O wadze i powadze zawodu aktorskiego
Maciej Wojtyszko rekomendując książkę Andrzeja Siedleckiego – Być aktorem [wyd. Fosze 2010] – podkreśla walor lektury czytanej „z ciekawością i uwagą”. Ja wybrałabym raczej aspekt pożytku i edukacji.
Maciej Wojtyszko rekomendując książkę Andrzeja Siedleckiego – Być aktorem [wyd. Fosze 2010] – podkreśla walor lektury czytanej „z ciekawością i uwagą”. Ja wybrałabym raczej aspekt pożytku i edukacji.
Wykluczenie z rozmaitych przyczyn – kulturowych, rasowych, seksualnych – znalazło w ostatniej dekadzie szczególnie silny wyraz w twórczości polskich artystów. Od 30 września do 3 października trwał w stolicy festiwal WYKLUCZENI. NIEWYKLIUCZENI?, będący sekwencją zdarzeń artystycznych, spotkań, dyskusji i warsztatów, których spoiwem jest motyw wykluczenia społecznego. Inspiracją do zaprojektowania tego programu było ogłoszenie przez Parlament Europejski i Radę Europy roku 2010 – Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym, a głównym celem uwrażliwienie na rozmaite przejawy wykluczenia. Polska sekcja AICT była partnerem tego projektu, któremu patronowała Prezydent m. st. Warszawy, pani Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Kategoria obcości jest we współczesnym dyskursie humanistycznym tak często obecna, wręcz zbanalizowana, że warto by zacząć od jej konkretyzacji. Otóż skupię się na jej socjologicznym, a nie psychoanalitycznym aspekcie, zostawiając na boku filozoficzne rozważania o tożsamości, coraz częściej definiowanej poprzez doświadczenie Innego/Obcego w sobie. Interesuje mnie obcość w aspekcie życia kolektywnego, a nie jednostkowego
„Dopóki temat polsko-żydowski będzie żywy, bolesny, niezaleczony – powinien odnajdywać swoje miejsce na scenie w kolejnych odsłonach kolejnych dramatów. A ja mam wrażenie, jakby już go traktowano jako chwilową (i kłopotliwą) „modę”, która wprawdzie nadeszła, ale powoli przemija i staje się dla teatrów nieatrakcyjna (…) Temat, który ledwo się zaczął, już jest odtrąbiony jako zakończony, jako nadobficie reprezentowany w teatrze. Nie zgadzam się z tym i osobiście boleję. Bardzo bym chciała, aby pojawiały się sztuki, które pokazują nas odbitych w lustrze takimi, jakimi jesteśmy. Z naszymi fobiami, strachem, wyparciem niewygodnej prawdy w imię pięknego wizerunku. Aby weszły w krwiobieg społeczny i pobudziły kogoś do myślenia”, tak pisała rok temu w felietonie Małgorzata Sikorska-Miszczuk, jak o sobie samej powiada, dramaturżnica, autorka „Walizki”, jednego z ciekawszych dramatów o sprawach polsko-żydowskich. Jej troska jest uzasadniona – byłoby doprawdy niewybaczalnym błędem, gdyby wysoka fala zainteresowania teatru odkłamaniem stosunków polsko-żydowskich i zbudowaniem nowego porozumienia opadła, okazała się chwilową modą, a demony antysemityzmu znów zatriumfowały, stojąc na straży wykluczenia obcych, tak jak to się stało po Marcu 1968.
Dowiedz się więcej »Polacy – Żydzi, dwie dekady teatralnego dialogu
I.
