Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Najlepszym scenarzystą jest życie

Tę prawdę od dawna przyswoili sobie autorzy dramatów i reżyserzy. Toteż chętnie sięgają po konkretne wydarzenia, tworząc na ich kanwie nowe teksty dramatyczne czy spektakle – pisze Tomasz Miłkowski w tygodniku „Przegląd”:

Na pierwszy rzut oka oglądane niedawno w stolicy premiery „Czekając na Godota” w Teatrze Narodowym, „Polowanie na Osy” w Teatrze Studio czy monodram „108 kostek cukru” prezentowany gościnnie w Instytucie Teatralnym nic nie łączy. A jednak wszystkie są silnie zakotwiczone w rzeczywistości. Nawet jeśli prawie tego nie widać w komedii Samuela Becketta albo po części ten związek jest celowo zamaskowany jak we wspomnianym monodramie, albo – odwrotnie – demonstracyjnie eksponowany w spektaklu Studia opartym na książce reportera. We wszystkich tych spektaklach tak naprawdę chodzi o to samo: o zajrzenie do świata bohaterów.

A jeśli Godota nie ma?

Od dawna podejrzewałem, że Godot nie istnieje. Żyje tylko w głowach bohaterów dramatu Becketta. A więc i czekanie na niego nie ma sensu. Choć z drugiej strony, jeśli Godota by nie było, należałoby go wymyślić. Genialna intuicja Becketta kazała mu utrzymywać bohaterów swojej komedii w złudnym mniemaniu, że jednak Godot nazajutrz się pojawi. Kimkolwiek lub czymkolwiek jest.

Na koniec tego czekania znużeni Vladirmir i Estragon zapowiadają, że ruszą dalej, że nie będą już tu trwać. Jednak ani drgną. Tkwią na miejscu, z przekonaniem, a może i bez przekonania, że to jedyne wyjście.

Minimalistyczna inscenizacja Piotra Cieplaka, trzymająca się litery i sensu tekstu, trochę z konieczności, bo teatr musiał się do tego zobowiązać w umowie z właścicielem praw autorskich, a trochę z wyboru, bo takie ograniczenie okazało się zbawiennym wędzidłem, otworzyła szansę głębinowego badania tekstu. Okazało się, że choć niby wszystko wiadomo, to jednak wciąż znaleźć w nim można tajemnice i wyzwania, które otwierają prawdziwe morze skojarzeń. Na tym polega siła tego dramatu i na tym też polega wyzwanie, przed którym stają aktorzy, którzy tworzą na małej scenie Studia Teatru Narodowego niezrównany kwartet.

Para włóczęgów, a tak naprawdę uciekinierów (to wiemy od samego Becketta, uciekającego podczas wojny z okupowanej Francji do strefy Vichy), obcych tutaj, zdezorientowanych i niepewnych swego losu z coraz większym trudem rozpoznaje miejsca, sytuacje, przedmioty, a nawet siebie nawzajem. Estragon Mariusza Benoit, wciąż przebywający jak gdyby gdzie indziej, zagubiony, w stanie ustawicznego popłochu i umęczenia próbuje nadal uciekać. Ale zamiast tego stapia się z otoczeniem, ze znakami natury w niezrównany sposób naśladując szum wiatru. Vladimir Jerzego Radziwiłowicza, najwyraźniej woli tkwić w miejscu niż nadal wędrować, pamięta więcej i wciąż przypomina, że mają czekać na Godota. Ich rozstania i powitania, zapominane i nagle odkrywane rytuały rozpraszają pustkę i nudę, która trawi bezrobotnych trampów, chociaż wcale nie możemy być pewni, czy nie odgrywają przed nami dobrze przygotowanego przedstawienia. Co pewien czas przerywane jest przecież zejściami „na stronę” w dosłownym sensie.

Nudę rozprasza także pojawiająca się druga wędrująca para – to miejscowi, pan i jego tragarz, Pozzo i Lucky. Pozzo Cezarego Kosińskiego jest zawołanym okrutnikiem i narcyzem, Lucky Bartłomieja Bobrowskiego jego sługą-ofiarą, masochistycznie oddanym swemu panu, z uśpioną tylko potrzebą dominacji. Daje temu wyraz podczas brawurowego monologu, który wymusza posłuch.

