Książkę: Janusz Kukuła. Ja to ktoś inny (Czytelnik 2023) łyka się jednym haustem. Natomiast drugim się do niej wraca. I smakuje, wertuje, kontempluje. Chodząc tędy owędy, odkrywamy bardzo ciekawe materii zmieszanie. Ale po kolei. Tomasz Lerski uważnie spisał i starannie zredagował wspomnienia człowieka, który ma radio w krwioobiegu. Słowa przywołują obrazy, pamięć generuje zbliżenia, refleksja wytycza wspomnieniowy kontur. Janusz Kukuła, dyrektor Teatrudawniej (por.) anterprener, organizator pracy artystycznej z... More Polskiego Radia prowadzi nas otwarcie własnym tropem. Wśród różnorakich skrótów spotykamy zwroty, które więcej chowają niż mówią. Jest tam nie tylko szlachetna dyskrecja. Bowiem Kukułowa opowieść wykluczając plotkarskie albo – albo, wydobywa nurt wnikliwej empatii.
Cały ten empatyczny szlak wzbogacony erudycją, analitycznym ładem odkrywa kadry pomijane bądź rzadko eksponowane. J. K. mówi o nich z pasją i wspaniale dawkowanym… subiektywizmem. Ba, mówi tak, że chce się słuchać.
Mózg realizatora musi pracować na najwyższych obrotach. Uszy muszą wychwycić każdy fałsz i nieczystość (…). Dziś za konsoletą rządzą młodzi, dla nich nowe technologie stanowią banalną codzienność. Urodzili się w tym świecie (…). Młodym praca nie przysparza problemów. Zdarzają się tylko problemy natury psychicznej, dlatego muszę bardzo dbać o ich zdrowie psychiczne, szafując z umiarem grafikiem prac. Zdrowie psychiczne jest może złym określeniem, idzie raczej o komfort psychiczny i kondycję, albowiem kiedy mają za dużo pracy, to psychika nie wytrzymuje napięcia, w jakim tworzone są słuchowiska.
Właśnie stąd, z ducha serdecznej radiowej konfraterni wyłania się techniczno-artystyczny splot. Wyłania się wedle układu rozdziałów – Plejad. Fakty dopełnia komentarz nawskroś osobisty.
Zdarza się, że spacerujemy chronologią. Bywa, że krążymy niesieni wspomnieniową aurą, gdzie ożywają smaki dzieciństwa. Natomiast tu i teraz wracają wieloodcieniowe sygnały ilustrujące rozmaite perspektywy radiowego rzemiosła ukierunkowanego na teatralne brzmienie. Czyli skrót, błysk, lecz żadną miarą nie banał, nie unik. A „pomiędzy” rozpoznajemy dziś już nieobecnych Mistrzów pierwszego planu: Zofię Rysiówną, dwóch wyjątkowych Tadeuszów – Janczara i Łomnickiego, Gustawa Holoubka, Ignacego Gogolewskiego… Właśnie w takim serdecznym pamięciowym światłocieniu odkryłam nazwisko Jana Matyjaszkiewicza. Mój Boże jakiż to był Aktor-Wirtuoz. Techniczna perfekcja w fantastycznym przymierzu z unaocznioną nieoczywistością. Jego vis comica sięgała i tajemnicy, i serducha. Radiowy zapis nie dokumentuje rzecz jasna skali Matyjaszkiewiczowskiej ekspresji, ale stanowi świadectwo kunsztu, co Janusz Kukuła celnie zaznacza.
Idąc dalej ścieżką tak wyraziście autorskich przywołań, spotykam czułą kreską ramowany szkic do portretu wybitnego poety Zbigniewa Jerzyny.
Zbyszek żył jedynie poezją. (…) Obserwowanie go wymuszało na mnie opiekuńczość. Był starszy ode mnie, ale relacje między nami uległy zupełnemu odwróceniu, jakbym to ja był jego ojcem. (…) Z jakiejś tęsknoty za wolnością codziennie karmił gołębie nawet to kiedyś opisywałem. One przylatywały i siadały na parapecie jego okna. Wtedy wyobrażałem sobie, że to one mu czytają swe ptasie wiersze, a on je tylko zapisuje, by nie odfrunęły.
Po trzykroć prawda! Znałam Zbyszka. Był kruchy aż do granic wszelkich życiowych parametrów. Wiersze rzeźbił na wskroś każdego słowa, każdej pauzy. Nie groził mu werbalny fałsz, bo miał nie tylko absolutny poetycki słuch. Miał uwrażliwienie wpisane w swoje DNA. A swoją drogą konterfekt artysty otoczonego ptasim braterstwem przywołuje bohatera Pierścienia Wielkiej Damy Mak-Yksa, który skrzydlatym druhom zawierza sekret tragicznego samotnictwa.
I jeszcze jeden też szczególnie poruszający obraz. Kawiarnia na placu Trzech Krzyży i przypadkowe spotkanie pary „pięknych ludzi”. Ona – młoda aktorka Ewelina Bator. On – tancerz, choreografautor układu tanecznego w spektaklu baletowym albo w innego... More Żora Korolyov. Krótka rozmowa, ledwie dotknięty początek przyjaznych więzi i pełen dławionego bólu komentarz. Nagła śmierć Żory. Niewypowiedziana rozpacz Eweliny. Mrok u startu, który odbieram tym boleśniej, że Ewelina była moją studentką.
Zapiski, notatki, wspomnieniowe refleksy. Wędrowanie Janusza Kukuły ma swój wewnętrzny zegar, własne kierunkowskazy oraz hierarchie. Czasem trzeba się cofnąć w poszukiwaniu dygresji, która włącza światło. Czasem żal, że coś tylko mignęło. Ale zawsze słyszymy głos Radiowca – Humanisty. I to jest proszę Państwa sedno brzmienia!
Jagoda Opalińska
