Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Ironiczne pejzaże

Recenzja Katarzyny Waligóry, laureatki Marszalka Województwa Pomorskiego w X edycji Konkursu AICT na recenzję teatralną dla młodych krytyków im. Andrzeja Żurowskiego ze spektaklu Wymazywanie
w reżyserii Klaudii Hartung-Wójciak z dramaturgią Igi Gańczarczyk i Witolda Mrozka na Scenie Kameralnej Narodowego Starego Teatru zamieszczona w „Dwutygodniku” (lipiec 2022)
W głębi sceny leży wielki szary jeleń, który wygląda jak wykonany z papier mâché. Ma cienką szyję,
mały smutny pysk i wielki korpus. Sprawia wrażenie, jakby przewrócił się pod naporem ciężaru
własnego ciała. Później, kiedy obrotówka zostanie wprawiona w ruch, a jeleń przesunie się bliżej
widowni, okaże się, że jego rozpruty brzuch wypełniają miękkie różowe tkaniny imitujące
wnętrzności. Ten groteskowy (i piękny!) rekwizyt jest wizualną kwintesencją „Wymazywania”
w reżyserii Klaudii Hartung-Wójciak z dramaturgią Igi Gańczarczyk i Witolda Mrozka.
W Krakowie, szczególnie na Scenie Kameralnej Narodowego Starego Teatru, wystawienia tekstów
Thomasa Bernharda bardzo mocno kojarzą się z Krystianem Lupą. Twórcy mają tego świadomość –
wspominają o tym w tekście promującym przedstawienie na stronie teatru. Co prawda Lupa
wyreżyserował „Wymazywanie” nie w Krakowie, a w warszawskim Teatrze Dramatycznym, ale ta
monumentalna, sześciogodzinna interpretacja powieści mocno ukształtowała sposób jej lektury.
Trwający nieco ponad godzinę, rozgrywany w minimalistycznej scenografii spektakl Hartung-Wójciak
jest pod każdym względem prowokacyjnie skromniejszy.
W przedstawieniu, tak jak w powieści, telegram z wiadomością o tragicznej śmierci rodziców i brata
powoduje, że Franz Murau zaczyna snuć wspomnienia, a później przyjeżdża do Wolfsegg, swojego
rodzinnego miasta położonego w Austrii. U Bernharda Franz jest nie tylko głównym bohaterem, ale
też narratorem, całkowicie panującym nad przebiegiem opowieści. Mężczyzna, który od wielu lat
mieszka za granicą, nienawidzi zarówno swojej rodziny, jak i miejsca, z którego pochodzi. Spektakl
Lupy (jego nagranie dostępne jest na stronie Ninateki) rozpoczynał się od wbiegnięcia na
scenę chłopca, który w kółko krzyczał: „nienawidzę”. Następnie zastępował go Piotr Skiba (grający
dorosłego Franza), który bełkotał to samo słowo. Skiba na scenie był obecny przez cały spektakl, jako
świadek i obserwator wszystkich wydarzeń, które rozgrywają się jak gdyby specjalnie dla niego. Lupa
starał się odwzorować pozycję, którą zajmował powieściowy Franz. Skupiał się też na drobiazgowej
analizie psychologicznej zarówno głównego bohatera, jak i jego rodziny.
Spektakl Hartung-Wójciak, Gańczarczyk i Mrozka zmienia tę perspektywę. Postać Franza rozbita jest
na troje wykonawców: Filipa Perkowskiego, Przemysława Przestrzelskiego i Paulinę Puślednik. Zwykle
wypowiadają zdania w taki sposób, jakby mówili o bohaterze, a nie wcielali się w jego
postać. Pozostali aktorzy także bardziej grają kolektywnego narratora niż poszczególnych
bohaterów. W tekście wypowiadanym ze sceny zostaje wielokrotnie podkreślone, że ów kolektywny
