Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

On myśli

Michał Studziński o Holoubku w oczach późnych wnuków:

Bywam raz na jakiś czas na festiwalach teatralnych i recytatorskich, podczas których od kilku lat jestem pytany przez młodszych kolegów i koleżanki o to, co warto przeczytać, jaki film obejrzeć, co poznać, żeby lepiej orientować się w tym, co moglibyśmy nazwać dorobkiem kultury. Winy takiego stanu rzeczy upatruję oczywiście w czasie, dzięki któremu w sposób dla mnie zaskakujący znalazłem się w bliżej nieokreślonym przedziale wieku definiowanym słowami naprawdę? nie wyglądasz na tyle. Rozmawiając o kinie zawsze na początku skupiam się na rodzimych twórcach. I tak, oprócz oczywistych szlagierów jak Popiół i diament, Wesele czy Pociąg, wymieniam również Prawo i pięść, Pożegnania, Sanatorium pod klepsydrą, Salto i Pętlę. W tych pięciu ostatnich filmach podkreślam jeden element wspólny. Role Gustawa Holoubka.

Pomyślałem sobie jakiś czas temu, że powiem „sprawdzam” i odezwałem się do trojga moich młodszych przyjaciół (mam nadzieję, że wybaczą mi taką familiarność), żeby przekonać się czy obejrzeli polecone przeze mnie filmy i zapytać co, jako ludzie kończący liceum i wiążący swoją przyszłość z teatrem, mogą wyciągnąć dla siebie z kreacji Holoubka. Muszę szczerze przyznać, że odpowiedzi na to pytanie były zaskakujące.

Pierwszym zaskoczeniem był fakt, że wszystkie te filmy widzieli. Przypominam, że mówimy o osobach w przedziale wieku 17-19 lat, a więc nieznających świata bez Internetu i mediów społecznościowych, bombardowanych od dziecka krótkimi, zwięzłymi, kolorowymi (!) komunikatami, przyzwyczajonych do produkcji filmowych, które zaczynają się już nawet nie hitchcockowskim trzęsieniem ziemi, ale kanonadą wybuchów i ostrych zwrotów akcji.

Spotkałem się z nimi w jednej ze szczecińskich kawiarni, gdzie w towarzystwie aromatu kawy i wszędobylskich komarów zaczęliśmy rozmowę od Prawa i pięści. Filmu, w którego pierwszych ujęciach widać powoli wtaczający się na peron pociąg i enigmatycznie uśmiechającą się postać Andrzeja Keniga, który po chwili wda się w szarpaninę z trzema oprychami ukazując tym sposobem jeden z głównych rysów swojego charakteru – niezgodę na niegodziwość. Moi rozmówcy byli pod wrażeniem prostoty kreacji Holoubka, która przełożyła się na jej siłę. W trakcie całego filmu Andrzej mówił wyraźnie, że jedyne, na czym mu zależy, to spokój, pieniądze – jak najwięcej, ale przynajmniej tyle, żeby wystarczyło na nowe spodnie. Reszta jest mu obojętna. I to zobojętnienie doskonale ukazane przez aktora nawet w tembrze głosu, daje uważnym widzom wyraźny obraz tego, jak desperacko stara się on nie narażać swoich poszarpanych nerwów. Mija ono jednak w momencie, w którym bohater odkrywa, że jego towarzysze mają zamiar ograbić miasto, które mieli zabezpieczyć i przywrócić mu życie. Dyskutując na temat tego filmu zwróciliśmy również uwagę na detaliczność gry Holoubka – praktycznie jedyny moment w całym filmie, w którym podniósł on głos nasączając go emocjami następuje wtedy, kiedy Andrzej próbuje przekonać Rudłowskiego do powstrzymania pozostałych kompanów słowami: Żebyś mógł spojrzeć sobie w twarz!

