Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Zamiast wstępu: Różewicza kochamy z daleka

Niebawem upłynie 30 lat od chwili, kiedy Tadeusz Różewicz ponownie „rozrzucił” swoją Kartotekę, lokując ją w nowej, neokapitalistycznej rzeczywistości. Czytam, przeglądam i oczy przecieram ze zdumienia i nadziwić się nie mogę, jakie to aktualne i jadowicie krytyczne. Ale nikt tego nie wystawia. Poza realizacją (pierwszą) sprzed lat w Teatrze Polskim we Wrocławiu pod kierunkiem Poety (1992), realizacją radiową Andrzeja Zakrzewskiego (1996), premierą telewizyjną w reżyserii Tadeusza Kutza (1998) i samotniczą próbą Radosława Rychcika w warszawskim Teatrze Studio (2018) wszelki słuch o Kartotece rozrzuconej zaginął. Może nazbyt przykra?

W Kartotece rozrzuconej całe społeczeństwo pogrąża się w językowej niemocy. W ten sposób poeta odmalowuje paraliż kultury. Widoczny był już w poprzedniej Kartotece. Teraz jednak Różewicz poddaje analizie kulturową zapaść, nie szczędzi szyderstwa. Dotyczy to zwłaszcza sceny Salon warszawski, w której nie przypadkiem nawiązuje do Dziadów. Już sama prezentacja bohaterów tej sceny mówi sama za siebie: Kombatant z Długą Brodą, Profesor z Wielkimi Uszami, Duży Różowy Krytyk (który piszczy), posągowa Kobieta w Czerni. Oto elita narodu. Poeta szydzi z kanapowych rządców dusz, skłóconych i unieważniających się wzajemnie. W rozbudowanym didaskalium barwnie odmalowuje stan moralnego rozchwiania i degrengolady obyczajów:

Twarze mają odęte, zachmurzone (jakby „obrażone”), Profesor z Wielkimi Uszami parska dookoła śliną… jedni drugim się przyglądają, czasem z daleka, czasem z bliska (…) Ten się odwraca, tamten zawraca, wszyscy się mijają, rozmijają. W ciągłym ruchu, nic nie mówią, ale wargami poruszają i z tego ruchu warg pilny widz może odczytać jakieś krótkie, nieprzyzwoite słowo na literę sk… lub k…, d… się zaczynające.

W tym czasie młodzi (z brodami) ciągle podskakują. Ktoś sobie brodą twarz wyciera. Profesor śliną parska wkoło. Ktoś oczy przeciera. Kobiety czasem padają na kolana, Ludzie zaczynają gryźć się ze sobą. Ten tego w ucho lub inną część ciała gryzie”.

W tej atmosferze nadciągającej gombrowiczowskiej „kupy” profesor Bąbel, nowe wcielenie profesora Pimki, wygłasza swoją wściekłą i piramidalnie głupią recenzję przeszłości, usiłując unieważnić ostatnie kilkadziesiąt lat polskiej kultury:

„Ta czarna dziura

to polska kultura

to polska literatura

44 czterdzieści cztery

lata polskiej literatury

to same dziury

hańbo, hańbo

o hańbo, itd.”

Z równym niesmakiem, jak koryfeuszy kultury, wykpiwa Różewicz nauczycieli. W pierwszej Kartotece wyśmiewał egzamin dojrzałości, przed którym staje jeden ze starców. Odpowiada na idiotyczne pytanie zdziecinniałego belfra, popisuje się encyklopedyczną wiedzą, powtarza tandetne frazesy. Wzbudza to entuzjazm profesora, który orzeka, iż „młodzieniec” jest doskonale przygotowany do życia. W Kartotece rozrzuconej tę scenę wspomaga poemat …a Hela wzięła i umarła i następująca po nim scena, w której rzeczona Helena jest karmiona przez oprawców Gombrowiczem. Różewicz kpi w ten sposób z edukacji szkolnej, która zdolna jest obrzydzić każdego pisarza (na przykład Gombrowicza), nawet takiego, który ze szkoły szydził: „tak to często mszczą się różne kawały: na ich autorach”.

Wszystko to jak ulał pasuje (niestety) nadal do naszych pożal się boże debat o kulturze i szkole. Ale najważniejszy polski dramat, jaki powstał po roku 1989, praktycznie scenicznie nie istnieje. Podobnie jak inna ważna sztuka Różewicza Do piachu, której premiera (i jak do tej pory jedyne teatralne wystawienie!) w Teatrze na Woli w reżyserii Tadeusza Łomnickiego (1979) wzbudziła sprzeciwy i kontrowersje – widziano w niej atak na świętą pamięć o AK, a telewizyjna realizacja Kazimierza Kutza (1990) spotkała się z gwałtowną połajanką recenzenta Tygodnika Powszechnego. O tego czasu dramat zniknął z afisza, jeśli nie liczyć wystawienia w lubelskim teatrze offowym Provisorium w reż. Janusza Opryńskiego i Witolda Mazurkiewicza (2004), dość jednak odległym w wersji scenicznej od tekstu Różewicza, będącej raczej spektaklem o sensie wojen niż o ofierze. Poza Provisorium nikt już tekstu Różewicza nie tykał.

Od czasu do czasu, dla honoru domu nazwisko Różewicza pojawia się na frontonach teatrów. Najczęściej jest to wieczór poezji, czasem jakiś dramat, ale tak dobrany, aby nikogo nie urazić. Kiedy Poeta obchodził swoje 90. urodziny, teatr o nim prawie zapomniał. Jedynie studenci w Białymstoku wystawili Białe małżeństwo, a młodziutki reżyser Maciej Podstawny przygotował inteligenty spektakl Krety i rajskie ptaki, zmontowany z rozmaitych tekstów Różewicza w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Zdumiewająco niewiele. Jak będzie w Roku Różewicza, zobaczymy. Na razie o swoim przywiązaniu do Poety przypomina teatr jednego aktora, akcentując jego obecność na festiwalach monodramu w Toruniu i Helu. Stąd ta niewielka książeczka – zbiór szkiców poświęconych monodramom Różewiczowskim.

Wprawdzie Różewicz zarzekał się, że żadnych monodramów nie pisał, ale jego utwory dramatyczne wypełniają często sążniste monologi idealnie adresowane do teatru jednego aktora. Jak to wyglądało od początku, czyli od pierwszego monodramu (telewizyjnego) według humoreski Mucha w wykonaniu Wojciecha Siemiona (1958?) po najnowszy spektakl Bogusława Kierca Powroty do Odejścia Głodomora próbowałem w tej publikacji udokumentować. Pominąłem jednak część realizacji, zwłaszcza Śmiesznego staruszka, które bliżej lokowały się spektaklu wieloosobowego albo w większym stopniu kwalifikowały się jako spektakle repertuarowe z udziałem jednego aktora niż spektakle teatru jednego aktora. Coraz trudniej to zresztą odróżnić, bo teatr jednego aktora wyrosły z buntu przeciw teatrowi panującemu, już od dawna został wciągnięty w orbitę zainteresowania teatru, z którym początkowo walczył.

*

Swoje istnienie ta książeczka zawdzięcza inspiracji Wiesława Gerasa, niestrudzonego guru teatru jednego aktora i życzliwości wielu osób, które zachęcały mnie do zebrania i poszerzenia tekstów wcześniej już napisanych, ale teraz zebranych w jedną całość.

Tomasz Miłkowski

[Na zdj.: kadr ze spektaklu Videoteatru Poza w reżyserii Piotra Lachmanna.]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.