Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Pieśni (o) pamięci

W serii wydawniczej „Czarna książeczka z Hamletem”, poświęconej osobowościom i sztuce monodromu w roku 2017 ukazała książka Szymona Spichalskiego poświęcona Piotrowi Kondratowi, oryginalnemu i niestrudzonemu twórcy monodramów szekspirowskich.

Teraz „Yorick” udostępnia swego rodzaju aneks do tej książeczki, czyli notę Szymona Spichalskiego i jego rozmowę z aktorem o najnowszym monodramie opartym na sonetach Mistrza ze Stratfordu. Piotr Kondrat jest nie tylko ich scenicznym wykonawcą, ale także tłumaczem. (red)

I.

Spektakl rozpoczyna się w całkowitej ciemności. W pewnym momencie rozlega się w niej głęboki głos Piotra, deklamujący oryginalną wersję „Sonetu 43”. Aktor, zmagający się wcześniej z postaciami Hamleta czy Shylocka, zaprasza widzów do udziału w kolejnym spotkaniu z mistrzem Williamem. Tym razem w innej, wyjątkowo intymnej i osobistej wersji.

Są bowiem Piotrowe ,,Sonety” swoistym wyznaniem. Na plakacie promującym ich radomską premierę widzimy Kondrata spoglądającego na swoje zdjęcie z mających premierę kilkanaście lat temu ,,12 scen z Hamletem”. Aktor spogląda na swoje życie, snuje refleksje dotyczące przemijania czy życiowych wartości poprzez szekspirowską poezję. Minimalistyczna scenografia (kupka kamieni, jutowy worek, szerokokątne światło sceniczne, wreszcie podwieszana tarcza zegara) pozwala zaistnieć na scenie przede wszystkim artyście i tekstowi. Piotr uprawia teatr stricte literacki, pozwalający na tworzenie przestrzeni poprzez słowo, w myśl sentencji o ,,Sztuce intonacji” uprawianej przez Jurija Zawadskiego w sztuce Tadeusza Słobodzianka pod tym samym tytułem.

Kondrat wydobywa wieloznaczność szekspirowskiej poezji, nawiązując poprzez nią do różnorodnej tematyki: wojny („Sonet 55”), rozmowy z Bogiem (przypominające modlitwę sonety „57” i „58”), przemijania („Sonet 64”), ale i odradzania się („Sonet 76”). To głos dojrzałego mężczyzny, patrzącego z dobrotliwym dystansem na ziemskie sprawy i odwołującego się do wyższych, metafizycznych uczuć. Nie są bowiem Piotrowe ,,Sonety” wyznaniem miłosnym o zabarwieniu erotycznym (choć i taki ton nieraz się tu przewija); więcej jest tu afirmacji życia i refleksji nad przemijaniem. Nieprzypadkowo najważniejszym rekwizytem staje się wspominany zegar, ogrywany przez artystę jako symbol upływającego czasu, ale i lustro, w którym przegląda się, wspominając, zdaje się, czas ,,wpatrzenia w siebie”. Kamienie służą wystukiwaniu rytmu, niosąc ze sobą zarazem wartość symboliczną dla poszczególnych sonetów (jak w „Sonecie 45”). Posługuje się repertuarem swoich umiejętności aktorskich – sylabizowaniem, szeptem, intonacją, onomatopeją – by dać wybrzmieć melodyjności scenariusza, który de facto jest partyturą. Spektakl Kondrata jest przedstawieniem nie tylko do oglądania, ale i słuchania, sprawnie spiętym przez reżyserską rękę Macieja Ferlaka.

Artysta dedykuje wybrane sonety przodkom swojej rodziny – rodzicom, dziadkowi, babci, jak też Gustawowi Mahlerowi (motyw muzyczny z „2. Symfonii” tego ostatniego staje się zresztą dla Kondrata okazją do twórczej interpretacji sonetów „71” i „72”). Słowo stające się narzędziem do kreacji przestrzeni pozwala choć na chwile zaistnieć tym, których w tej chwili z nami nie ma. Choć ostatni monodram twórcy ,,Shylocka” można traktować jako osobistą spowiedź, jest on zarazem swoistymi ćwiczeniami z pamięci. Sztuka jest jednym z niewielu sposobów na to, by cofnąć czas niczym na tarczy zegara animowanym przez artystę w poszczególnych partiach spektaklu.

