Do Mai Kleczewskiej niektórzy mają żal, że w „Dziadach” opowiada Polskę nieświętą i nieromantyczną. Że pokazuje zmaltretowane kobiece ciało porzucone na zbrukanym ołtarzu ojczyzny.
W istocie, Artystka prowadzi feministyczną krytykę kultury ufundowanej na „Dziadach” ostro dialogując z literacką tradycją. W tej inscenizacji z faktu, że reżyseruje kobieta wynika nowy stosunek do Mickiewicza, do Konrada, którego gra Dominika Bednarczyk. A tym samym nowa relacja między doświadczeniem a tekstem.
Stąd zastąpienie retoryką feministyczną poetyckiego języka ukształtowanego w wiekach minionych. Przeciwnicy tej inscenizacji twierdzą, że to lekceważenie autorytetu wieszcza. Coś w tym jest. Feministyczne reżyserki łączy, by tak rzec, „kompleks Mickiewicza”. Maja Kleczewska bierze „Dziady” jako pre-tekst, by wypowiedzieć posłuszeństwo Mickiewiczowi. Zwraca się przeciw polsko romantycznemu porządkowi, który nam przesłania postrzeganie współczesnego życia. Chodzi o sentymentalne wyobrażenia o Polakach i naszej dziejowej roli.
A może o coś więcej. Poprzez detronizację, a nawet artystyczne zabicie (aż drżę pisząc te słowa) ojca kultury polskiej, feministki chcą objąć władzę i wprowadzić nowe reguły. Niczym muzyczną partyturę przepisują kanoniczne utwory patronów literatury na kobiece głosy. W ten sposób chcą przywrócić głos kobiet w społecznej komunikacji.
A jednak Mickiewicz, przy całym szarganiu najważniejszego dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More o Polakach, jest – we frapująco nieoczywisty sposób – patronem duchowym Mai Kleczewskiej .
Oto Konrad-bohater Polaków, który jest Dominiką Bednarczyk, który jest Mają Kleczewską. Ten Konrad został wrzucony w przestrzeń, której nie chce. To widmo zmierzające ku nam poprzez epoki, łączące teraźniejszość i przeszłość, by ponowić w 2022 roku bunt z powodu niesprawiedliwości w świecie. Dominika Bednarczyk wchodząc w rolę poety Konrada podejmuje romatyczną próbę, by magią słów naprawić świat. I Polskę.
Maja Kleczewska pokazuje, że Polska to nie kraj wymarzony i uprzywilejowany przez Mickiewicza. Jako formalny łącznik całego przedstawienia to właśnie Dominika Bednarczyk demonstruje nam kolejne sceny dramatu, jako przykłady krzywdy i cierpienia jednostek oraz grup społecznych.
Reżyserka prowadzi bardzo emocjonalną, bolesną i szyderczą dekonstrukcyjną grę. Metodą brutalnych przeciwieństw wobec szkolnej lektury „Dziadów” poddaje surowej krytyce model naszego życia. Analizuje mechanizmy represji począwszy od obrzędu wiejskiej gromady aż po bal u Senatora, czyli władzę.
Pokazuje polską menażerię okropieństw. Na cmentarz wraz z Guślarzem schodzi się Polska współczesna reprezentowana przez groteskowe figurynki. Są tu narodowe ofiary: matka z portretem zabitego syna, powstańcy warszawscy, Żydzi, także narodowe kurioza: kibole, ONR-owcy, tęczowe flagi. Sam obrzęd to wywoływanie obsesji i sadystycznych satysfakcji. Z kolei w klasztorze bazyliańskim w celi Konrada w wieczór wigilijny zbierają się współczesne uczestniczki strajków kobiet, więzione, głodzone i pobite, dla nich pieśń „Zemsta na wroga” staje się ich własnym hymnem.
Poprzez bluźniercze gesty demonstruje się tu zanik ideału miłości, a to wyniszcza religię i relacje społeczne. W celi Konrada przywołana jest opowieść Jana Sobolewskiego ze słynnym zrównaniem cierpienia Chrystusa na krzyżu i męki narodu polskiego. Aktorka recytująca ten fragment szyderczo spluwa, bo poniżone kobiety wiedzą, że cierpienie niewinnych nikogo nie obchodzi.
Potem na tle ołtarza Wita Stwosza obnażona zostaje nieświęta świętość. Ewa traci niewinność z Księdzem Piotrem, to perwersyjna lolitka na usługach dominacji mężczyzn. Nieświęty Ksiądz Piotr w akcie egzorcyzmów torturuje Konrada (jakby jego sceniczna kobiecość była szatanem), a następnie, po akcie miłosnym z Ewą jest tak wniebowzięty, że coś bredzi o „czterdzieści i cztery”.
Po tych dołujących sekwencjach oglądamy wspaniały satyryczny obraz balu u Senatora. Jan Peszek gra cudownie groteskowego Nerona. Obok Eryka Strindberga, Kaliguli Camusa, Kurza Conrada, to kolejny władca, dla którego wolność to represja bez ograniczeń. Roztańczony Senator Jana Peszka w rytmie menueta zarządza krwawym terrorem i śmiercią. Jest ponurym odbiciem każdej demonicznej władzy.
Całą inscenizację przenika ton katastroficzny w ocenie rzeczywistości społecznej. Represja jest samą istotą kultury. Konrad, który jest Dominiką Bednarczyk, który jest Mają Kleczewską, mówi w imieniu wszystkich cierpiących i skrzywdzonych. Reprezentuje wszystkie ofiary okrucieństwa politycznego, społecznego, rodzinnego. Jest Anią z Kijowa, która recytuje „Do przyjaciół Moskali”. I rozpaczającą Rollisonową. Każdą pobitą kobietą, czy to w carskim więzieniu, czy w czasie niedawnych ulicznych strajków.
Poetycka figura jaką jest Konrad w postaci kobiety wspartej na kulach, kalekiej, pragnie w Wielkiej Improwizacji boskiej władzy tworzenia, by wyzwolić ludzkość od cierpienia i represji. Wraz z tym widmem zabłąkanym w dziejach pragnie wysłuchania nowy świat miłości. Jest to głos feministyczny, ale i głęboko ludzki.
Te „Dziady” gniewne ponad miarę mają korzenie etyczne. Maja Kleczewska kłócąc się z Mickiewiczem o Polskę podejmuje wysiłek artysty poczuwającego się do odpowiedzialności za świat. A to jest bardzo romantyczne.
Barbara Hirsz
„Dziady” Adama Mickiewicza, reżyseria Maja Kleczewska, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Premiera spektaklu 19 listopada 2021 r. w 120-lecie prapremiery „Dziadów” w inscenizacji Stanisława Wyspiańskiego.
Spektakl prezentowany na 42 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych w 2022 r.
