylko czasami także śmieszne (tak, ten spektakl bywa zabawny).

Dobra adaptacja, skróty, żarliwy Hycnar, uważna reżyseria, skupienie na wykrzyknikach (taka jest osobowość aktorska Marcina), i długa pauza po przedstawieniu. Długa cisza.

Tak to działa. „Pogo”, pogotowie, migające sygnały, strach kiedy przejeżdża karetka, zawsze się wtedy denerwuję, na ulicy, albo słysząc z mieszkania, że komuś coś się dzieje, że to coś strasznego.

I mam raczej rację. Coś strasznego.

Lepiej wiedzieć niż nie. O tym jest ten spektakl. Tak to działa.

„Pogo”.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.