DOROTA STALIŃSKA. PIĘĆDZIESIĄT LAT PRACY ARTYSTYCZNEJ
To był wieczór wielu wzruszeń.
Wdzięczność – za pięć dekad wzruszeń.
W Teatrze 6 piętro, gdzie Dorotę Stalińską od lat można podziwiać w „Pięknej Lucyndzie”, odbyła się gala jubileuszowa z okazji pięćdziesięciolecia jej działalności artystycznej.
Złoty medal „Gloria Artis”, medal stulecia ZASP’u, adresy i wyróżnienia, piosenki Doroty i dowcipna konferansjerka Piotra Gąsowskiego, a wreszcie nieśmiertelna „Żmija” – poruszający monodram grany przez Stalińską od 1978 roku.
Miałem zaszczyt wygłosić wczoraj jedną z laudacji na cześć Doroty.
To prowokowało wspomnienia.
Wracając po północy do domu, myślałem jakim jest ewenementem w naszym artystycznym pejzażu.
Stalińska to Stalińska. Z nikim nie pomylisz.
W „Fotonostalgii”, Agnieszka Osiecka (późniejsza autorka tekstów piosenek dla Doroty) pisała, że kiedy wyszła z kina po „Krzyku” Barbary Sass, poczuła, że film zrobił na niej potężne wrażenie, zwłaszcza odtwórczyni głównej roli, że ta dziewczyna to torpeda, i takich dziewczyn u nas nie było dotąd; ale, notowała dalej Osiecka, była w tym jakaś półprawda. „Perełka” jest nieprawdziwa. Nikt tak przecież nie chodzi, lekko tańcząc właściwie, nikt tak ostentacyjnie nie żuje gumy. Ona to sobie wymyśliła. Zagrała. To jest sztuczne, sztuczny miód.
Krótko potem wybrała się Osiecka na Pragę. To był maj, pachniała Szmulowizna.
A tam wszystkie dziewczyny były jak „Perełka”, jak Dorota. Tak chodziły, tak się poruszały, tak żuły gumę.
„Oho – pomyślała Osiecka – ona wie o tych dziewczynach coś, czego ja nie wiedziałam. To będzie ktoś”.
Był ktoś, jest ktoś. Okazała się kimś.
Role teatralne, monodramy, role kinowe. Przede wszystkim Barbara Sass, unikatowa relacja, unikatowa zupełnie, w zasadzie nie było takich długofalowych relacji w polskim kinie, relacji reżyser-aktor, reżyserka-aktorka, symbol-symbol.
Sass, zgoda, ale przecież także: Holland, Wajda, Kieślowski, Bajon, Skolimowski, Machulski, Łazarkiewicz.
Czujecie rangę tych nazwisk?
Zawsze Dorota.
A jeszcze działalność społecznikowska, samorządowa, jeszcze muzyka, jeszcze pieśni, jeszcze poezja.
Największy dar, największe szczęście – stworzyła coś własnego, coś oryginalnego.
Styl Doroty Stalińskiej.
Niepodrabialny styl. Życia i grania, i brania z życia pełnymi garściami.
Drugiej takiej nie było i nie będzie.
Kiedyś „Perełka”, dzisiaj perła.
I to z poważnymi orderami!
Łukasz Maciejewski
***
Foto: Teatr 6 Piętro / Jarosław Niemczak
Wojciech Mann
