Powołanie na listy wyborcze Bogusława Wołoszańskiego, Michała Kołodziejczaka i Romana Giertycha przyniesie Platformie więcej szkody niż pożytku. Wołoszański w Piotrkowie nie będzie żadną przeciwwagą dla Macierewicza nie dlatego, że redaktor „Sensacji XX Wieku” był współpracownikiem SB, ani że był „pieszczochem” reżimowej telewizji (w czasach, kiedy innej nie było), ani nawet nie dlatego, że w swych programach popełniał merytoryczne błędy – tylko dlatego, że dla przyszłej pracy w polityce nie będzie w niczym przydatny. Kołodziejczak nie będzie nowym Lepperem, zresztą współpraca z Lepperem dla nikogo nie skończyła się dobrze, zwłaszcza dla niego samego. Ale przede wszystkim Kołodziejczak gra na siebie, na partykularne interesy swojego środowiska (i to dalece nie całego), a proponowane przezeń metody zdecydowanie nie pasują do demokratycznego i liberalnego oblicza Platformy, jakie znamy i chcielibyśmy popierać. Mrzonki o tym, że rząd (może z Kołodziejczakiem jako ministrem) wprowadzi system kontraktacji i nakaże handlowcom i klientom kupować określone produkty – są rodem z minionej epoki. Najciekawszy w tym gronie jest Giertych, ale i on zupełnie się w wyborach nie przyda, nie dlatego że kiedyś był katotalibem i okropnym ministrem oświaty, ale że Tusk przedstawił go tylko jako przeszkadzajkę, która ma wkurzyć Kaczyńskiego. To za mało jak na polityka, a zapowiedź tego, że teraz Giertych pokaże jakieś haki na Kaczyńskiego jest niewiarygodna: jeśli coś wie, to czemu nie ujawnił tego wcześniej? Niezgłoszenie przestępstwa, jeśli nie wynika z tajemnicy zawodowej adwokata, jest przestępstwem. Jeśli haki mają charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... More moralny – to idziemy w stronę bagna, jakie było dotąd utożsamiane z tymi, od których Tusk chciałby i powinien nas uwolnić. Ale tylko wtedy, gdy on, jego partia i jej program zyskają nasze poparcie. Rzecz jasna, nieudaną triplę można ominąć – bo zapewne żaden z tych trzech kandydatów realnie do Sejmu się nie dostanie.
Maciej Pinkwart
