Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BOWIE W WARSZAWIE

Tomasz Miłkowski krytycznie po premierze w Teatrze Studio:

Gdyby nie tytuł (i parę linijek w tekście), trudno byłoby się domyśleć, że akcja toczy się w Warszawie. Reżyser zadbał, aby wysterylizować spektakl z wszelkich aluzji do Warszawy lat 70. ubiegłego wieku. I choć autorka zastrzegała się, że to jej fantazja o tamtych czasach, bo i tak nie może ich pamiętać, urodziła się niemal dekadę później po krótkim „pobycie” Davida Bowie w Warszawie, to reżyser na jej fantazję nałożył swoją.

Tak czy owak, dorobiona legenda do tego „pobytu”, przypadkowego i krótkiego, po którym został jako echo utwór „Warszawa”, to rzeczywiście fantazja. Tak naprawdę wtedy, kiedy Bowie w naszej stolicy się pojawił (1973), nie wywołał większego wrażenia. Nie został też potraktowany jako symbol wolności czy też kolorowy ptak w szarej rzeczywistości. Bowie nie nadaje się na ten symbol choćby z tego powodu, że moment, w którym się zjawił, nie należał do okresu „wielkiej smuty”. Jeszcze trwał efekt Polski otwieranej na Zachód przez Edwarda Gierka, w której stawiano nie tylko fabryki małego fiata i wielkiej płyty, ale także powstawał już z ruin Zamek Warszawski (w stanie surowym), Warszawa szykowała się do roli stolicy europejskiego teatru jako gospodarz Teatru Narodów, Piotr Paleczny chodził w glorii laureata Konkursu Chopinowskiego i paru innych międzynarodowych konkursów, na „Balladynę” Hanuszkiewicza w Narodowym waliły tłumy, a Józef Szajna miał wystawiać „Replikę” i „Dantego” w Studio, gdzie dzisiaj Marcin Liber próbuje sprowadzić tamte dni do szarzyzny. Nie był to wcale okres siermiężny, ale wielkich nadziei, które niebawem prysły (wypadki radomskie, kartki na cukier i gospodarczy klincz), ale w spektaklu nici ze śladów tych przemian i nadziei. Widzimy za to kosmitę, jakiegoś robokopa, który pęta się po scenie (na koniec okaże się, że w ten sposób próbowano ukryć, że w spektaklu wziął udział najbardziej utalentowany aktor tego teatru Bartosz Porczyk) i usiłuje daremnie powiązać ze sobą poszczególne epizody, bo całość dramaturgicznie się rozsypuje.

Nie znaczy, że nie zdarzają się tu sytuacje ekscytujące, budzące prawdziwe zaciekawienie – Dorota Masłowska nie straciła przecież słuchu językowego, a jej zdolność przetwarzania języka ulicy, gazety, popkultury w język teatralny gwarantuje, że mamy szansę obcować i z zabawnym, i z przenikliwym słowem na scenie. Dialogi sióstr, matki Reginy (Marta Zięba) i ciotki (Ewelina Żak) stanowią prawdziwe perły tego spektaklu podobnie jak scena niewczesnych zalotów nieszczęsnego adoratora, hodowcy pieczarek, do panny Reginy – Robert Wosiewicz stworzył w tej scenie fenomenalną kreację zakompleksionego nuworysza. Również Maja Pankiewcz jako Regina – główna bohaterka postawiona wobec konieczności wyborów, których nie chce dokonywać, zmuszana do życia wedle ustalonych wzorców, a przecież wewnętrznie kochająca inaczej, szukająca nie partnera, ale partnerki – tworzy rolę, którą będzie się pamiętać. W szczególności emocjonalna scena, w której usiłuje popełnić samobójstwo, pozostaje w pamięci. Jej postać zresztą stanowi wymowny łącznik między dawnymi i nowymi czasy, łącznik niechlubny, bo świadczący, że opresje będące udziałem kobiet uległy tylko kosmetycznym zmianom, ale tak naprawdę nasiliły się, co przypominają pojawiające się w spektaklu ujęcia ze Strajku Kobiet.

A jednak mimo te zalety, do których dodać trzeba świetny występ zespołu Błoto, przedstawienie rozczarowuje. Zbyt ucieka od rzeczywistości – reżyser boi się skalać realizmem i nazwaniem po imieniu ukazanych postaci. Woli pokazać na koniec Chór Pieczarek (wątpliwy symbol konsumpcjonizmu epoki Gierka) niż Chór Rozsierdzonych Kobiet.

Tomasz Miłkowski

BOWIE W WARSZAWIE, scenariusz Dorota Masłowska, reżyseria Marcin Liber, scenografia / reżyseria światła Mirek Kaczmarek, kostiumy Grupa Mixer, muzyka zespół Błoto, Teatr Studio, premiera 18 grudnia 2021.

[Fot. Natalia Kabanow/Teatr Studio]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.