Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Małgorzata Bogajewska: Reżyseria to sposób na życie

Z Małgorzatą Bogajewską, reżyserką, dyrektorką Teatru Ludowego w Nowej Hucie rozmawia Tomasz Miłkowski w tygodniku „Przegląd”:

Kieruje pani teatrem ze szczególną legendą – na początku traktowano go jako obce ciało w Nowej Hucie, teatr „wycieczkowy” (wycieczki widzów przyjeżdżały tu ze starego Krakowa), ale to już przeszłość i dzisiaj pytanie o sens istnienia Ludowego nie staje. Czy czuje się pani z tym teatrem zadomowiona w Nowej Hucie?

Tak. Nowa Huta zasługuje na świetny teatr. Nowa Huta mam nadzieję jest dumna ze swojego Teatru.

Od wielu lat Ludowy ma swoją wysuniętą placówkę na Rynku Głównym Krakowa – Scenę pod Ratuszem (od roku 1996). Czy teraz Nowa Huta przyjeżdża z wycieczkami, żeby oglądać spektakle na tej scenie?

Nasi widzowie oglądają spektakle na wszystkich naszych scenach, choć oczywiście są też tacy, którzy czekają aż „ratuszowy” spektakl przyjedzie do Huty. Dla tych widzów spektakle „ratuszowe” o ile to możliwe ze względów scenograficznych gramy czasami w Nowej Hucie. I choć specyfika Sceny pod Ratuszem jest taka, że widać każde drgnięcie twarzy aktora i jest on „na wyciągnięcie ręki”, to spektakle z tej sceny zadziwiająco dobrze przenoszą się na naszą Dużą Scenę czy na duże sceny podczas festiwalowych pokazów w innych teatrach.

Scena b. teatru Maszkaron powstała z myślą o repertuarze lekkim, ale nie tylko taki tu trafia, Okazało się, że to wymarzona scena do intymnego spotkania z widzem. Pani jako reżyserka bardzo też scenę chyba lubi?

Mam nadzieję że po Wujaszku Wani, Śmierci komiwojażera, a wcześniej Pannie Julii i Prezydentkach – klasyka światowego dramatu na stałe znajdzie swoje miejsce na Scenie pod Ratuszem.

Rzeczywiście, bardzo lubię tę przestrzeń. To scena intymnego, bliskiego kontaktu z widzem.

Ostatnie pani spektakle w znakomitej większości adresowane są do niewielkiej grupy widzów. Czy w bliskim kontakcie z widzem upatruje pani szansy teatru?

Wszyscy dzisiaj jesteśmy dziećmi kina. Oglądamy kilka seriali tygodniowo, połykamy całe tony doskonałych filmów. Język aktorstwa się zmienia. Staje się bardziej prywatny, intymniejszy. Oczekujemy nie tylko doskonale wykreowanej postaci, ale także, żeby w swoich emocjach była wręcz naturalistycznie prawdziwa i jednocześnie absolutnie zaskakująca. Ja sama dwóch rzeczy nie znoszę w teatrze: „grania sobą – bo przecież jestem taki prawdziwy” i błahości, która wynika z niedostatecznego zanurzenia się w postać. Bliski kontakt z widzem jest ważny, oznacza zaangażowanie, opowiedzenie się po stronie bohaterów, wzruszenie. Myślę, że to wszystko osiągalne jest też na Dużej Scenie. Może ja się po prostu tych dużych scen troszkę boję. I może pora to zmienić.

Dość często bierze pani na warsztat dramaty, które zaliczam do „młodej klasyki”, autorów przełomu XIX i XX wieku lub pierwszej połowy XX wieku. Znajduje pani w ich tekstach przestrogi dla nas?

To był dobry czas dla dramatu. Powstawały rzeczy dopracowane, przemyślane, wielowarstwowe. Takie teksty są świetnym partnerem w pracy. Często zagadką. Przygodą. Teksty, które wybieram zawsze jakoś ze mną rezonują, z czymś co w danym momencie jest dla mnie ważne, emocjonalne. Nie wybieram tekstów na zimno.

Istnieje takie przekonanie, że bardzo trudno, a właściwie wręcz nie sposób godzić obowiązki dyrektorki teatru i reżyserki. Albo jedna, alba druga strona w tym rozdarciu musi się poddać. Pani jednak udaje się bezkolizyjnie łączyć te dwie – podobno zwalczające się – strefy aktywności. W jaki sposób?

Bycie reżyserem to nie tylko praca. To także sposób na życie. Wymyślanie nowych światów, nowych ludzi sprawia, że nieustanie przebywasz w kilku rzeczywistościach równocześnie, hodujesz te nowe światy w sobie. To ogromna przyjemność. Mam to szczęście, że mogę dużo i często pracować. Nie mogłabym być dyrektorem jeśli musiałabym zrezygnować z reżyserowania. Uwielbiam pracować z aktorami Teatru Ludowego. I mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele spotkań. Jestem tych nowych spotkań ciekawa jak najpiękniejszej przygody.

