W mijającym roku w odstępie zaledwie siedmiu miesięcy, w styczniu i sierpniu, odeszli Inna Czurikowa i Gleb Panfiłow – wielka aktorka i wielki reżyser, jedno z najbardziej znanych rosyjskich małżeństw artystycznych, przez ponad półwiecze tworzące wspaniały filmowy i teatralny duet.
Gleb Panfiłow należał do tej generacji reżyserów filmowych, która debiutowała w tak owocnych dla radzieckiej kinematografii latach sześćdziesiątych – byli wśród owych „młodych gniewnych” Andriej Tarkowski, Elem Klimow, Wasilij Szukszyn, Łarisa Szepitko, Andriej Michałkow-Konczałowski, Kira Muratowa, Aleksiej German, Ilja Awerbach, Andriej Smirnow. Chemik z wykształcenia, Panfiłow ukończył potem studia operatorskie i wyższe kursy reżyserskie; uprosiwszy o współpracę niemłodego już, legendarnego scenarzystę Jewgienija Gabriłowicza, zrobił wielkie wrażenie i odniósł ogromny sukces już dwoma swoimi pierwszymi filmami – „Trzeba przejść i przez ogień” (1968; Złoty Lampart na festiwalu w Locarno) oraz „Początek” (1970; Srebrny Lew w Wenecji). Oba obrazy portretowały młode, wkraczające dopiero w życie dziewczęta, samorodne ludowe talenty, przeżywające chwile wielkich uniesień w zetknięciu ze sztuką i pierwszą miłością; w tym pierwszym utworze, którego akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More toczyła się gdzieś na zapleczu wojny domowej w Rosji w latach 1918-1919, była to obdarzona talentem malarskim sanitariuszka w jednostce Czerwonej Armii, w czas ostatecznej próby dobrowolnie wybierająca śmierć z rąk białych, w tym drugim – współczesna młoda robotnica z małego miasta, która, wypatrzona przez reżysera podczas spektaklu w amatorskim teatrze, gdzie grała Babę Jagę, otrzymywała główną rolę w filmie o Joannie d’Arc. W obu obrazach główne bohaterki zagrała wypatrzona wcześniej przez Panfiłowa na wielkim ekranie Inna Czurikowa, wnet jego żona i muza, której powierzał odtąd najważniejsze role w niemal wszystkich swych dziełach i która stała się tych dzieł prawdziwą współtwórczynią. W ankiecie naszego miesięcznika „Kino” wielu krytyków uznało „Początek” za jedno z najważniejszych na świecie dokonań filmowych roku. Duże wrażenie uczynił także kolejny film Panfiłowa, którego scenariusz, podobnie jak większości następnych, stworzył już sam – „Proszę o głos” (1975; Nagroda Jury w Karlowych Warach), a którego bohaterką była mierząca się z nieprostymi problemami zawodowymi i tragedią rodzinną dojrzała kobieta czynu, przewodnicząca prezydium miejskiej rady narodowej. Znakomity krytyk Kazimierz Młynarz napisał wtedy w poznańskim miesięczniku „Nurt”: „Po premierze „Początku” nazwano twórczość Panfiłowa najpiękniejszym pejzażem europejskiego kina. Po trzecim filmie – „Proszę o głos” – wiadomo już, że chodzi o mistrza kina światowego, którego możliwości i pasja są nieograniczone.”
*
W roku 1977, przygotowując dla wspomnianego „Nurtu” cykl rozmów z wybitnymi twórcami rosyjskimi na temat ich stosunku do Polski i jej kultury, zwróciłem się z prośbą o wypowiedź i do Gleba Panfiłowa. Powiedział mi wtedy tak:
„Gdy w ubiegłym roku po raz pierwszy odwiedziłem Polskę, uderzyło mnie przede wszystkim niezwykłe pokrewieństwo i podobieństwo naszych kultur. Nigdy nie przypuszczałem, że jesteśmy sobie tak bliscy, że łączy nas tak wiele. Wrażenie to było tym silniejsze, że wyjeżdżałem do Polski bez specjalnego uprzedniego przygotowania i odbierałem wszystko spontanicznie, na świeżo.