Koło nawracających retrospekcji zamyka (a może otwiera) pojawiający się Chłopiec (Franciszek Kurpowicz), domniemany wysłannik pana Godota zapowiadający, że Godot dzisiaj nie przyjdzie, ale nazajutrz zjawi się na pewno. W tym kołowrocie resztek egzystencji kryje się mechanizm napędowy dramatu, który tak naprawdę nigdy się nie kończy, wciąż niecąc w przegranych i zmęczonych bohaterach (a może i w widzach) iskierkę nadziei. Monumentalne dzieło.

Aż trudno uwierzyć, że 17 teatrów odmówiło Beckettowi wystawienia tego dramatu, który miał stać się znakiem rozpoznawczym naszych czasów.

108 kostek cukru

Monodram Ireny Sierakowskiej to adaptacja pamiętnika – zapisków przeżyć młodej kobiety z pierwszych tygodni powstania warszawskiego, pisanych nie z perspektywy członkini organizacji bojowej, ale cywilnej. Istotą tego monodramu jest konfrontacja aktorki z autorką, też Ireną Sierakowską, siostrą jej dziadka, która zginęła na warszawskiej ulicy jak wiele innych cywilnych ofiar powstania.

Tamta „powstańcza” Irena Sierakowska utknęła wraz ze swym narzeczonym na bliskim Żoliborzu, kiedy Niemcy zablokowali Most Gdański, potem usiłowali przedostać się bliżej rodziców, a szukając schronienia znaleźli się w końcu w piwnicy, ostatnim bastionie chroniącym przed śmiercią. Jeden ze współtowarzyszy niedoli, uwięzionych w tym samym schronie odnajduje niedaleko ich kryjówki – kiedy głód coraz bardziej zagląda w oczy – paczkę ze 108 kostkami cukru. To ich jedyne pożywienie i ratunek przed ostatecznym wycieńczeniem.

Aktorka Irena Sierakowska po latach, które minęły od śmierci „tamtej” Ireny, wchodzi w posiadanie podniszczonego (częściowo nadpalonego) pamiętnika swojej nigdy niepoznanej krewnej. Wgryza się w treść zapisków, nie zawsze czytelnych, ale przez to jeszcze bardziej dramatycznych i autentycznych – wykorzystała ten istotny szczegół zapisków autorka scenariusza Zuzanna Bojda, zostawiając w tekście monodramu te szczeliny zagłady – miejsca z „urwanym” tekstem, już nie do odczytania, ale do domyślania się i wypełniania po swojemu.

Irena Sierakowska gra „tamtą” Irenę oszczędnie, właściwie tylko szkicuje, przymierza się do niej, poszukuje odpowiedzi, jaką byłą. Odkrywa w sobie istniejącą niewidoczną więź z nieżyjąca ciotką, której nie było dane jej poznać. Ten osobisty związek, dla samej aktorki do końca niezrozumiały, tworzy szczególny klimat tej opowieści prowadzonej na granicy osobistego zwierzenia i aktorskiego wcielenia.

Minimalistyczna scenografia, celowo odchodząca od bezpośrednich nawiązań do topografii powstańczej Warszawy, kieruje uwagę widza w stronę uniwersalnego sensu tego spektaklu. A jednak podczas prezentacji „108 kostek cukru” w Instytucie Teatralnym w Warszawie doszedł do głosu genius loci, odczuwalny na równi przez widownię, jak i aktorkę. Miejsca, w których odbywała się akcja wydarzeń odnotowanych w pamiętniku, stały się bliższe, bo nieodległe, niemal na wyciągnięcie ręki. Warszawska sceneria – choć tylko w wyobrażony sposób – najwyraźniej ożyła wieczorem 13 grudnia 2023 roku w tym Instytutowym pokazie monodramu.

Polowanie z nagonką

To była głośna sprawa w połowie lat 90. Troje maturzystów dopuściło się haniebnej zbrodni – planowali napad rabunkowy, ale skończył się morderstwem młodej pracownicy agencji, a cały gniew opinii skupił się na dziewczynie, Monice Osińskiej (Wiktoria Kruszczyńska). Nastolatka wprawdzie osobiście morderstwa nie dokonała, ale uznana została za prowodyrkę, osobę zwyrodniałą i do cna zdemoralizowaną. Powędrowała jak pozostali sprawcy do więzienia z dożywotnim wyrokiem. Życie nastolatki zostało przekreślone u samego początku drogi. Zemsta doskonała. Nikogo nie obwinia, wie, że sama sobie zgotowała ten los, ale czuje, że mogłaby – odmieniona – zasłużyć na drugą szansę

