Najlepiej ideę Festiwalu Dwa Teatry oddają dwie adaptacje powieści znanego publicysty Piotra Zaremby „Zgliszcza. Opowieści pojałtańskie”. Miały bowiem swoją realizację w Teatrze Polskiego Radia w reżyserii Michała Zdunika, i będą miały na jesieni premierę w Teatrze Telewizji w reżyserii Tomasza Drozdowicza. Spektakl ten pt. „Praski Reytan” nakręcony metodą filmową, pokazano już przedpremierowo na zakończenie tegorocznego Festiwalu w Zamościu.
Piotr Zaremba, jeden z dziennikarzy najbardziej pracowitych i umiejętnie obdarowujących swoimi tekstami media zarówno nurtu prorządowego, jak i liberalno-opozycyjnego, dał się tutaj poznać po raz pierwszy jako autor teatralnej historii, a dodatkowo szalenie trudnej do obiektywnego zaprezentowania. Zwłaszcza dziś w sytuacji rewidowania naszej dotychczasowej „polityki historycznej” jest to zadanie na granicy wykonalności. Zaremba znalazł w dokumentach archiwalnych autentyczne materiały dotyczące Bolesława Chmielewskiego, mieszkańca warszawskiej Pragi, który jako młodzieniec walczył w AK, a po wojnie związał się z Polskim Stronnictwem Ludowym i był wielkim zwolennikiem krótko zasiadającego we władzach PRL wicepremiera Stanisława Mikołajczyka. Po sfałszowanych wyborach w 1947 roku i ucieczce Mikołajczyka na PSL-owskich zebraniach bronił, jak Reytan, dobrego imienia tego polityka, co ściągnęło na niego represje Urzędu Bezpieczeństwa. Zaremba ani Drozdowicz nie ukrywają, że bohater opowieści przystał na współpracę ze służbami, i pewnie dzięki temu przeżył. Ten życiowy epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... More nie stał się jednak dla autorów widowiska powodem piętnowania i potępiania, ale posłużył do w miarę uczciwego przedstawienia realiów czasów stalinowskich.
Czy spektakl „Praski Reytan” jest historycznie obiektywny? To nie byłoby pewnie możliwe, jednak przyjęta przez twórców spektaklu konwencja apaszowskiej ballady, uchroniła tę historię od prostego dydaktyzmu, propagandowego zadęcia i jawnej tendencyjności. W zachowaniu równowagi w dozowaniu przejawów „zła” i „dobra”, okrucieństwa i liryzmu, pomogła w ogromnym stopniu muzyka stworzona na potrzeby widowiska, a także nieco odrealniona scenografia. Historię Bolka Chmielewksiego z jednej strony opowiadają członkowie podwórkowej kapeli specjalnie stworzonej na potrzeby teatru, a z drugiej pokazują krok po kroku aktorzy w specjalnie zaaranżowanych, niemalże nowoczesnych wnętrzach. Ci pierwsi występują, grają i śpiewają , mając w tle jakieś rudery i zapaćkane pustostany. Drudzy odgrywają sceny w całkiem przyzwoicie wyglądających mieszkaniach, lokalach gastronomicznych czy nawet na komendach UB. Strona wizualna zdradza więc sporą kreatywność autorki scenografii Klaudii Solarz i sprawność operatora Krzysztofa Gromka.
Równie ważna jest strona muzyczna przedsięwzięcia, za którą odpowiadało przynajmniej pięć osób: Grzegorz Domański, basista grający też na bandzioli, współtwórca warszawksiego zespołu sentymentalnego „Syrenka”, Mateusz Kowalski po Akademii Muzycznej w Łodzi oraz Studium Jazzu w Warszawie, Łukasz Owczynnikow prowadzący zespół Cała Praga Śpiewa, Patryk Walczak, akordeonista, kompozytor i aranżer, absolwent Instytutu Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej w Katowicach, oraz śpiewająca i tańcząca w konwencji folkrapu aktorka i performerka Karolina Czarnecka. To oni zaczynają ten spektakl okupacyjną piosenką „Siekiera, motyka, bimber, szklanka, w nocy nalot, w dzień łapanka”, której kolejne , dopisane zwrotki sięgają już okresu powojennego, gdy Hitlera zastąpił Stalin, a szkopa kacap. Swoją drogą owa „Siekiera,motyka” stała się w Internecie poręcznym tworzywem dla domowych twórców do opisywania również sytuacji całkiem współczesnych i satyrycznego ich konsumowania. Natomiast „Praski Reytan” jako dzieło stał się po części musicalem, który w kolejnych muzycznych przerywnikach posuwa akcję do przodu, zaś od strony dramaturgicznej – na wpół romantyczną balladą, bo jest tutaj także świetnie zagrana historia miłosna, pokazującą niepokornego, młodego, zapalczywego chłopaka pragnącego żyć, uczyć się i pracować w normalnym, niepodległym i demokratycznym kraju.
Co więcej, znakomicie zagrana przez Mikołaja Kubackiego postać Bolka Chmielewskiego mogłaby być innym wcieleniem stworzonej przez Zbyszka Cybulskiego tragedii legendarnego już Maćka Chełmickiego, niezależnie od tego, że w powieści Andrzejewskiego „Popiół i diament” i filmie Wajdy Maciek ginie. Zresztą ponoć pierwowzór tej postaci – Stanisław Kosicki w rzeczywistości przeżył czasy stalinowskie, zdał maturę, skończył studia i założył, jak Bolek, rodzinę.
W „Praskim Reytanie” jest jeszcze więcej znakomitych kreacji aktorskich, jak choćby Justyny Fabisiak – obiektu miłosnych zabiegów Bolka, czy bardzo stonowanego, wręcz wypieszczonego Stanisława Mikołajczyka, co udało się stworzyć Adamowi Woronowiczowi. Młodym ubekiem został wcale nie demoniczny ani sadystyczny Wojtek Solarz, matką Bolka jest Lidia Sadowa. Wpadające w pamięć role stworzyły Maria Ciunelis i Małgorzata Rożniatowska. Co ciekawe , niektórzy wykonawcy z telewizyjnej wersji dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More występowali również w słuchowisku radiowym, które zostało zbudowanej na zupełnie innej, wręcz realistycznej zasadzie.
Na zakończenie można zapytać, czy spektakl Teatru Telewizji przewidziany na otwarcie nowego sezonu TVP, świadczy o przełamywaniu złej passy tej największej w kraju sceny dramatycznej? Ubiegłoroczna produkcja „Komedianci, czyli Konrad nie żyje” , która też wyszła spod pióra dziennikarza – Bronisława Wildsteina – była najwyżej projekcją jego prawoskrętnego światopoglądu. Teraz inny debiutujący w Teatrze Telewizji pracownik mediów oraz realizatorzy spektaklu mogą być zwiastunami wychodzenia na szersze mentalne i artystyczne wody.
Bronisław Tumiłowicz
