Nie powiódł się powrót do Gry snów, który na małej scenie Narodowego sprawia wrażenie mieszanki moralitetu, teatru jarmarcznego i spektaklu dla dzieci, przeplatanego balladami autorstwa reżysera. Wykonane z wdziękiem mogłyby złożyć się na udany spektakl-koncert, ale bez tekstu Strindberga, który mimo wysiłków aktorów wypadł blado.
Ta tajemnicza sztuka przyciągała wielu wybitnych inscenizatorów, kilka razy mierzył się z nią Bergman. Ale w Polsce nie cieszyła się sławą. Raz tylko udało się Maciejowi Prusowi dać ascetyczny spektakl z pięknie podawanym słowem w Teatrze Współczesnym, choć przedstawienie nie miało wzięcia (grane zaledwie 44 razy, co w tym teatrze sukcesem nie jest). Pytanie, czy warto sięgać po ten zawiły utwór, pozostaje otwarte. W tej wersji jednak nie, skoro spektakl, który miał ukazać dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More ludzkiego losu, niemiłosiernie nuży i pozostawia widza doskonale obojętnym.
Tomasz Miłkowski
GRA SŁÓW Augusta Strindberga, tłum. Zbigniew Łanowski, reż. Sławomir Narloch, scenografia Martyna Kander, muzyka Jakub Gawlik, Scena przy Wierzbowej Teatru Narodowego, premiera 13 kwietnia 2024.
