Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Chłopaku, takich rodziców trzeba olać i frrru…

I tu konieczny przypis. Wywołany przeze mnie chłopak to główny bohater dramatu Marii Wojtyszko: Sam, czyli przygotowanie do życia w rodzinie. Trzynastolatek, którego otacza jedno wielkie familijne G… Otacza bajerancko, krążąc trybem farsowo groteskowej deformacji. Podlega jej cały świat przedstawiony. Upiorna szkoła, zdezelowane koleżeństwo, jeszcze nieświadoma, lecz już pęknięta pierwsza miłość. A za rogiem zęby szczerzy political correctness. A po drodze szaleje etyczne badziewie.

Proszę Państwa sami widzicie, że materia literacka jest i społecznie ważna, i strukturalnie zawiła. Nie ułatwia recepcji programowy komentarz autorki. Choć pojawiają się tam trzy istotne tropy: osobisty, narodowy i komediowo-pojednawczy. Pierwszy, budzi oczywisty szacunek i stanowi uwiarygodniony biografią akces na rzecz rozkwitającej patchworkowej rodziny. Zresztą proszę posłuchać. „Moje życie prywatne jest oczywistym dowodem na to, że uwielbiam relacje rodzinne, o ile są udane.” Odrzucając kwestię gdzie i jak się subiektywno-obiektywnie komu udaje, refleksja przynosi światło. Natomiast dużo ciemniej jest pod narodową latarnią. Wedle autorskich zapowiedzi dramat w rodzinnym kadrze zbiera historyczny wizerunek Polski. Tyle że zbiera w sposób powierzchniowy, doraźny i często efekciarski. Stąd zamiast uzasadnionej prowokacji wciska się myślowy banał. Szkoda, bo szkic do portretu tyranizowanego rodzicielską aberacją oraz cywilizacyjnym szaleństwem małolata czeka. Zdarza się, że polityczny fajerwerk błyśnie, lecz nie ma autonomicznego śladu, nie ma funkcji, nie ma odniesień. Pytanie, co zostaje.

I wtedy uaktywnia się trzeci trop komediowo-pojednawczy. Szlak interesująco rozwibrowany i przede wszystkim niezdawkowy.

Sposobem na przebijanie murów, które nas dzielą zawsze był dla mnie humor. (..) Dlatego w Samie nabijam się tak z rodziców Wioli, jak z rodziców głównego bohatera, ale też wszystkie moje postaci staram się postrzegać jako dobrych ludzi, którzy nie zawsze postępują dobrze, bo są uwikłani w różne przekonania, przytłoczeni oczekiwaniami, albo po prostu uwięzieni w pułapce nałogu.

Ba, akord po trosze Franciszkański, po części Molierowski. Jednak po całości sceniczny. Właśnie z tej perspektywy tekst interesująco rozpoznał i warsztatowo uzasadnił Marek Mokrowiecki. Zrealizowana w Płockim Teatrze Dramatycznym inscenizacja (premiera 23 III 2024) posiada intensywny kolor, szerokim łukiem projektowany kształt i własny rytm. A sprawa kluczowa, iż wszystkie parametry dotykają desygnatu. Tam bowiem ukrywa się wyautowany przez najbliższych dzieciak, któremu Adam Gradowski nadał rys prawdy i metafory. Cały przekaz, starannie dawkowana ekspresja łączą wzruszenie z jawnie teatralizowaną narracją. Dzięki temu słowa nabierają pędu. Gadane ustępuje miejsca rozmowie, wydobywa rejon serio, krążąc jednocześnie na orbicie ludycznego miszmasz. Brawo!

Moje życie jest jak ten chomik

Czasem dobre, a czasem złe

Może to nie jest super piosenka

Ale za to rymuje się.

Tragifarsowy obraz chomika usytuowanego między zgodą-ugodą a sprzeciwem-buntem prezentują dwa czytelne zbliżenia: Dariusz Poleszak-Hass, Jakub Matwiejczyk. Natomiast horyzont nie tylko chomikowy wyraziście kreśli Viola Zuzanny Galewicz. Świetnie uszyty teatralny debiut absolwentki warszawskiej AT. Mocny dialog, sekret niedopowiedzi wspiera plastyczna ruchowa synchronizacja. Dzięki tak żywiołowo współobecnym środkom wyrazu śledzimy rozmaite fazy lotu bohaterki wokół nadziei i beznadziei. Wtedy uśmiech dopełnia żal, autentyczny Élan vital łagodzi rozpacz. No cóż, Młoda Aktorko bardzo trafnie wyczułaś widnokrąg. Teraz fruwaj, szukaj, cyzeluj…

Natomiast ja chciałabym Państwu zasygnalizować rozdroża oraz bezdroża, którymi chodzi starsza generacja. Reżyser słusznie wprowadził tam dyskursywnie wyostrzony skrót. Kontur odsłaniający piramidę głupoty, gejzer absurdu, w którym się panoszy egotyczne bezhołowie. Taki tryb wypowiedzi z kreatywnym impulsem animuje wiele aktorskich wizerunków, m.in.: Rodzice Violi, Katarzyna Wieczorek, Szymon Cempura; Babcia Grzesia Grażyna Zielińska; Pani Shulz Dorota Cempura; Dragan Piotr Bała. Wszystkich organicznym duktem prowadzi forma. I to jest to.

Ale w tym farsowym materi pomieszaniu ze szczególną siłą wybrzmiewają Rodzice Sama: Magdalena Tomaszewska i Mariusz Pogonowski. Precyzja i przytup. Dyscyplina i rozmach. Familiny dance macabre. Spójny artystyczny duet śmieszy, mrozi, intryguje. Sekwencja, gdy taneczny zwrot akcji Magdaleny Tomaszewskiej ujarzmia grozę żartu – oszałamia. Moje gratulacje!

Trzeba również odnotować autentyczną obecność gęstych charakterystycznych stopklatek: Paula Stępczyńska, Maja Rybicka, Alesander Maciejczyk. Trzeba nagłośnić bardzo istotny współudział choreograficznej wizji (Małgorzata Fijałkowska), z towarzyszącą obrazom muzyczną ścieżką (Krzysztof Misiak) oraz klarownie oszczędny projekt scenografii (Marian Fiszer).

Marek Mokrowiecki z warsztatową biegłością scalił dialogi, otwierając szeroko okno i dla tragigroteski, i dla dyskursu. Zapachniało aktorską wspólnotą. Zaiskrzyło autentycznym teatralnym rzemiosłem.

Jagoda Opalińska

[Fot. Waldemar Lawendowski/ mat. Teatru]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.