Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Nie ma i nie będzie drugiej Piaf

Z Joanną Rawik rozmawia Tomasz Miłkowski

– Upływa 60 lat od śmierci Edith Piaf i świat nie doczekał się jej następczyni. Właśnie ukazało się kolejne wydanie pani książki o Edith Piaf – „Ptak smutnego stulecia”.

– To nie jest nowe wydanie, ale dodruk, który co pewien czas przygotowuje wydawnictwo Studio EMKA. To już trzecia wersja mojej książki o Piaf. Najlepsza, bo zdobyłam album zawierający pełną dokumentację prasową na temat tej francuskiej artystki.

– Niemal całe pani życie splata się z Edith Piaf – to nie tylko ta książka, ale i recitale, monodram, cykl audycji radiowych. Jak to się zaczęło?

– Z Edith Piaf zetknęłam się jeszcze w Rumunii podczas wojny, którą spędziłam w Sibiu, pięknym saksońskim mieście – wojna ominęła je szerokim łukiem. Kiedy się zaczęła wojna, część pracowników Uniwersytetu w Czerniowcach ewakuowano na południe i tak się tam znaleźliśmy z rodzicami. Miałam zaledwie parę lat i byłam pod wrażeniem cywilizacji niemieckiej. Dopiero w Polsce się dowiedziałam o obozach koncentracyjnych. W Hermmanstadt, czyli dzisiejszym Sibiu, wojny nie było. Ani jednego żołnierza nie widziałam, ani jedna bomba nie spadła. Dlatego Sibiu pozostał niezniszczony. Radio funkcjonowało normalnie i nieraz słyszałam Edith Piaf. Rumunia była frankofońska, znałam już francuski, śpiewałam berżeretki, ale jeszcze jej sztuki nie rozumiałem. Potem słuchałam Piaf w polskim radiu w latach 50., kiedy już byłam po studium teatralnym Byrskich, i dopiero wtedy weszłam głębiej w ich sens. Swój pierwszy w życiu konkurs w Lublinie, kiedy rozstałam się z teatrem na rzecz śpiewania, wygrałam jej piosenką Padam, padam. I to tak trwa i trwa.

Od lutego prowadzę w radiowej Jedynce cotygodniowe audycje „Piaf, czyli wróbel” o piosence francuskiej, więc nadal jestem w kręgu Piaf. Piosenka francuska, w czasach rewolucji była śpiewaną gazetą. Informowano przy okazji, kto jest u władzy, komu ucięto głowę. Nabrała charakteru nie tylko dokumentu, stała się bardziej literacka, publicystyczna. To ją wyróżnia wśród innych.

– Taki był czas: w okresie insurekcji warszawskiej, kiedy wystawiano Krakowiaków i Górali, śpiewane w spektaklu kuplety zmieniały się, komentowały aktualne wydarzenia.

– Coś z tej tradycji pozostało, Kabaret Starszych Panów i piosenki-felietony Wojtka Młynarskiego.

– A we Francji – czy to nadal trwa?

– Z tym jest trochę gorzej. W Polsce też. Był taki złoty okres polskiej piosenki – Osiecka, Kofta, Adaś Kreczmar, Wojtek Młynarski, rozkwitły pod wpływem piosenki francuskiej. Dość wspomnieć o Okularnikach – to dokument epoki. Teraz to powraca u raperów, choć nie każdy jest Matem, synem profesora Matczaka. Poziom jednak bardzo się obniża, króluje disco polo, a zaczęło się od piosenki biesiadnej na początku transformacji.

– Stawianie na lichotę jest rzeczywiście niepokojące.

– Ludzie potrzebują wyższego poziomu. Potwierdzają to choćby reakcje na moje audycje radiowe, echo jest szerokie. Za mało kultury jest w mediach. To całe nieszczęście – globalizacja, amerykanizacja czynią straszne szkody. Kiedyś rano wstaję, szukam po wszystkich stacjach, a tam wszyscy śpiewają tylko po angielsku. Czy ja jestem w jakiejś kolonii? Ludzie mają gminne przeświadczenie, że po angielsku jest bardzo światowo. Słuchają angielskiego, a nie umieją zbudować zdania po polsku.

Pamiętam pierwsze festiwale opolskie, to były spotkania familijne, nie zwracaliśmy uwagi na konkurs, cieszyliśmy się ze spotkania kolegami, bankietowaliśmy do rana i aż dziw, jakim cudem nazajutrz brylowaliśmy na scenie amfiteatru. W roku 1969, Edward Fiszer, jeden z twórców opolskich festiwali, siedzimy na widowni, a na scenie próbowała Maryla Rodowicz, powiada: Nareszcie coś słonecznego, promiennego, dość już mam tych ponurych Rawików, Demarczyków. Innego roku siedzę na próbie z Wojtkiem Młynarskim, słuchamy nowej osoby, Wojtek po chwili komentuje: „kłamczucha”.

– Piaf też nie tolerowała kłamstwa.