II.

SZYMON SPICHALSKI W 2021 roku rozdawałeś widzom koperty z wybranymi sonetami Szekspira na ,,pandemicznych” Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora. W 2022 swojego ,,Hamleta” połączyłeś z „Sonetami” w ramach pokazów między innymi w gdańskim Teatrze w Oknie. Równolegle intensywnie prowadziłeś swoją pracę tłumacza… Przyszedł wreszcie rok 2023. W radomskim Teatrze Powszechnym premierę miał pełnowymiarowy spektakl na bazie „Sonetów”. Twoja przygoda z Szekspirem trwa już kilkadziesiąt lat, ale do słynnego poetyckiego cyklu mistrza Williama ostrożnie przymierzałeś się przez długi okres… Opowiesz więcej o tym procesie? Kiedy pojawił się pomysł odegrania „Sonetów” jako samodzielnego przedstawienia?

PIOTR KONDRAT Bardzo trafnie, Szymonie, uchwyciłeś moment, kiedy zaczęła się moja przygoda z sonetami. Inaugurując w pandemii Scenę Szekspirowską w Toruniu przygotowałem dla widzów koperty z trzema sonetami. Doskonale pamiętam, które to były sonety: „Sonet 5”, „Sonet 37” i „Sonet 154”. Piąty, bo Szekspir napisał pięć poematów, trzydziesty siódmy, bo napisał 37 sztuk i sto pięćdziesiąty czwarty, bo napisał 154 sonety. Jak pamiętasz, sonety te były po angielsku, czyli w oryginale. Ciekawa rzecz, że przed tym spektaklem nawet nie zakiełkowała we mnie myśl o ich tłumaczeniu. Po spektaklu natomiast odbyłem rozmowę z Bogusławem Kiercem, który oglądał transmisję spektaklu w Internecie. Nie dokończyliśmy tej rozmowy z powodu bankietu i przełożyliśmy ją na następny dzień. Wtedy miałem już przetłumaczony „Sonet 5”, który odczytałem Kiercowi. Tak się zaczęły moje tłumaczenia – w maju 2021 roku.

W 2022 roku, kiedy zaproszono mnie do Gdańska z „Hamletem”, którego wznowiłem z powodu wybuchu wojny w Ukrainie (uznałem, że to bardzo aktualny tekst w tamtym okresie), miałem już przetłumaczone wszystkie sonety Szekspira i dodałem kilka z nich do mojego „Hamleta”. Jednak proces pracy nad nimi się nie zakończył. Cyzelowałem je formalnie (zachowanie dziesięciostopowego jambu z oryginału), jak i treściowo, walcząc o ich jasny sens, o ich jasność, która rozświetla mrok, ujmując to poetycko. Właściwie latem 2023 roku mogłem już zakończyć przygodę z sonetami, oddając moje przekłady do druku. Ale to były moje dzieci. Poza tym jestem nie tylko tłumaczem, ale i aktorem, który przetłumaczył poetę i innego aktora w jednej osobie. Wtedy pojawiła się szalona myśl, żeby wszystkie wystawić w teatrze osobiście.

Zadzwoniłem do Macieja Ferlaka, by to wyreżyserował. On się zachwycił i przeraził jednocześnie. Zachwycił szaleństwem tego pomysłu, a przeraził rozmiarem przedsięwzięcia. Wtedy zaczęliśmy targi, ile sonetów zmieści się w jednym spektaklu. Uparłem się przy czterdziestu i łącznie czterech przedstawieniach. Na ten pierwszy wybrałem drugą partię sonetów od „43” do „80”, bo w tej części znajduje się „Sonet 66”, czyli serce „Sonetów”, najbardziej „hamletowski” z nich. Nasze pierwsze próby odbyły się w Młynnem w Beskidzie Wyspowym, tak jak pierwsze próby „12 scen z Hamletem” dla Teatru Rozrywki w Chorzowie ćwierć wieku temu. To był sierpień, pracowaliśmy około tygodnia. Na drugą sesję spotkaliśmy się tam we wrześniu i wtedy odbył się pierwszy pokaz otwarty dla kilku osób. Wtedy zrodziła się idea, żeby premierę zrobić tam, gdzie mam etat, czyli w Teatrze Powszechnym w Radomiu. Tak się stało 9 grudnia 2023 roku właśnie, ale jeszcze wcześniej, bo 19 listopada, zagrałem „Sonety” w moich rodzinnych Ząbkach dla 200 osób w kościele Miłosierdzia Bożego w takiej salce, gdzie odbywają się różne prezentacje.