Zostając przy drobiazgowości przenieśliśmy się do Sanatorium pod klepsydrą, w którym dr Gotard w jednej z ostatnich minut filmu lustruje szybkim spojrzeniem, trwającym może sekundę, znajdującą się już poza kadrem pielęgniarkę, która za chwilę posłuszna niemej komendzie przyodzieje Józefa w płaszcz konduktora. Będąc przy tej drugoplanowej roli Holoubka, omówiliśmy kreacje w Salcie i Pożegnaniach. Trudno o zestawienie dwóch różniących się od siebie bardziej postaci. Z jednej strony prosty, skrywający jednak tony rozgoryczenia, wiejski chłop, z drugiej szlachcic będący doskonałą karykaturą dawnej chwały arystokracji. Zarówno Gospodarz jak i Mirek zostali sportretowani przez Gustawa Holoubka z wielką dozą pieczołowitości. Widząc przymilnego hrabiego, którego charakter w sposób fantastycznie dobitny i prosty został przez jednego z moich rozmówców określony jako ciapciak, niemal czułem chłód, miękkość i wilgoć podawanej przez niego na przywitanie dłoni. Z kolei nieco kontrowersyjną refleksję na temat onirycznego Gospodarza pozwolę sobie zacytować: Holoubek miażdży Cybulskiego, jeśli chodzi o aktorstwo (drugie zaskoczenie, choć nie ogromne).

O Pętli rozmawialiśmy długo. Moi koledzy i koleżanka zgodzili się, że to był ich ulubiony film z omawianego zestawienia, a rola Kuby wywarła na nich największe wrażenie. Dopracowanie kreacji alkoholika przez Holoubka było tak precyzyjne, że aż przerażające. Miotanie się z kąta w kąt w mieszkaniu, rozpoczynanie jednej rzeczy nie skończywszy drugiej, urywane gesty i spojrzenia nieomal wywołują charakterystyczną suchość w ustach. Scena w barze, głębokie oddechy, kawalkada myśli bohatera, przywodziła mi na myśl Moskwę Pietuszki Jerofiejewa. I to chyba dlatego, przez zbalansowane połączenie realizmu i metafizyki, holoubkowy portret alkoholika cenię sobie najwyżej spośród tego typu ról w polskim kinie, jeśli nie w ogóle.

Zapytałem moich przyjaciół o to, na co najbardziej zwrócili uwagę w rolach Gustawa Holoubka. Jako pierwszy wymieniony został wspominany już tutaj detal. Każda postać w filmach, o których traktuje ten tekst, nie robi nic przypadkowego. Każde spojrzenie, gest, słowo, ton jest w nią wpisany na równi z imieniem i potrzebny w całości dzieła. Uważność na ekranowego partnera została wymieniona jako kolejna cecha charakterystyczna. Ciekawym spostrzeżeniem było stwierdzenie – on myśli. Myśli w znaczeniu, że daje bohaterowi przestrzeń, często nie dłuższą niż ułamek sekundy, na reakcję, odpowiedź, przez co u widza buduje się wrażenie będące największym komplementem dla aktora: on nie gra; on jest. Minimalizm, oszczędność środków wyrazu i niezagrywanie się również zostały wychwycone.

Osobną częścią dyskusji była rozmowa na temat budowania ról przez Holoubka. Ponieważ każdy z jego bohaterów został odegrany (jakkolwiek nieprzystające jest tutaj to określenie) w sposób tak różny, a jednak tak autentyczny, że aż trudno uwierzyć, że zostali oni wykreowani przez tę samą osobę. Na przykładzie przywołanych filmów można więc pokusić się o stwierdzenie, że aktorstwo Holoubka jest holistyczne – swoim zasięgiem obejmuje wszystko to, co składa się na pojęcie kreacja.

Te cechy gry Holoubka zostały również wymienione przez moich rozmówców jako coś, co z nimi zostanie, co zaimplementują do swojego warsztatu, przygotowując role i teksty, których życzę im jak najwięcej. Umówmy się jednak – zaprezentowane powyżej stwierdzenia nie są ani przesadnie odkrywcze, ani skomplikowane. Wręcz przeciwnie, skupiają się na absolutnych podstawach. Diabeł jednak tkwi w szczegółach, dlatego też tajemnica wielkości aktorstwa Gustawa Holoubka kryje się w tym, jak prostotę przekuć w wirtuozerię.

Zapomniałbym! W ferworze dyskusji jeden z moich kolegów stwierdził, że sposób gry Holoubka w Prawie i pięści skojarzył mu się z rolami Jacka Nicholsona (trzecie zaskoczenie) oraz Cilliana Murphyego w najnowszym blocbusterze Oppenheimer (czwarte zaskoczenie). Skłoniło mnie to po raz kolejny do refleksji, że czas, choć nieubłagany, obserwowany z odpowiedniej odległości, zdaje się zanikać. W przeciwieństwie do prawdy Sztuki, która jest wieczna.

Michał Studziński

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.