Na wstępie nie bez powodu przytaczam słowa wybitnego polskiego artysty, nieżyjącego już od prawie 15 lat reżysera. Krzysztofa Kieślowskiego:
Ból zęba jest taki sam dla wszystkich: dla komunisty i dla anarchisty , dla Polaka i dla Afrykańczyka , dla idealisty i romantyka„- mówił w jednym z wywiadów i dodawał: „Zawsze tak było. Dlatego ja staram się szukać tego, co ludzi łączy, a nie tego , co dzieli. Ważne jest , żeby twórca stawał po stronie tego co łączy, żeby był stronie tych, którym jest dzieje się źle, którym jest smutno, którzy zostali czegoś pozbawieni, zostali odrzuceni albo coś stracili…
Czy mówiąc to Kieślowski nie przeciwstawiał się żarliwie wykluczeniu
Żyję w autonomicznym kokonie, w autonomicznej samotności – mówi Tadeusz Konwicki. – To jest cena trzymania się swojego. Co ja tu robię? – pytałem w „Małej Apokalipsie”. Dziś, jak patrzę na całokształt tego, co mnie otacza, to myślę, żeby się stąd wydostać jak najszybciej… Najbardziej wstrząsające jest to, że „Mała Apokalipsa”(1979) pisana przeciw komunie, przeciw totalitarnemu zniewoleniu jest żywa i aktualna dzisiaj. Nie tylko dla Konwickiego.
Wspomnienia o kimś – to przy okazji również o sobie. Nie ma wspomnień o kimś bez jego relacji z nami i szerszym tłem. Wojtka Siemiona poznałem prawie pół wieku temu, no, może przed 45 laty, podobnie jak większość twórców starszego pokolenia. Wtedy byłem dopiero co upieczonym asystentem Polonistyki na UW, sekretarzem osobistym profesora Witolda Doroszewskiego, zajmowałem się składnią, dłubałem w języku Słowackiego, Norwida i Mrożka, ale i we własnym.

U Tennessee Williamsa tramwaje nie mają numerów, tylko nazwy, ten autorski nazywał się „Pożądanie”. W bohaterach tamtej sztuki, w jej formie i magii, Krzysztof Warlikowski odkrywa nową rangę ważności. U niego trwały element pejzażu urbanistycznego, jakim jest un tramwaj /tramwaj, to archetypowa scena nowoczesna. Tak w Warszawie, jak gdzie indziej tramwaje nocą biegną liniami rozświetlonymi jak żyły miast. I choć tam mają piękniejsze pojazdy, to ludzie są w nich tak samo samotni. 
Witold Gombrowicz – już jako klasyk współczesnej literatury nie tylko polskiej lecz i światowej – jawi się jako autor dzieł w swojej strukturze i problematyce wielowarstwowych; wskazuje się na powinowactwa jego prozy i dramaturgii z dorobkiem najwybitniejszych twórców literatury europejskiej. W przypadku klasyków taka komparatystyka jest normą. Zastanawia inne zjawisko. Im bardziej kolejne interpretacje twórczości Gombrowicza szybują w przestrzeń klasyki literatury światowej, tym bardziej zaciera się wizerunek pisarza jako artysty organicznie zespolonego z kulturą polską i zarazem jako artysty krytycznego wobec tej części owej kultury, która spełnia się w służbie narodowo ksenofobicznie pojmowanego patriotyzmu.
Teatry zawodowe z całego kraju stanęły do rywalizacji w festiwalowym konkursie Korczak. Teatr Polski (Warszawa) zaproponował inscenizację przypowieści Collodiego Pinokio. To bajkowe widowisko Jarosława Kiliana, który spektakl wyreżyserował i stworzył scenografię.
Istnienie teatru dziecięcego uznać należy za aksjomat. Jednak niezbędne jest ciągłe podejmowanie pytań o istotę tego teatru oraz rewidowanie jego dotychczasowych założeń. Swoista niezmienność estetyki teatru dla dzieci często sprawia, że staje się on solidną redutą prostoty, broniącą dziecko przed nowoczesnością na siłę. Problem zaczyna się w momencie, gdy ta niewielka elastyczność teatralnych propozycji dla młodego widza nie wynika ze świadomej decyzji twórców, tylko z pewnych przyzwyczajeń, z „chodzenia na skróty”. Do tego typu spektakli należy, moim zdaniem, „Tristan i Izolda” grany w szczecińskim Teatrze Współczesnym od przeszło siedmiu lat.
Na Zaświaty czyli czy pies ma duszę? w och-teatrze wybrałam się z zaciekawieniem pobudzonym przez fakt, że jest to debiut reżyserski Marii Seweryn oraz przez samą tematykę sztuki. Zaświaty: miejsce owiane tajemnicą, miejsce nadprzyrodzone, pozagrobowe. Sekret zgłębiany i odkrywany przez niekwestionowanych mistrzów pióra: Homera, Wergiliusza, Dantego, a na polskim poletku choćby przez Kochanowskiego czy Różewicza. Czy ubarwione nutką satyry współczesne spostrzeżenia na temat zaświatów i śmierci, sprostają wyzwaniu wymagającego widza?
