Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

House of words

,,Show must go on” – refren pewnej znanej piosenki pobrzmiewał w głowie po wyjściu z kolejnego seansu w ramach National Theatre Live. Późny październikowy wieczór był wyjątkowo ciepły. Przemykając zaciemnionymi uliczkami co i rusz napotykałem banery i plakaty wyborcze, krzykliwymi projektami zaburzające zabytkową architekturę bydgoskiego Okola. Już w samochodzie w niemal każdej stacji radiowej trwały ożywione dyskusje komentatorów i polityków wszystkich niemalże opcji. Tak, show musi trwać!

To właśnie polityczno-medialne widowisko stanowi główną osnowę tkaniny, z jakiej utkany jest spektakl ,,Best of Enemies” w reżyserii Jerremy’ego Herrina. Przedstawienie miało swoją premierę w londyńskim Young Vic w grudniu 2021, by rok potem zostać przeniesione na deski Noël Coward Theatre na West Endzie. Jako artysta Herrin chętnie odwołuje się do wzorców z Royal Court Theatre, gdzie stawiał swoje pierwsze zawodowe kroki w roli asystenta reżysera. Deklaruje konieczność podporządkowania środków inscenizacji tekstowi. Z autorem ,,Best of Enemies”, Jamesem Grahamem, miał już okazję współpracować w 2012 roku. Na deskach Royal National Theatre premierę miała sztuka ,,This House” nawiązująca do gorącego konfliktu w brytyjskiej Izbie Gmin w latach 1974-1979 pomiędzy laburzystami a torysami.

,,Best of Enemies” przenosi nas z kolei do Stanów Zjednoczonych i gorącego roku 1968. Trwają przygotowania do wyborów, ulice miast płoną od społecznego niepokoju i strajków przeciwko interwencji w Wietnamie, podskórnie czuć już wzbierającą falę rewolucji seksualnej, w kampanię wyborczą angażuje się Aretha Franklin śpiewająca hymn na konwencji demokratów, a wszystko z zapałem dokumentuje neurasteniczny Andy Warhol. Rodzą się mass-media, ton publicznej dyskusji nadają uzależnione od sponsorów stacje pokroju NBC czy CBS, a za kulisami medialnej papki trwa prawdziwa wojna niezliczonych Franków Underwoodów.

Herrin wiernie odtwarza burzliwy klimat tamtej epoki. Pomaga mu w tym funkcjonalna scenografia zaprojektowana przez Bunny Christie. Na scenie ustawiona jest konstrukcja złożona z trzech kubików przypominających pudła telewizorów, wyraźnie górująca nad pustym proscenium. Wkoło rozstawione są kamery, a sama rama sceniczna podświetlona jest lampami ledowymi sprawiając wrażenie obrazu w obrazie. Postacie dramatu Grahama żyją w świecie, w którym nieustannie są zmuszane do odgrywania określonych ról, od których nie ma ucieczki.

Główny wątek sztuki stanowi oparta na autentycznych wydarzeniach i postaciach debata pomiędzy dwójką popularnych komentatorów: lewicowego publicysty i twórcy Gore’a Vidala (Zachary Quinto, debiutujący tą kreacją na West Endzie) oraz ustatkowanego konserwatysty Williama Buckleya (David Harewood). Zorganizowany przez stację ABC panel był kamieniem milowym, jeśli chodzi o tego rodzaju formaty telewizyjne. Stał się zarazem niebezpiecznym precedensem w kwestii jakości publicznej dyskusji. Początkowo kulturalna i znaczona jedynie kąśliwymi komentarzami rozmowa przerodziła się w brutalną scysję z argumentami ad personam włącznie. Konflikt Vidal-Buckley stał się przyczynkiem do brutalizacji języka medialnych debat, mających na celu nie konstruktywną rozmowę, ale podbijanie słupków oglądalności. O tym zjawisku opowiadał dokument ,,Best of Enemies” z 2015 roku, stanowiący zresztą przyczynek do powstania scenariusza.