– Piaf mnie sporo nauczyła. Kiedy po raz pierwszy popłynęła na kontrakt do Nowego Jorku, na konferencji prasowej zapytano ją: A kogo pani chce poznać w Nowym Jorku? To był rok 1948. Ona odpowiada: Oczywiście, Einsteina. A dlaczego Einsteina – pytają zdziwieni. – Bo jeśli tej miary uczony lubi grać na skrzypcach, to musi być porządnym człowiekiem. I tu jest cała filozofia tej prostej w gruncie rzeczy kobiety.

– Pisze o tym pani w swojej książce, o jej niebywałej intuicji, o tym, jak trafnie rozpoznawała ważne sprawy swoich czasów. Jak kto osiągała?

– To cecha geniuszu.

– Dlatego po jej odejściu, wciąż poszukiwano nowej Piaf?

– Nie ma i nie będzie drugiej Piaf. Mnie też nazywano lubelską Piaf.

– Nie chciała pani być drugą Piaf?

– Człowiek nie może być czyjąś kopią. To zresztą powiedział Charles Aznavour, którego osobiście poznałam w Krakowie, jeszcze gdy byłam lokalną sławą. Przestrzegał, że nie wolno naśladować. Kiedy usłyszałam niedawno Padam, padam w wykonaniu Mireille Mathieu, która miała być drugą Piaf, utwierdziłam się w przekonaniu, że to niemożliwe.

– A jednak wciąż znajdują się naśladowczynie, i na pewno całe zastępy tych, którzy śpiewają jej piosenki.

– Wszystko można robić, tylko nie wolno udawać.

– Czy pani obserwuje te rozmaite próby nawiązywania do Piaf w piosence i w teatrze?

– Niewiele widziałam, ostrożnie do tego podchodzę. Jestem zbyt oczytana i osłuchana w Piaf, nie chcę się uprzedzać. Jak się coś zna po swojemu, to utrudnia ocenę. Mam ogromne prywatne archiwum „Piafowskie”. Chociaż zdarzają się zaskoczenia – usłyszałam wykonanie Francois, to Francuz mieszkający częściowo w Polsce, który śpiewa „Grand Valse Brillante”. Mamy w uszach wykonanie Ewy Demarczyk, ale Francois sprostał zadaniu. Przy czym on kompletnie odszedł od „wzorca”.

– Sztuka, jeśli nie jest prawdą, szybko się zużywa.

– Prawda, ale tylko do pewnego stopnia, o czym się sama przekonałam. Z racji swojego pokolenia patrzę z dystansem na swoje życie. Niestety, mam policyjną pamięć. Nie zapomnę, jak pracowaliśmy z Tadeuszem Byrskim w studium teatralnym nad monologiem Hamleta. Ale nie tym najsławniejszym Być albo nie być, a mową wygłaszaną do aktorów, fundamentalnym tekstem Szekspira o teatrze. Zawiera kwintesencję, istotę teatru, to wciąż aktualne. Najpierw wystąpił któryś kolega, profesor Byrski ocenił go krytycznie. Kolega bronił się: Ja tak długo pracowałem. A Byrski mu na to: Mnie nie obchodzi, czy pan pracował, pan może w ogóle nie pracować, liczy się rezultat. I wtedy mnie wywołał do prezentacji. A ja tylko się obkułam na blachę – monolog w przekładzie Paszkowskiego – siadłam więc w fotelu i po prostu starannie go powiedziałam. Byrski był bardzo zadowolony: O, to jest koncepcja, Hamlet neurotyczny – dopisał mi całą interpretację, choć ja tego wszystkiego w ogóle nie miałam na myśli. I wtedy zrozumiałam, że niby to prawda, a jednak nie całkiem. Chwilami sztuka po prostu kłamie.

– Najważniejszy jest jednak kontakt.

– Z pewnością. Nawet z własnym ciałem. Kiedyś mnie zaprosili na wykład inauguracyjny do studium przy teatrze Baduszkowej w Gdyni, wtedy dyrektorem był Jurek Gruza. I wymyśliłam taki temat: Ciało człowieka instrumentem muzycznym. Zauważyłam, jako że od dziecka grałam na skrzypcach, że istota dźwięku, jego gatunek, jego barwa zależą od gabarytów ciała skrzypka. Yehudi Menuhin był bardzo szczupły i dźwięk u niego był cienki, srebrzysty, a u Dawida Ojstracha, znacznie silniej zbudowanego, dźwięk był bardziej aksamitny. Przygotowując ten wykład uświadomiłam sobie, że muzyka sakralna, która jest wielka (jestem ateistką, ale muzykę sakralną uwielbiam, nawet śpiewałam mszę gregoriańską), grzeszne ciało przykrywa habitem. Dopiero czarni Amerykanie ze swoim soulem, sacrosongiem wyzwolili ciało. To w końcu dotarło i do Europy. Jurek Gruza po wykładzie przyznał, że dużo się ode mnie dowiedział. Odpowiedziałam mu, że ja też. Jak od Piaf.

– Czy Edith Piaf można dzisiaj uważać za pewien wzorzec?

