Grażyna Korzeniowska dzieli się swoimi refleksjami po 37. WST:
Refleksje, bo o spektaklach zaprezentowanych na tegorocznych spotkaniach napisano wiele recenzji, wystawiono im wiele ocen, wielokrotnie oszacowano. Refleksje, bo też mało zdarzyło mi się tych spotkań z teatrami pozastołecznymi z racji, by tak rzec, niewystarczającej podaży do popytu. Co zresztą cieszy, że każdoroczne, od 37(!) lat, prezentacje budzą tak masowe zainteresowanie, iż bilety, karnety, wejściówki znikają w okamgnieniu, a frekwencja na widowni przekracza dużo ponad 100 procent!
*
A zatem…
Spotkanie pierwsze. Ekscytujące.
Takie zawsze są spotkania z Teatrem Pieśń Kozła z Wrocławia. Tym razem przedstawił „Wyspę” w reżyserii (i twórcy tegoż teatru) Grzegorza Brala, zrealizowaną na motywach „Burzy” Wiliama Szekspira. Swoją uwagę twórcy spektaklu skupili na „(…) oszalałej wyobraźni starca Prospero – jak wyjaśniają – który przykuty do swego więzienia snuje marzenia i sny. Człowiek zdradzony i oszukany żyje wyłącznie marzeniami, które sam stwarza. Wyobraźnia Prospero jest poetycka i magnetyczna. Kreuje on wszystkie postacie, które go otaczają, będąc każdą z nich i żadnej z nich nie widząc naprawdę”.
Spektakle Brala w wykonaniu międzynarodowego zespołu artystów są perfekcyjnym połączeniem muzyki, śpiewu i choreografii(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More. „Wyspa” nie operuje na tak wysokich emocjach, jak, również goszczące na WST, „Pieśni Leara” i „Portery wiśniowego sadu”. Jej narracja mimo pewnych porywów ponawia się powolnieje. Jest przecież oglądaniem przeszłości, odtwarzaniem dawnych przeżyć, przeglądaniem się w lustrach czasu. I właśnie niemal finałowa scena z lustrami, które zamykają się wokół postaci, otaczają ciasnym kręgiem (oznaczającym: nie ma już teraźniejszości, ani przyszłości jest tylko przeszłość oglądana we wspomnieniach – lustrzanych odbiciach) jest najpiękniejszą sekwencją „Wyspy”. Wielkim, tragicznym podsumowaniem ludzkiego życia.
W Teatrze Pieśń Kozła cieszy zawsze udział polskich artystów (m.in. Kacper Kuszewski i Monika Dryl w „Pieśniach Leara”). W „Wyspie” pięknie zaprezentowała się Magdalena Kumorek, pokazując, że dysponuje nie tylko świetnym głosem, którym bezbłędnie operuje, ale przejmującą siłą dramatycznego wyrazu.
*
Spotkanie drugie. Intelektualne.
Grę intelektualną zaproponowała widzom Anna Augustynowicz. Jej inscenizacja „Ślubu” Witolda Gombrowicz, którą zrealizowała z aktorami Teatru Współczesnego w Szczecinie i Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, jest traktatem filozoficznym o twórczości, o tworzeniu. Henryk (bardzo dobry Grzegorz Falkowski), powołujący do życia postaci zrodzone w jego wyobraźni, z jego tęsknoty, przekonuje się, że twórca niecałkowicie włada stworzonym przez siebie dziełem, że w pewnym momencie ono zaczyna władać twórcą. Przenosi się to także w szerszy kontekst stosunków z bliźnimi. Stwarzają nas inni, kontakty z nimi, ich zachowania, ich oczekiwania wobec nas wymuszają na nas określone zachowania, często w niezgodzie z nami samymi (ten problem – jest stale obecny w twórczości Gombrowicza), ale także zmieniają nas wydarzenia (tutaj wojna – jest o tym mowa w dramacie), okoliczności, które przydarzają nam się w życiu.
Anna Augustynowicz stworzyła spektakl jasno wykładający filozofię autora, klarowny, a przy tym niepozbawiony wdzięku z odrobiną stosownego ironicznego humoru. Dobrym tłem do tych intelektualnych rozważań jest minimalistyczna, czysta graficznie, funkcjonalna scenografia (Marek Braun). Świetne role Matki i Ojca głównego bohatera stworzyli Joanna Matuszak i Grzegorz Młudzik. Brawo!
*
Spotkanie trzecie. Rozczarowujące.
Spektakle „Joanna Szalona; Królowa” i „Caryca Katarzyna” duetu Jolanta Janiczak (dramaturgia(gr. dramatourgia), 1. twórczość dramatyczna, ogół utwo... More), Wiktor Rubin (reżyseria) były propozycjami bardzo odważnymi, a zarazem ożywczymi zarówno pod względem dramaturgii – nowego spojrzenia na postaci historyczne, sposobu ich opisania, a zarazem stały się kanwą do opowiedzenia o naszej współczesności – a także inscenizacji – mocnej, odważnej, niebojącej się prowokacji wobec publiczności („Caryca Katarzyna”).
„Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy” wystawione na scenie Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy Jolanty Janiczak (tekst, dramaturgia, kostiumy) i Wiktora Rubina (reżyseria) mimo podjęcia słusznego, i na czasie, tematu – emancypacji kobiet – wciąż pozornej; i stawiania pytań o społeczną odwagę, o bojaźń przed innością, o siłę oddziaływania jaką jest teatr, o prawdę, i wiele jeszcze innych – utonęły w inscenizacyjnym chaosie, potykającym się o nadmierną emocjonalność, zapętlenia myśli i często przeciwstawne tezy stawiane przez autorów tego teatralnego quasi happeningu.
Grażyna Korzeniowska