Z pewnością nie udałoby się łączenie dyrektorowania z reżyserowaniem bez świetnych współpracowników – Jerzego Fedorowicza, Katarzyny Dudek, Piotra Ruszkowskiego, Katarzyny Kolanowskiej i wielu winnych. Ludowy ma szczęście do pracujących w nim osób. To świetni specjaliści, na których można polegać. Kreatywni, zaangażowani i chyba po prostu lubiący swoją pracę.

Głośno w ostatnich latach o przemocy w teatrze, ale pani jako reżyserka uważana jest za wzorzec spokoju i otwartości na dialog. Mówił o tym z podziwem po premierze „Opowieści lasku wiedeńskiego” dyrektor artystyczny Teatru Narodowego Jan Englert. Można reżyserować bez walki?

Nie wyobrażam sobie pracy w konflikcie. W moich spektaklach najważniejszy jest człowiek i jego pogmatwane emocje. Staram się z aktorami odnaleźć to, co w człowieku zazwyczaj wstydliwe, zakryte. Dać głos ukrytym pragnieniom i lękom. Człowiek stara się tak bardzo być dzielny, ale w istocie jest kruchy i delikatny. Żeby te wszystkie kruchości i wstydliwości dotknąć w pracy, a czasem udaje się je umiejscowić w spektaklu, opowiedzieć o nich, trzeba być otwartym na drugiego człowieka, pozwolić aktorowi pokazać pełnię swoich możliwości. Pozwolić mu na podróż w głąb postaci, i co za tym idzie w głąb siebie, i dać mu bezpieczeństwo tej podróży. To się nie zdarza w konflikcie, nie zdarza się w gniewie. Żeby powstała pełnokrwista, pełnowymiarowa postać reżyser jest trochę takim akuszerem. Dogląda, pomaga, prowokuje, ale prawdziwą pracę wykonuje aktor. Uwielbiam ten moment, kiedy widzę jak aktor zaprzyjaźnia się z postacią, zaczyna mówić jej głosem. Ja też może po prostu bardzo lubię swoją pracę. I spędzam w niej bardzo wiele czasu. Nie wyobrażam sobie spędzania swojego życia w złych emocjach.

Jakby brakowało pani zajęć, w Ludowym otwarta została niedawno nowa scena dla młodych pod zobowiązująca nazwą Teatralny Instytut Młodych. Dlaczego: Instytut?

Teatralny Instytut Młodych ma być miejscem, gdzie najważniejszy będzie młody widz. I młodzi twórcy. Myślę, że my cały czas się uczymy, jak ma wyglądać teatr dla nastolatków. Jak mówić o ich problemach bez mądrzenia się i pouczania, jak opowiadać dla nich ich świat. Dlatego słowo Instytut, bo wymarzyliśmy sobie taką sytuację, że będziemy mieli budżet na badania, poszukiwana i tworzenie nowych rozwiązań. Na razie, trzeba to powiedzieć wprost – budżetu nie mamy – ale rozmawiamy, spotykamy się i słuchamy naszej widowni. Patrzymy, co działa. Eksperymentujemy. I rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy – a nastolatki to taka grupa, która zdaje się przede wszystkim mówić: „nic o nas bez nas” – więc słuchamy

Ostatnio na Teatr Ludowy i panią osobiście spada istny deszcz nagród. Nie boi się pani tej obfitości?

Każda nagroda nas uszczęśliwia. Czujemy, że ktoś docenia i widzi to, co robimy. I choć zawsze najważniejszy jest widz i jego wzruszenie, to docenienie środowiska jest również bardzo dla nas ważne.

MAŁGORZATA BOGAJEWSKA ma za sobą studia prawnicze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, aktorskie w poznańskiej Akademii Sztuk Wizualnych oraz scenopisarskie w Camerimage Film School w Toruniu. Absolwentka Wydziału Reżyserii Dramatu Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (2002) debiutowała jako studentka „Powrotem” Jerzego Łukosza (2001).

Na swoim koncie ma ok. 40 realizacji teatralnych, m.in. Tlen Iwana Wyrypajewa (Teatr Powszechny, Warszawa), Testament psa Dei Loher (Teatr Polski, Bydgoszcz), Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku Doroty Masłowskiej (Teatr Studyjny PWSFTviT w Łodzi), Wzrusz serce moje Hanocha Levina (Teatr Dramatyczny, Scena na Wolli, Warszawa), Daily Soup i Opowieści lasku wiedeńskiego (Teatr Narodowy), Wujaszek Wania i Śmierć komiwojażera w Teatrze Ludowym.

W latach 2004-6 dyrektorka artystyczna Sceny Dramatycznej Teatru Jeleniogórskiego im. Cypriana Kamila Norwida, a od roku 2016 dyrektorka naczelna i artystyczna Teatru Ludowego. Pod koniec ubiegłego roku wyróżniona przez Klub Krytyki Teatralnej SDRP Nagrodą im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya za osiągnięcia w sztuce reżyserii, ze szczególnym uwzględnieniem inscenizacji klasyki.

[Fot. A. Ryś./ mat, Teatru]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.