Zawsze ciekawiło mnie polskie kino, poczynając od Wajdy i Kawalerowicza poprzez Zanussiego na najmłodszym pokoleniu kończąc. Ale w ciągu dwukrotnego pobytu w Polsce największe wrażenie na mnie i na mojej małżonce wywarł polski teatr. Z wielkim zainteresowaniem oglądaliśmy spektakle Swinarskiego, Hanuszkiewicza, Szajny – teatry to zupełnie od siebie różne, ale właśnie dlatego można było ocenić diapazon waszych twórczych poszukiwań. Od dawna fascynowała mnie polska plastyka, w szczególności plakat – wedle mnie najlepszy na świecie. Podróżowałem niemało, lecz nic lepszego od polskiego plakatu nie widziałem. Cechuje go cudowne poczucie stylu i formy; zresztą ów wyostrzony zmysł formy uważam w ogóle za rzecz charakterystyczną dla polskiej sztuki, za jej wyróżnik. I w tym właśnie widzę – na tle generalnego podobieństwa – pewną odmienność naszych kultur, jakkolwiek i sztuka rosyjska, choćby w pierwszych dziesięcioleciach naszego wieku, dokonała właśnie w dziedzinie formy tak wielu znaczących odkryć. Troskę o formę uważam w twórczości za rzecz niezwykłej wagi – przecież forma, sposób wyrażania stanowi w określonym stopniu i o treści; jeśli artysta nie znajdzie odpowiedniej formy, o treści poza nim nie dowie się nikt.”
*
Że należy do twórców niekoniunkturalnych, niezbicie udowodnił Panfiłow i swym następnym dziełem – nakręcony w 1979 roku demaskatorski „Temat”, o wysoko notowanym oficjalnie, lecz grzęznącym w artystycznych kompromisach dramatopisarzu, musiał czekać na premierę aż do początków pierestrojki, kiedy to dostał też Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Lata te zaowocowały również dwiema świetnymi ekranizacjami rodzimej dramaturgii: najpierw „melancholijnie smutną, nie pozbawioną wszakże szczypty optymizmu” (Edward Pawlak) opowieścią o młodej kelnerce z syberyjskiej osady – „Walentyną” (1981) wedle „Zeszłego lata w Czulimsku” Aleksandra Wampiłowa, potem zaś ponurą historią tyleż bezwzględnej, co świadomej zbliżającego się upadku swego świata majętnej właścicielki przedsiębiorstwa żeglugowego – „Wassą” (1983; Nagroda Główna w Moskwie) według „Wassy Żeleznowej” Maksyma Gorkiego.
Do Gorkiego Panfiłow – znowu ostentacyjnie bezkompromisowy – powrócił w roku 1990, wziąwszy na warsztat jego słynną „Matkę”, co było aktem odwagi tak artystycznej (po niegdysiejszym arcydziele Pudowkina), jak i obywatelskiej (uczynił to przecież w momencie, gdy literacki oryginał z jego i ideologią, i estetyką usiłowano bezpowrotnie odesłać do lamusa). Ten ryzykowny zamiar zrodził wszelako film zaiste znakomity – po premierowym pokazie w moskiewskim Domu Filmowca nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że oglądałem być może najlepszy obraz radziecki ostatniego pięciolecia. Opowieść o dojrzewaniu proletariusza i jego matki do rewolucji stała się dla Panfiłowa okazją i pretekstem do stworzenia ponadtrzygodzinnej epopei, malującej szeroką panoramę Rosji u początków dwudziestego stulecia – rosyjski pejzaż, rosyjskiego człowieka, rosyjską duszę, ukazanych we wspaniale wyrazistych ujęciach, z wyszukanymi metaforami, z sugestywnymi aluzjami. Pojawiał się na ekranie w tej Panfiłowowskiej „Matce” i car (w rozmowie ze swym ministrem), i Lenin (pracujący nad artykułem w Londynie); byli pijani, nurzający się w błocie robotnicy, ale był też piękny jak Apollo młody Fiodor Szalapin z towarzyszącą mu piękną damą i uroczą córeczką; były w tym filmie wielkość i podłość, słońce i mrok, wykwint i zezwierzęcenie, uroda i brzydota, wszystkie kontrasty i sprzeczności wielkiego kraju w przededniu wielkiej przemiany i towarzyszącej jej wielkiej ofiary, w której sens reżyser zdawał się najniewątpliwiej wierzyć. Pokazana w Cannes ta „Matka” przyniosła Panfiłowowi Nagrodę Specjalną Jury „za wybitne osiągnięcia artystyczne”.
Po „Matce” Panfiłow jako filmowiec dziesięć lat milczał. Już u progu naszego wieku przedstawił solenny i głęboki obraz „Carska rodzina Romanowów” (2000) o ostatnim półtoraroczu życia Mikołaja II i jego najbliższych. Potem pojawiły się telewizyjne i kinowe adaptacje „Kręgu pierwszego” Aleksandra Sołżenicyna oraz „Niewinnych winowajców” Aleksandra Ostrowskiego; ostatnią pracą reżysera była ekranizacja Sołżenicynowego „Jednego dnia Iwana Denisowicza” (2021; główna nagroda na festiwalu Efebo d’Oro w Palermo). Jak napisał już po jego śmierci jeden z rosyjskich krytyków, w okresie poradzieckim w przeciwieństwie do niektórych swych kolegów Panfiłow stawiał sobie wysoko poprzeczkę do samego końca.