Sprawa jaskrawie niesprawiedliwego wyroku poruszyła Lidię Ostałowską (Dominika Ostałowska),wybitną reporterkę, która kilka lat poświęciła przygotowaniom książki o losach dziewczyny aż do chwili, kiedy skazana oświadczyła, że nie zgadza się na dalsze spotkania i nie chce już żadnych publikacji o sobie. Po śmierci Ostałowskiej, jej dokumentacją zainteresował się Wojciech Tochman i doprowadził myśl o przygotowaniu reportażu poświęconego Monice Osińskiej do końca. Tak powstała „Historia na śmierć i życie”, książka będąca hołdem dla Lidii Ostałowskiej i jej poczucia reporterskiej misji, a potem scenariusz spektaklu Natalii Korczakowskiej.

To właściwie dwa spektakle w jednym, bo obok sprawy Moniki Osińskiej, ukazanej zarówno przez pryzmat hejtu, jak i nagonki żądnych sensacji mediów Korczakowską – idąc śladem Tochmana – interesuje posłannictwo dziennikarza, reportera, jego/ jej rola. Toteż równorzędną bohaterką opowieści jest Lidia Ostałowska i jej przesłanie do następców, jakże ważne w czasie, kiedy tak potrzebna jest formuła niezależnego, uczciwego i odpowiedzialnego dziennikarstwa.

Powstał spektakl przejmujący, zagrany i zrealizowany z pasją, który apeluje do wrażliwości etycznej widzów i decydentów. Korczakowska jak Tochman walczy z bezwzględnym prawem, które nie daje przestępcom żadnej szansy na naprawę. Walczy też o wysoko zawieszoną poprzeczkę z etyką dziennikarską.

Całą scenę zajmuje więzienna klatka – za kratami rozgrywa się większość scen, aby ani na chwilę nie zapomnieć o opresyjnym charakterze pozbawienia wolności i bezwzględności tych, którzy dla własnej korzyści, sławy albo potrzeby odwetu nie znają litości. W tok opowieści wplotła reżyserka multimedia i komentarze wokalne utalentowanego rapera, co uniosło spektakl wyżej poziomu realistycznej narracji.

*

Metafora i metafizyczne tchnienie dramatu Becketta, motyw czekania, który ogniskuje niespieszną akcję w jakiś sposób przenika myślenie, być może podświadomie, wielu twórców.

Rzecz nie w ryzykownych porównaniach, ale warto odnotować, że w skromnym monodramie Sierakowskiej też pojawia się ten motyw, czekanie na sposobność opowieści i wyraźna trudność w zbliżeniu się do bohaterki sprzed lat.

W „Polowaniu na Osy” czekanie staje się dotkliwą codziennością bohaterki, wyglądającej chwili wolności.

Każdy z tych spektakli, choć innymi środkami i na innym poziomie uogólnienia, próbuje zgłębić niepokoje i lęki współczesnego człowieka, jak to celnie ujmuje Piotr Cieplak: „człowieka na rozstajach”.

Tomasz Miłkowski

CZEKAJĄC NA GODOTA Samuela Becketta, tłum. Antoni Libera, reż. Piotr Cieplak, scenografia Andrzej Witkowski, scena Studio, Teatr Narodowy, premiera 9 grudnia 2023.

108 KOSTEK CUKRU Zuzanny Bojdy  na podstawie powstańczego pamiętnika Ireny Sierakowskiej, reżyseria Agata Puszcz, scenografia Karolina Mazur, muzyka Krzysztof Kaliski wideo Przemysław Jeźmirski, step Dariusz Dudzik, Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu, Scena Kameralna, premiera 20 grudnia 2019.

POLOWANIE NA OSY wg książki Wojciecha Tochmana, reżyseria Natalia Korczakowska, adaptacja Marcin Cecko, Natalia Korczakowska, scenografia Marek Adamski, muzyka The Blu Mantic & L.Ø.V. Music Group, choreografia, Ramona Nagabczyńska, Karolina Kraczkowska, Teatr Studio, premiera 24 listopada 2023.

[Tekst publikowany w tygodniku „Przegląd”, 15 stycznia 2023]

[CZEKAJĄC NA GODOT_generalna_fot._Marta_Ankiersztejn – Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.