Twórcy londyńskiego przedstawienia konsekwentnie pokazują tamten mechanizm. Redaktorzy i dziennikarze stacji ABC, dołującej w wynikach oglądalności, z pełną świadomością manipulują zaproszonymi dyskutantami. Sukces debaty zaskakuje ich samych, a zwłaszcza nieco demonicznego i komicznego zarazem moderatora Howarda Smitha (John Hodgkinson). Gore Vidal jest ukazany jako zblazowany bywalec nowojorskiej bohemy, zdeklarowany orędownik liberalizmu, ale zarazem piekielnie inteligentny i cyniczny krasomówca. Quinto akcentuje ambiwalencję swojej postaci: Vidal gorąco wierzy w swoje przekonania, co nie przeszkadza mu w instrumentalnym traktowaniu innych, w tym swojego kochanka Matthew (Sam Otto). Na drugim biegunie zdaje się stać Buckley w wykonaniu Harewooda. Noszący się z lekką arogancją, kochający mąż i ojciec tłumi w sobie dużo gniewu i uprzedzeń. Harewood sprawnie buduje swoją rolę w najmniejszym szczególe, wiernie naśladując nawet charakterystyczne unoszenie brwi Buckleya.

Sceny dyskusji to już aktorska wirtuozeria, przypominająca erystyczne starcie na ringu (nomenklatura z świata boksu przewija się tu zresztą dość często). Tylko że paradoksalnie obaj rozmówcy znakomicie się uzupełniają. I Vidal, i Buckley stają się ofiarami medialnej maszynki, choć wcześniej ochoczo próbują na niej zbudować swój prestiż. O tych mechanizmach trafnie mówił Aleksander Sołżenicyn (którego wszak trudno posądzić o sympatię do dyktatury): ,,Nie wskutek bezpośredniego przymusu, jak na Wschodzie, ale wskutek konieczności przypodobania się masowym standardom, osobowości, które myślą najbardziej niezależnie, nie mają możliwości wnosić swojego udziału w życie społeczeństwa. Ujawniają się niebezpieczne cechy instynktu stadnego, który przeszkadza skutecznemu rozwojowi”. A są one bardzo podobne niezależnie od szerokości geograficznej. W jednym z odcinków popularnego szczególnie za oceanem serialu ,,South Park” czas przed wyborami jest ukazany jako krwawa wojna dwóch plemion. Brzmi znajomo?

„Od idealizmu do egotyzmu droga niedaleka” – mówią do nas Herrin z Grahamem. Poruszająca jest jedna z ostatnich scen, kiedy byli przeciwnicy spotykają się poza światłami studia. Nagle, na czysto ludzkim gruncie, nawiązują komunikację. Świetna była decyzja polskiego dystrybutora transmisji, by nie tłumaczyć na język polski dwuznacznego oryginalnego tytułu.

Jest londyński spektakl także przyczynkiem do dyskusji o społecznej odpowiedzialności intelektualistów i artystów za swoje słowa, teksty czy inne formy wyrażania się. ,,Best of Enemies” jest wreszcie opowieścią nie tylko o polityczno-społecznych mechanizmach i kreowaniu medialnego wizerunku. To również spektakl o ludziach zakładających maski także w życiu prywatnym, samotnych i zagubionych.

Akcja jest prowadzona z dużą szybkością, m.in. dzięki zastosowaniu stopklatek, symultanicznych scen oraz interwałów w formie sekwencji zbiorowych. Tekst Grahama pełen jest gier językowych i idiomów oraz sytuacyjnego humoru. Dopiero w drugim akcie przedstawienie nabiera mrocznego wymiaru, a niemal nieustannie wybrzmiewający dźwięk policyjnych syren przeradza się w niepokojący dźwięk stanowiący swoiste memento dla wuja Sama.

Show musi trwać! Wyłączam radio i postanawiam po prostu posłuchać dźwięku silnika. Wyciszyć się po ciekawym teatralnym doświadczeniu, nieprzypadkowo chyba transmitowanym w Polsce tuż przed nadchodzącą niedzielą. W czasach, kiedy współcześni Vidalowie i Buckleyowie pojawiają się już nie tylko na ekranach telewizorów, ale też smartfonów, tabletów i innych przekaźnikach, jak chociażby w social media. Może wreszcie przyjdzie pora na dyskusję o charakterze naszych publicznych dyskusji? Jak to mawiają Anglicy: ,,Well, it’s too late”.

Szymon Spichalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.