*
A Inna Czurikowa – w filmach Panfiłowa Tania Tiotkina w „Trzeba przejść i przez ogień”, Pasza Stroganowa w „Początku”, przewodnicząca Uwarowa w „Proszę o głos”, Sasza Nikołajewa w „Temacie”, Anna w „Walentynie”, Wassa, Pelagia Niłowna w „Matce”, Natalia Gierasimowicz w „Kręgu pierwszym”, Otradina w „Niewinnych winowajcach”, Mniszka w „Iwanie Denisowiczu” – występowała również w ważnych obrazach innych czołowych rosyjskich twórców, jak Michałkow-Konczałowski, Piotr Todorowski czy Karen Szachnazarow, i za te role wielokrotnie zbierając laury, wśród nich Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie. Obok tego jednak stworzyła Czurikowa wspaniałe kreacje na scenie, zwłaszcza w jednym z najbardziej cenionych i najpopularniejszych teatrów Moskwy – Lenkomie, z którym była związana przez niemal półwiecze. Okazały gmach, który ten teatr zajmuje, wzniesiony w 1908 roku nie opodal placu Puszkina, w swej architekturze harmonijnie łączący cechy neoklasycyzmu i secesji, miał skądinąd wcale niebanalne dzieje – pierwotnie siedziba nader wpływowego moskiewskiego Klubu Kupieckiego, po rewolucji październikowej został zajęty przez moskiewskich anarchistów na „Dom Anarchii” i przy okazji mocno zdewastowany, a po zbrojnym usunięciu wandali przez bolszewickie władze osiadł w nim Komunistyczny Uniwersytet im. Swierdłowa – i to właśnie tu w październiku 1920 roku na III Zjeździe Komsomołu Lenin wygłosił znaną mowę o zadaniach związków młodzieży; na cele teatralne budynek został przekazany w 1932 roku, kiedy to przejął go Teatr Młodzieży Robotniczej TRAM, w 1938 roku przekształcony w Teatr im. Leninowskiego Komsomołu, który w 1990 roku przybrał „skrótową” nazwę Lenkom, zresztą już wcześniej powszechnie w Moskwie w potocznym języku używaną. Czurikową zaprosił do tej trupy zaraz po objęciu w niej w 1973 roku funkcji głównego reżysera Mark Zacharow. W reżyserowanych przezeń spektaklach artystka występowała między innymi w kilku rolach w „Dylu Sowizdrzale” Grigorija Gorina według Costera (1974), jako Anna Pietrowna w „Iwanowie” Czechowa(1860-1904), prozaik i dramaturg rosyjski. Pochodził z ubog... More (1975), Komisarz w „Tragedii optymistycznej” Wsiewołoda Wiszniewskiego (1983), Ira w „Trzech kobietach w błękicie” Ludmiły Pietruszewskiej (1985), Mamajewa w „Pamiętniku szubrawca” Ostrowskiego (1989), Arkadina w „Mewie” Czechowa (1994), Filumena w „Filumenie Marturano” Eduarda De Filippo (2000); dwa pierwsze spośród tych spektakli oglądaliśmy w Polsce w czasie gościnnych występów Lenkomu w roku 1977 (dodajmy, że wkrótce po tej u nas wizycie Zacharow wystawił w swym teatrze przetłumaczonego przez Natalię Wiertiaczich „Złodzieja” Myśliwskiego). W „Hamlecie”, którego w 1977 roku reżyserował w Lenkomie Andriej Tarkowski, Czurikowa kreowała Ofelię; dekadę później wystąpiła tu w „Hamlecie” już jako Gertruda – w spektaklu przygotowanym przez Panfiłowa, który niebawem również związał się z Lenkomem bliżej, reżyserując w nim, też z Czurikową w czołowych rolach, między innymi „Lwa w zimie” Jamesa Goldmana i „Drzewa umierają stojąc” Alejandra Casony. Maestrii aktorskiego warsztatu Czurikowej i głębi jej interpretacji nikt nigdy nie kwestionował; odchodziła w glorii jednej z największych współczesnych artystek rosyjskiej sceny.
Przeżyła lat siedemdziesiąt dziewięć; Panfiłow o dziesięć więcej. Spoczęli obok siebie na najważniejszym cmentarzu Rosji – moskiewskim Nowodziewiczym. Garderoba, którą w Lenkomie użytkowała Czurikowa, ma już status muzealny.
Grzegorz Wiśniewski
[Fot. Wikimedia Commons]