„Piękno Szekspira to jego prostota i zrozumiałość. Mam tu myśli postaci. Są one łatwe do zrozumienia i zawsze da się znaleźć klucz do nich w samej sztuce”.
Helena Modrzejewska
Słowa Modrzejewskiej przytaczam tylko ku przestrodze i nauce, bo Szekspira w Warszawie było w tym sezonie jak na lekarstwo (tylko Opowieść zimowa w reż. Jarosława Kiliana w Teatrze Polskim), a jeśli bywał w kraju to jako Szekspir „przepisywany”. Kłopoty z Szekspirem najlepiej ilustrują trudności jury festiwalu w Gdańsku, które nie zdecydowało się przyznać nagrody głównej, Yoricka, dla najlepszego polskiego spektaklu szekspirowskiego, kontentując się wyróżnieniem (Co chcecie albo Wieczór Trzech Króli w reżyserii Jacka Borcucha w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu).
Dowiedz się więcej »Przewodnik po aktorach (nie tylko) warszawskich. Sezon 2009/10 Rok XIII
Ta wiadomość ucieszyła licznych wielbicieli jego talentu. Mario Vargas Llosa, pisarz wyśmienity, z darem opowiadania, ale jednocześnie nowoczesny, smakujący krytykom i czytelnikom bez szczególnego przygotowania filologicznego, otrzymał Nagrodę Nobla. Chyba nikt nie wystąpi z teza, że to werdykt kontrowersyjny, jak to w ostatnich czasach często się zdarzało.
Z tej okazji przypominamy felieton sprzed dziesięciu lat, pisany na marginesie premiery Panienki z Tacny w warszawskim Teatrze na Woli. Llosa bowiem należy do niespełnionych dramaturgów, który nie mogąc zrobić kariery w teatrze poświęcił się prozie.
Ukazuje się w Koszalinie od dziesięciu lat. Właśnie obchodzi swój jubileusz. „Miesięcznik” – pismo społeczno – kulturalne.

Spektakl „Historia Marcela, samotnego clowna” Compagnie Les Bleus de Travail z Francji otworzył w warszawskim Teatrze Lalka 14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów dla Dzieci i Młodzieży – Korczak. Otworzył w sposób dosłowny, bo podjął temat być może najistotniejszy. Kim my ludzie jesteśmy.
OPERA W GARAŻU to nowa propozycja Teatru Druga Strefa, która ma przybliżyć mieszkańcom Warszawy kameralne spektakle operowe, pokazywane w nietypowym jak na operę miejscu. Już 9 października spektakl MACIEJEWSKI MASKI WŁADZY, a w tym sezonie jeszcze dwa inne spektakle gościnne z Teatru Wielkiego w Poznaniu.
To już dziś.O godz. 18 w pubie Sowa zaczynamy DEMOLUDY muzycznym akcentem.Wystąpią:Kuzmich OrchestraLongital The Lollipops Každému voľný vstup – czyli wstęp wolny. A od środy… Dowiedz się więcej »Demoludy startują
Andrzej Falkiewicz. Myśliciel, krytyk, pisarz. Mędrzec, jak zawsze mówił o Nim Jarosław Szymkiewicz. Postać dla mnie niezapomniana i wyjątkowa.
Dowiedz się więcej »ODSZEDŁ GURU I MĘDRZEC. I NIEZWYKŁY CZŁOWIEK.
Zarząd polskiej sekcji AICT/IACT (Klubu Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy RP) przyznał Nagrodę im. Tadeusza-Żeleńskiego Boya’ 2010 JANUSZOWI GAJOSOWI za wybitne kreacje aktorskie na deskach Teatru Narodowego, ze szczególnym uwzględnieniem ról tytułowych w „Śmierci komiwojażera” Arthura Millera w reżyserii Kazimierza Kutza i „Dozorcy” Harolda Pintera w reżyserii Piotra Cieślaka.
