Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

MARIA STUART

Ten dramat Schillera najwyraźniej chodzi za Wiśniewskim, realizuje go już po raz trzeci. Pierwszy raz miało to miejsce w Horzycy (2008) i przyniosło reżyserowi dobre opinie, a nawet nagrody. Inscenizacja w Narodowym różni się od tamtej sprzed kilkunastu lat, decyduje o tym inna przestrzeń i scenografia (w Toruniu scenografią zajmował się sam reżyser, także światłem i muzyką), ale istota adaptacji pozostała ta sama – starcie dwóch królowych naznaczone uwikłaniami politycznymi, religijnymi i moralnymi. Przy czym konsekwentnie reżyser usuwa na drugi plan Marię koncentrując uwagę na tym, co dzieje się wokół niej, a nie na niej samej. Pewnie to jedna z przyczyn niepowodzenia aktorskiego Wiktorii Gorodeckiej, artystki tyle razy podziwianej na scenie narodowej. Tym razem zawiodła jako Maria nawet technicznie (więcej niż połowy jej kwestii po prostu nie słychać). Koncepcja ostrego przechodzenia od szeptu i mamrotania do wrzasku okazała się dla jej roli samobójcza.

Początek zapowiadał spektakl inny: w świetnie zbudowanej, surowej przestrzeni zamku-twierdzy tkwiła bez ruchu jak przyśrubowana królowa Elżbieta, w każdej chwili spodziewająca się ciosu, niepewna przyszłości, ale zdecydowana bronić swojej pozycji. Ten początek był mocny, tak jak zakończenie, które też należało do Elżbiety – Danuta Stenka w długiej scenie wymownego milczenia kobiety zwycięskiej i jednocześnie przegranej dawała świadectwo udręczenia Elżbiety, która musi być twarda, choć wolałaby być kimś innym.

Ale tak naprawdę między tymi dwoma monumentalnymi scenami było mnóstwo przerażającej pustki – walka na dworze Elżbiety o wpływy wypadła retorycznie, a Mortimer (Karol Pocheć) modelowany na posłańca niebios (a nawet Jezusa) okazał się gwałcicielem spod ciemnej gwiazdy. Obie królowe padały na scenie (a dokładniej: na stole owiniętym plastikową folią) pastwą przemocy seksualnej i te sytuacje upodrzędniania kobiet (przecież władczyń) budziły podejrzenie, że reżyser lubi epatować takimi środkami, a puszcza niedopracowane dialogi i nieznośnie monotonne monologi Mortimera.

Premierę zakończyły owacje na stojąco (czy były przeznaczone dla udręczonej królowej katolickiej, być może), ale spektakl rozczarowuje swoją martwotą mimo zastosowania ostrych zabiegów (gwałt, finałowa histeria Marii itp.), mających wzmocnić jego temperaturę.

Tomasz Miłkowski

MARIA STUART Fryderyka Schillera, tłum. Jacek St. Buras, reżyseria Grzegorz Wiśniewski, scenografia, kostiumy, światło, projekcje wideo Mirek Kaczmarek, Teatr Narodowy, premiera 21 maja 2022.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.