SPICHALSKI Pomysł wystawienia „Sonetów” jako przedstawienia, w którym prezentowane są one jeden po drugim, z jednej strony zapewnia ciągłość, o której mógł myśleć sam Szekspir, z drugiej jednak strony stwarza różne problemy dla inscenizatorów. Ty postawiłeś ze swoimi współrealizatorami na absolutny minimalizm, pozwalając przede wszystkim zaistnieć słowu. Możesz uszczknąć tajemnicy, gdzie mistrz William sprawiał Wam w tej pracy największą trudność? Pod kątem budowania dramaturgii, szukania pomysłów na inscenizację? A może w innych obszarach…?

KONDRAT Tak… Nikt dotąd na świecie tego nie zrobił. Grano sonety Szekspira, ale tylko ich wybór, w całości nigdy. Wiesz, to było dla mnie odkrycie w tej pracy, że one są całością. To taki rodzaj monologu o świecie, o życiu, oczywiście o miłości także. Są partie „Sonetów” wzajemnie się uzupełniających, inne łączą się ze sobą przez kontrast. Bardzo cieszę się, że je gram w całości. Pewnie, że nie było łatwo zrobić z tego spektakl. Maciek Ferlak spisał się tu na medal. On znalazł w tym początek, środek i koniec, znalazł świat sceniczny i ucieleśnił we mnie te teksty i wszystko zamknęło się w magicznej godzinie. Minimalizm jest tu bardzo konkretny i znaczący. Wielki, działający zegar-lustro i kamienie z rzeki Łososiny. W dodatku dedykacje dla moich przodków, wśród których jest słynny kompozytor Gustaw Mahler. Wiesz, ja każdy z „Sonetów” komuś dedykowałem, ale w spektaklu te dedykacje odnoszą się tylko do najbliższych i tylko w ostatniej części. Spektakl ma dwie widownie: żywych i umarłych. Tych pierwszych można też nazwać: „chwilowo żyjących”. Tak, czas to jeden z bohaterów „Sonetów”, a konfrontacja z nim to ich istotny temat. Ten materiał dał nam niesamowitą wolność tworzenia i to w tej pracy było najtrudniejsze i najpiękniejsze zarazem.

SPICHALSKI Twój pierwszy spektakl na bazie „Sonetów” jest tak naprawdę… drugi. Czy możesz zdradzić, kiedy można spodziewać się kolejnych części? Jakiej formuły artystycznej będziesz dla nich poszukiwał, planujesz zostać przy podobnej oszczędności scenicznych środków wyrazu? I – last but not least – rozważasz wymagający poniekąd pomysł wystawienia ich w całości?

KONDRAT Za dwa tygodnie rozpoczynam pracę nad drugą partią „Sonetów”, czyli w rzeczywistości czwartą, chodzi o sonety od „117” do „154”. Tę część wyreżyseruje dyrektor Teatru Polskiego we Lwowie, pan Zbigniew Chrzanowski, i to tam odbędzie się prapremiera. Otóż, każdą z czterech części ma wyreżyserować inny reżyser, w zupełnie innej poetyce, do której ja spróbuję się zaadaptować. To tak jakby spojrzeć na dzieło Szekspira od wschodu i od zachodu, od północy i od południa. Albo w nocy i w dzień, rano i wieczorem. Albo na wiosnę, w lecie, na jesieni i w zimie. Oczami dziecka i starca, młodzieńca i człowieka dojrzałego. Przez ogień i wodę, ziemię i powietrze. Może w 2025 uda się doprowadzić ten projekt do końca, a wtedy na pewno spróbuję chociaż raz zagrać wszystkie części razem. To mogłoby się udać np. w Noc Muzeów. Może też okazją do tego stanie się premiera książki, nad której szatą graficzną pracuje Basia Ferlak.

III.

,,Świat mnie tym zmęczył, ale jego część

To nasza miłość… zabrać ma ją śmierć?”

William Szekspir, Sonet 66, tłum. Piotr Kondrat

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.