– Nie, nie, ona jest raczej symbolem epoki. Elias Cannetti, laureat literackiej nagrody Nobla, socjolog, stwierdził, że muzyka obrazuje stan ducha narodu, plemienia, ale nie jest wzorcem. Piosenka francuska, jak już wspominałam, miała złotą epokę, podobnie jak polska. Rozpoczyna ją debiut Piaf w roku 1935. Ona zmarła w 1963, Jacques Brel, który jest jej równoważnikiem męskim zmarł w 1978. I wtedy ta złota epoka się skończyła. Inni próbowali, lecz nie mają znaczenia. Rynek amerykański podbił tylko Aznavour. On jeden wiedział, jak to się robi – ormiańskie myślenie: śpiewał po angielsku, nagrywał duety z Sinatrą, z Lizą Minelli. Dzisiaj to odeszło w siną dal, a więc Piaf jest symbolem. Pozostała niedościgniona.

– Siedzi pani w muzyce od maleńkości.

Niewielu jest ludzi, którzy od razu wiedzą, czym się będą w życiu zajmowali, a ja wiedziałam.

– Czym jest dramatyzm pani pokolenia, tak widoczny w waszym śpiewaniu?

– Zarówno Ewa Demarczyk, Ania German, Czesław Niemen, urodzona w Tokio Ludmiła Jakubczak mieliśmy wspólne przeżycie pokoleniowe – choć nas wojna nie dotknęła bezpośrednio. Ale to był ten czas, poczucie koszmaru wojny przeniknęło nasze śpiewanie. Dzisiejsze pokolenia są pozbawione tego dramatyzmu.

Dramat toczy się blisko, tuż za granicą.

– To prawda. Przeczytałam niedawno w „Przeglądzie”, że to Musk może nacisnąć czerwony guzik. I to jest dopiero groza. Musk jest jak mały chłopczyk, który dostał w ręce niebezpieczne narzędzie.

– Żyjemy na wulkanie.

– To naprawdę niebezpieczne. Jeden z moich przyjaciół uważa, że zachodnie państwa pozbywają się starej broni, żeby produkować nową. Ta wojna im sprzyja.

– Żyjemy w czasach ostrej polaryzacji. A pani prowadzi audycję w radiu Wnet, mimo że przez 16 lat pisała w „Dziś” Mieczysława Rakowskiego.

– To żadna tajemnica. Ja – produkt PRL-u robię cały czas to samo, uprawiam kulturę. Przyjechałam przed laty do tego kraju, wykształciłam się, zdobyłam pozycję, którą mam do dziś. Opozycja mnie nie interesowała. Kiedy zmarł Jonasz Kofta, a byłam wtedy członkiem zarządu głównego ZASP-u, prezes Kazimierz Dejmek delegował mnie, reprezentowałam stowarzyszenie na pogrzebie. Pogrzeb był świecki, warta honorowa przy trumnie, potem wyszliśmy na zewnątrz i nagle widzę podział środowiska. Z tamtej strony stoi opozycja, a my-komuchy obok. Dzisiaj mam podobne sytuacje, niektórzy koledzy mi odmawiają występu. To jest śmieszne. Pojawiło się mnóstwo agresji, zeszło na poziom magla albo jeszcze gorzej. Na szczęście nie wszyscy temu ulegają – niedawno gościłam w audycji córkę Zygmunta Hübnera, z którym przyjaźniłam się od czasów krakowskich, rozmawiałyśmy o wydanej właśnie jego biografii. Przy okazji wróciłam do lektury esejów Hübnera Teatr i polityka.

– Bardzo dobra książka.

– Bardzo dobra. I temat wciąż piekielnie ważny, tych związków – teatru i polityki – nie da się przecież uniknąć. No i widzi pan, mimo że jestem człowiekiem lewicy, dziennikarz prawicy, Krzysztof Skowroński zaangażował mnie do swojego Radia Wnet, gdzie już trzy lata prowadzę swoje audycje „Sztuka jest magią”. Rozmawiam o kulturze, ona jest istotą moich zainteresowań. Uprawiam kulturę niezależnie od systemu. Czy ja też mogę zadać panu pytanie?

– Proszę bardzo.

– Czy pan wie, jaki procent ludzi na Ziemi jest elementarnie inteligentnych?

– Były jakieś badania?

– Tak, to badania francuskie sprzed 10 lat.

– Więc sytuacja mogła się pogorszyć.

– Mogła.

– Pewnie około 5 procent.

– O, jest pan bardzo blisko: 4,5. I co tu się dziwić owacjom na stojąco prawie po każdym spektaklu czy premierze filmowej.

– Nie wiadomo, dlaczego wstają i wiwatują. Może dlatego, że długo już siedzieli i nareszcie mogą wstać…

– …pan jest okrutny.

– Może dlatego, że są znajomymi i krewnymi „królika”, a może dlatego, że naprawdę są rozentuzjazmowani tym, co przed chwilą obejrzeli, tego się nigdy nie dowiemy.

– I może nie warto dociekać.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.