narrator patrzy przez pryzmat fotograficznych kadrów. Przedstawienie jest opowieścią o serii tableau,
w których uwaga często skupia się na drobnych szczegółach.
Z rodzinnego obrazu usunięto postać Georga, zmarłego wuja Franza, mocno obecnego
w książkowym pierwowzorze. Georg nienawidził Wolfsegg i zarażał tym uczuciem swojego bratanka.
Jednocześnie, podobnie jak później Franz, był migrantem, dobrowolnie wyobcowanym
i wykluczonym. To jedyny członek rodziny, którego Franz wspomina z podziwem i szacunkiem –
dostrzega swoje podobieństwo do wuja, ale też aspiruje do życia na jego wzór. W trakcie
lektury „Wymazywania” trudno rozróżnić, które oceny rodziny głównego bohatera pochodzą od niego
samego, a które zostały mu podyktowane przez idola. Szczególnie matka Franza jest w oczach Georga
godna pogardy: chciwa, małostkowa, zawistna i płytka – to ona, jego zdaniem, odpowiada za upadek
(jej?) męża. Pozbycie się postaci wuja jest więc gestem wyrzucenia głosu mizoginicznego
i nienawistnego. To ważny ruch w tej interpretacji, bo twórcy przedstawienia próbują stworzyć w niej
miejsce dla kobiet. W „Wymazywaniu” w Starym Teatrze matka (Ewa Kolasińska) i jej związki
miłosne zarówno z mężem, jak i biskupem Spadolinim (obie te role gra Roman Gancarczyk) oraz
siostry (Franza?), Cecylia (Małgorzata Biela) i Amalia (Anna Paruszyńska-Czacka), są tak samo ważne
jak on sam.
Ponieważ wiele fragmentów w spektaklu dotyczy opisu pejzażu, a o bohaterach opowiada się,
jakby zastygli w fotograficznym kadrze, obecne na scenie postaci same wydają się częścią
krajobrazu: nierzadko schodzą się w grupy, zastygają w wystudiowanych pozach, ich ruch przechodzi
w choreografię, a głos w muzyczną partyturę. Wszyscy aktorzy stanowią pewną zbiorowość, a trzej
Franzowie nie są w stosunku do niej wyizolowani. W pewnym sensie Hartung-Wójciak ziszcza na
scenie najgorszy koszmar powieściowego bohatera – ujawnia, jak bardzo ukształtowało go to, co
wydaje mu się, że przekracza i porzuca. Staje się nierozróżnialną częścią grupy, którą pogardza.
Tyle że tu nie gardzi aż tak mocno jak u Bernharda. Wolfsegg i jego mieszkańcy są w spektaklu
śmieszni, oglądani z ironicznego dystansu, wykpiwani na różne sposoby, ale nie są przedmiotami
nienawiści tak gorącej jak w książce. Słowa są tu wyciągnięte z powieści, ale ich fragmentaryzacja,
włożenie w usta kuriozalnych postaci, przekształcenie w czysty dyskurs, w którym rytm jest ważniejszy
niż psychologiczna motywacja – wszystko to sprawia, że zgryźliwy humor jest lepiej słyszalny niż
powaga oskarżeń i tyrad. Szczególnie że sceniczne wizerunki bohaterów doskonale dopełniają
narrację tekstową. Świetnie widać to w przypadku Amalii i Cecylii, które z zapałem i pomimo braku
talentu uparcie dziergają na drutach.
„Wymazywanie” Hartung-Wójciak to już nie introspektywna męska podróż w przeszłość
i rozliczenie z dziedzictwem, ale wielogłosowa opowieść o rodzinie, mieście i społeczności
naznaczonych przez marazm, dziwność, porażkę i niespełnienie. Choć to historia w dalszym ciągu
zgryźliwa, to pogardę zastępuje w niej czułość.

Katarzyna Waligóra

[Fot. Magda Hueckel/ mat. Teatru]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.