Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Na linii sensu i rytmu, czyli Mishima po polsku

Jagoda Opalińska o Madame de Sade Mishimy w reżyserii Macieja Prusa na Scenie Studio Teatru Narodowego:

Ta inscenizacja ma już dwa lata (prem. 16 kwietnia 2016) i sądzę, że co najmniej kilka pełnych sezonów przed sobą. Rzecz została bowiem znakomicie uszyta. Żadnych zbędnych ozdób. Pięknie stylizowany kontur, w którym myśl wspiera i dopełnia symbolikę. Gęste, plastyczne aktorstwo. Do spektaklu wrócę za moment, a teraz słowo o autorze.

Mishima Yukio. Twórca do trzewi japoński. Zachłanny na życie sam sobie wyznaczył deadline i wskutek politycznego spisku popełnił jesienią 1970 roku rytualne samobójstwo. W swoich teatralnych projektach sięgał tradycji kabuki i bunraku, a jednocześnie gdzieś pędził, eksperymentował, szukał nowych rozwiązań, gromadził pytania i… akcentował brak odpowiedzi. Wędrując drogami współczesnego japońskiego teatru shingeki, przywoływał rozmaite nurty amerykańskiej, francuskiej i angielskiej dramaturgii. Skupiony, wyrazisty jako prozaik – m.in. znana u nas powieść Złota Pagoda i opowiadania: Pawie, Umiłowanie ojczyzny. Jednak najbliżej mu było do działań teatralnych. Próbował je zatańczyć, zagrać, zainscenizować, lecz przede wszystkim i nade wszystko opisać. Mishima, artysta szczególnej miary. Cyzelator słowa, animator ruchu, wizjoner brzmienia. Uprawiając rozmaite formy teatru muzycznego (m.in. opera, operetka, rewia, balet), stale krążył wokół literackich wyzwań. Adaptował cały szereg tekstów – m.in. Orfeusz Cocteau, Brytanik Racine’a, Salome Wilde’a, Prozerpina Goethego, Męczeństwo św. Sebastiana D’Annunzio, Ruy Blas Hugo. Pracował ponad siły. Konstruował wciąż nowe, niepowtarzalne narracje – dialogi.

Właśnie tego rodzaju wypowiedzią jest dramat z 1965 roku Madame de Sade. Utwór kształtowany w szczególnym spięciu refleksji i emocji. Z jednej strony rzecz obciążona rozbudowaną werbalną ekwilibrystyką, z drugiej – precyzyjna i dociekliwa w odsłonach historycznych zbliżeń. Albowiem to historia stanowi fundament Mishimowskiej opowieści. Autor wykorzystuje tu materiał biografii Markiza de Sade, pióra Shibusawy Tatsuhiko. Wizerunki Madame de Montreuil oraz jej pięknych córek (Renée de Sade i Anna Prospère) trzymają się – choć niekiedy dryfując – faktografii. Również trzy fikcyjne portrety (Baronowa de Simiane, Hrabina de Saint-Fond, Charlotta) mieszczą się w pejzażu epoki. Ale nie wolno tym autentycznym odbiciom ulegać. Realistyczna perspektywa opiera się nie tyle na historii, ile na grze z historią. Grze, w której kluczowe funkcje pełnią: stylizacja, autoironia i psychologizm. Markiz de Sade, jako Główny Nieobecny kumuluje wszystkie uczucia sześciu kobiet. Odraza sięga zachwytu, tęsknota spotyka się ze strachem. Fabularne wątki to się plączą, to prostują.

I tak też tędy, owędy oprowadza widzów po Mishinowskim labiryncie Maciej Prus. Rytm, delikatną kreską obrysowany kontur uzasadniają ramy japońszczyzny. Półcień i delikatne półświatło (proj. Maciej Igielski) wydobywają sylwetki aktorskiej szóstki. Ściśle odmierzony każdy gest oraz ruch kształtują przestrzeń słowa. Sens otwiera metaforę, zaś pytanie sięga wieloznacznej puenty. Kostiumy (scen. Jagna Janicka) – utrzymane formułą estetyzmu zarówno w wyrafinowanej kolorystyce, jak i kroju – współorganizują zasady teatralizacji przekazu. Szlachetny poetycki skrót i oszczędny plastyczny obraz określają harmonijny układ aktorskich działań.

Pierwszy ton wprowadza trójka: Ewa Wiśniewska, Beata Ścibakówna, Dominika Kluźniak. Wiśniewska, która przed laty odkrywała sekrety Renée w starciu z Aleksandrą Śląską (Ateneum 1988), teraz porusza się na planie kontrastu i determinacji. Takie kierunki wyznacza aktorce macierzyńska miłość Madame de Montreuil uwikłana w związki obyczaju, etosu i polityki. Tryb rozmowy, sposób noszenia się i noszenia sukni tworzą szczególną syntezę, przy wspaniałej różnorodności środków wyrazu. Co tam dużo mówić. Po prostu aktorstwo najwyższej rangi!

Ostro, chwilami wręcz drapieżnie, ale też w mocnych formalnych cuglach utrzymała postać Hrabiny de Saint-Fond Beata Ścibakówna. Czuć i słychać ujawnianą bez wszelkich ograniczeń życiową zachłanność. Ten lot w płomieniach żywiołów rzeczywiście zapowiada tragiczny epilog. Ma bowiem w sobie coś ze stanu skrytego w XVII-wiecznym buduarze kamikadze. Jeszcze inaczej otwierając, lub zamykając uczuciową galopadę, balansuje między gniewem, rozpaczą, a tęsknotą Renée de Sade Dominiki Kluźniak. Aktorka po raz n-ty potwierdza, że sięgnie każdej materii roli od łez po uśmiech. Soczysty temperament, odwagę w wykrzyczeniu prawdy o własnych marzeniach trafnie zaznacza Milena Suszyńska. Autonomiczne miejsce w modlitewnym skupieniu – mimo że ją akurat tłumi bezbarwna suknia – tworzy dla Baronowej de Simiane Aleksandra Justa. No i jeszcze epizod służącej Charlotty Anny Gryszkówny, która ze ściśle wytyczonego szlaku przechodzi pod rewolucyjny sztandar, co brzmi i mocno i ostrzegawczo.

Mishima po polsku wedle tonu znakomitej roboty reżyserskiej i świetnego aktorstwa niesie powiew spektaklu, który powinno się obejrzeć.

Jagoda Opalińska

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.