Finał tego spektaklu brzmi jak szyderstwo. Tak zawsze czytałem opowieść o Hiobie (a właśnie Księga Hioba stanowi główny zrąb partytury-scenariusza), której autor jakby z lęku przed straszliwym wnętrzem opowieści dopisał nieintegralne zakończenie. Ku pocieszeniu i dlatego zawsze brzmi fałszywie albo ironicznie. W szczególności na scenie i po takim spektaklu, w którym widzieliśmy Hioba (Paweł Tchórzelski) poddawanego wyrafinowanym torturom, poniżonego, boleśnie doświadczanego w wyniku boskiego zakładu z szatanem. Tak naprawdę skorzystał na tym Goethe i napisał „Fausta”, ale dla czytelnika/słuchacza z tej opowieści żadne słowa pociechy nie płyną. Co najwyżej potwierdzenie okrucieństwa świata osłodzonego tym „dobrym” zakończeniem. Bóg z nami igra – widać to jak na dłoni.
W spektaklu Jerneja Lorenciego Hiob pomazany czerwoną farbą, przyprószoną sztucznym scenicznym popiołem po nieudanym buncie i próbie zemsty na bogu/koleżance-aktorce (Małgorzata Abramowicz) siada przy stole ze swoją żoną (Maria Kierzkowska) jak na samym początku, kiedy pięknie mówił do niej wersami „Pieśni nad pieśniami”. Bo wszystko zaczynało się łagodnie i przyjemnie jak na kameralnym koncercie w rodzinnym gronie. Aktorzy pousadzani przy pulpitach jak orkiestra, w wytwornych wieczorowych strojach, publiczność otaczająca kwadrat przestrzeni scenicznej/koncertowej ze wszystkich stron, koleżeńskie uśmiechy aktorek i aktorów delektujących się strofami ze wspomnianej „Pieśni”, zasłuchana żona, wpatrzona w swego ukochanego jak w obrazek.
Ale to tylko pułapka, bo wkrótce rozpoczyna się właściwa gra i zakochany przemieni się w Hioba poddawanego straszliwym próbom. Nie od razu – bo przecież najpierw przypomniane zostanie jego szczęśliwe i dostatnie życie. Wszystko płynie jak w Księdze Hioba, ale z pewnym istotnym naddatkiem – bo opowieść zyskuje interpretację muzyczną i dźwiękową, wzbogacona działaniami aktorów, którzy zadają Hiobowi teatralny ból. Nieprawdziwy demonstracyjnie, ale to nie znaczy, że niedolegliwy. Strzały zadawane w samo serce, które przedstawia w spektaklu przymocowany plastrem do piersi aktora chleb, w którego wnętrzu zatknięty zostanie także mikrofon, aby słychać było bicie cierpiącego serca, choć fizycznie nie bolą, to psychicznie obezwładniają, a widzowie stają się podglądaczami próby z Hiobem. Cóż z tego, że to teatr, cóż z tego, że odległy od naturalizmu, skoro materia jednak cierpi – zbrukane zostaną ciała i stroje ofiary i prześladowców, a nawet boskie szaty, kiedy spocznie na jego/jej kolanach sponiewierane ciało Hioba.
Jernej Lorenci zbudował spektakl swoim oryginalnym językiem – estetycznie spójny i na swój sposób wzniosły, jeśli ktoś zechce poddać się jego atmosferze i wytwarzanym emocjom. Może to nie jest przede wszystkim przypowieść biblijna, ale opowieść o ludzkim losie, poddanym nieprzewidzianym odmianom, nagłym zakrętom i ciosom, za którymi nie stoi żadna przewina ani zasługa człowieka. Vanitas vanitatum et omnia vanitas.
Tomasz Miłkowski
TWÓRCY:
reżyseria: Jernej Lorenci
dramaturgia(gr. dramatourgia), 1. twórczość dramatyczna, ogół utwo... More: Matic Starina
choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More: Gregor Luštek
muzyka: Branko Rožman
kostiumy: Belinda Radulović
scenografia: Branko Hojnik
OBSADA:
Małgorzata Abramowicz, Maria Kierzkowska, Anna Magalska, Julia Sobiesiak-Borucka, Mirosława Sobik, Agnieszka Wawrzkiewicz, Paweł Kowalski, Tomasz Mycan (gościnnie), Paweł Tchórzelski, Michał Marek Ubysz, Arkadiusz Walesiak
Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu ma małej scenie Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy, 28 maja 2022.
[fot. Wojtek Szabelski]
