O spektaklu WILGOĆ Magdaleny Stefańskiej pisze Michal Studziński
Wakacje. Plaża. Szum morza. Morza, w które można wpatrywać się godzinami, chłonąc nieustępliwość fal. Zachodzące słońce, zapach jodu. I wolność. Wolność. Raj. Iliria. Czy aby na pewno?
Magda Stefańska wcielając się w postać Wioli z dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More Sandry Szwarc „Woda w usta” wciąga publiczność od pierwszego błysku świateł w swoją opowieść o podróży na bezludną wyspę. Idyllicznego miejsca pełnej beztroski. Okej, małe sprostowanie – które miało być miejscem pełnej beztroski.
Aktorka, świetnie operując absurdalnym humorem, wysyła jednak publiczności subtelne znaki, że pod płaszczem wakacyjnej opowieści kryje się coś więcej. Nie można oprzeć się wrażeniu, że motywem wyjazdu nie jest tylko potrzeba zaczerpnięcia oddechu, ale rozpacz. Dopiero ostatnie akty przedstawienia odkrywają tajemnicę rodzinnego dramatu. Despotycznego Pana Ojca, Ojca-Króla, który miażdżąc psychikę swoich dzieci (Wioli i jej brata Sebastiana), gotuje im piekło na ziemi, wypacza pojęcie domu, własnej wartości, zostawiając blizny na resztę życia.
Magda snując historię swojej bohaterki świetnie czuje publiczność, czyta i przewiduje jej reakcje. Duża w tym zasługa świetnie poprowadzonej dramaturgii i reżyserii Krzysztofa Szekalskiego. Aktorka odnajduje się w sekwencjach poważnych, humorystycznych, smutnych, a nawet groteskowych – świetna scena robienia hałasu klaskaniem i tupaniem. W „Wilgoci” nie zabrakło również gry z popkulturowymi schematami, przecież każdy z nas zastanawiał się co wziąć na bezludną wyspę i jaka byłaby to książka.
Kolejnym elementem, który buduje w moich oczach wartość tego spektaklu jest, tak jak już wspomniałem, subtelność przekazu. Nic nie jest powiedziane wprost, a narracja obfituje w liryzm oraz porównania i metafory właściwe bardziej dla wieku dziecięcego niż dorosłego – „Pan Ojciec przybiera kształt niepokojąco zwierzęcy” – co nasuwa przypuszczenie, że grana przez Magdę bohaterka stosuje znany psychologii mechanizm wyparcia.
Myślę, że można byłoby pokusić się o wejście na jeszcze jeden szczebel wyżej na drabinie interpretacyjnej tego spektaklu. Czy to aby na pewno jest opowieść tylko o domu rodzinnym? Czy nie mamy znajdujemy tu odniesień do ojczyzny? „Co to za kraj jest, którego piach przenika mi palce?” Nie wiem czy mam rację, czy sobie nie dopisuję, ale jestem widzem – takie jest moje prawo.
Żeby nie było tak tylko różowo – do całkowitego zachwytu „Wilgocią” zabrakło mi, jak to mówi Stanisław Miedziewski, pełniejszego podzielenia losu postaci przez Magdę. Ale to tylko uszczypliwość, drobna ryska na tafli bardzo wartościowego spektaklu. Lubię taki teatr.
Michał Studziński
Magdalena Stefańska „Wilgoć”
[Pierwodruk w „Gazecie Festiwalowej” Sam na Scenie 2023, nr 1]
