,,Wujaszek Wania” odegrany przez jednego aktora? Jedno z najsłynniejszych dzieł Antoniego Czechowa(1860-1904), prozaik i dramaturg rosyjski. Pochodził z ubog... More doczekało się już kilkudziesięciu inscenizacji w samej Polsce, by wspomnieć chociażby zrealizowane w ostatniej dekadzie spektakle Iwana Wyrypajewa w stołecznym Teatrze Polskim (2017), Małgorzaty Bogajewskiej w Teatrze Ludowym czy Jędrzeja Piaskowskiego w sosnowieckim Teatrze Zagłębia (oba wystawione w 2021 roku). Pesymistyczna w swojej wymowie sztuka o egzystencjalnym i społecznym dramacie rosyjskich ziemian doczekała się niedawno premiery w nietypowej konwencji.
W Londynie pojawił się bowiem ,,Vanya” w reżyserii Sama Yatesa. Utwór Czechowa został zaadaptowany przez dobrze znanego w Polsce Simona Stephensa (autora m. in. ,,Dziwnego przypadku psa nocną porą”). Przedstawienie miało swoją premierę na deskach Duke of York Theatre. W ubiegłym tygodniu doczekało się polskiej odsłony w ramach cyklu National Theatre Live. Stephens zachował podstawową linię fabularną oraz większość postaci ze sztuki Rosjanina, kondensując tym samym strukturę oryginału.
Trudnego zadania, jakim było odegranie gotowego scenariusza, podjął się Andrew Scott. Irlandzki aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More, znany m.in. z świetnej roli profesora Moriarty’ego z serialowego ,,Sherlocka”, ma duże doświadczenie teatralne. Na scenie debiutował w 1992 roku kreacją Stana we ,,Wspomnieniach z plaży Brighton” Neila Simona w dublińskim Andrew’s Lane. Ma na swoim koncie również role Edmunda w ,,Zmierzchu długiego dnia” według Eugene’a O’Neilla (1998), B w ,,Łaknąć” Sarah Kane (2001) czy tytułową kreację w ,,Hamlecie” (2017) wystawionym w Harold Pinter Theatre.
Scenografia Rosanny Vize składa się z rozmaitych elementów domowego uposażenia. Na pierwszym planie z lewej strony znajdują się kuchenka i zlew, pośrodku ustawiono niewielki stolik, a po prawej części proscenium podwieszono niewielką huśtawkę. Wokoło rozstawiono pionowe drewniane ściany, jedna z nich zawierająca drzwi stoi osobno w samym środku sceny. Z tyłu znajdują się olbrzymie lustra, w których może przeglądać się widownia (,,z czego się śmiejecie…?” – zdaje się pytać za Gogolem reżyser Sam Yates), początkowo przesłonięte olbrzymimi kotarami. Znajdujemy się w podupadłym majątku Sieriebriakowa, chociaż już sama estetyka dekoracji przenosi akcję do XXI wieku.
Tuż po swoim pojawieniu się na scenie Scott łapie interakcję z widownią poprzez zapalanie i gaszenie świateł. Jego kreacja w ,,Vanyi” od początku jest zbudowana na dystansie i burzeniu scenicznej iluzji. Aktor stopniowo odtwarza poszczególne postacie z utworu Czechowa poprzez odpowiednią impostację, element garderoby czy wykorzystanie charakterystycznych gestów (Helena bawi się złotym łańcuszkiem; Wania nosi ciemne okulary; Maureen pali cienkiego papierosa). Scott snuje przed nami opowieść o ludziach zagubionych, samotnych, uwikłanych w nieszczęśliwe miłości i zgorzkniałych przez niespełnione ambicje. Każdy ze scenicznych charakterów mógłby zawołać za Ojcem z opowiadań Brunona Schulza: ,,Brakuje mi czasu!”. Pojawia się tu nawet miejsce na wyrażenie przez twórców swoich obaw dotyczących potencjalnej katastrofy klimatycznej.
Artysta płynnie przechodzi od postaci do postaci, odtwarza dialogi i monologi, chociaż dla widzów nieobeznanych z utworem Czechowa przejścia te mogą być nieraz nieczytelne. W opanowaniu trudnej materii Czechowa pomaga aktorowi funkcjonalność scenografii, w tym wykorzystanie centralnie ustawionych drzwi. Muzyka i efekty dźwiękowe zostały ograniczone do minimum. Dużą rolę odgrywa za to światło (szczególnie w scenie miłosnych podchodów Astrowa) i kadrowanie scen. Londyński ,,Vanya” jest sprawnie skomponowanym przedstawieniem, a reżyser Sam Yates daje Andrew Scottowi wolną rękę w pokazywaniu swojego aktorskiego kunsztu.
Brakuje jednak w londyńskim spektaklu momentów wyciszenia, zmniejszenia scenicznego tempa. ,,Vanya” jest najlepszy w momentach, kiedy bohaterowie mówią na stronie. Dotyczy to np. sekwencji, w której tytułowa postać opowiada o swoim egzystencjalnym kryzysie. Konieczność odtworzenia na scenie kilku postaci uniemożliwia zaś Scottowi wydobycie esencji Czechowa, jaką jest tworzenie pogłębionych portretów psychologicznych. Postacie zarysowane są nieraz zbyt grubą kreską, technikami rodem ze slapsticku. Trudno jednak robić z tego wyrzut samemu aktorowi. A może – jakby powiedział Szekspirowski Poloniusz – ,,w tym szaleństwie jest metoda”? Może przedstawienie Yatesa należy odczytywać nie jako prezentację kilku postaci, a wewnętrzny monolog samego Wani…? Nieprzypadkowo na ustawionym pośrodku sceny stole stoją fiolka z tabletkami oraz butelka z niedopitą wódką. Może cała akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More to po prostu majak Iwana podsumowującego swoje nieudane, zmarnowane życie…?
Londyńskie przedstawienie jest na pewno przykładem ciekawego, intrygującego podejścia do klasyki. A koneserzy aktorskiego talentu Scotta mogą zobaczyć spektakl w wybranych kinach Mutlikina jeszcze dwukrotnie, czyli 24 kwietnia i 12 czerwca.
Szymon Spichalski
(Fot. „Vanya”/ mat. Multikino]
