Stworzenie spektaklu o pomnikowym bohaterze nie jest zadaniem łatwym.
Potwierdza tę regułę najnowszy musical poświęcony Stefanowi Starzyńskiemu w Teatrze Syrena wedle scenariusza i w reżyserii Konrada Imieli. I to mimo bezbłędnego obsadzenia tytułowego bohatera.
Przemysław Glapiński gra Stefana Starzyńskiego koncertowo. Trzyma cały czas jego maskę, sposób zachowania zapamiętany z fotografii, a także przekazów filmowych, charakterystyczny sposób mówienia. Wszystko to uwiarygadnia tę postać. Także wiele detali w scenariuszu, wiele sytuacji scenicznych sprzyja temu, aby tę postać z pomnika zdjąć. Już sam początek spektaklu przykuwa uwagę, przez ponad 10 minut obserwujemy bohatera, który nerwowo się przechadza, zmaga ze sobą. Przymierza do samobójstwa, przeżywa psychiczne udręki i podnosi z upadku. To wielka improwizacja Glapińskiego, której fragmenty wyśpiewa potem Mateusz Tomaszewski.
Poznajemy Starzyńskiego w nocy z 26 na 27 października 1939 roku, a więc w nocy, kiedy zginął w tajemniczych okolicznościach z rąk niemieckich oprawców. Jest już po wszystkim. Warszawa padła. Starzyński jest już byłym prezydentem, który wciąż wierzy w możliwość ocalenia miasta, choć przeżywa liczne wątpliwości, koszmary, senne wizje. Snują się w jego głowie wspomnienia, postaci, z którymi walczył, z którymi się stykał, które kochał, z którymi próbował budować coś nowego, nie zawsze pięknego.
Wszystko to przybliża do bohatera, a zwłaszcza sceny, w których spotyka się ze Stanisławem Lorentzem. W tej roli zobaczyliśmy Alberta Osika. Lorenc, dyrektor Muzeum Narodowego, jest najbliższym współpracownikiem Starzyńskiego, kimś, kto pomaga mu na co dzień, kto go pokrzepia, ale któremu też towarzyszy w jego niepokojach.
Mimo tych zalet nie jest to spektakl w równy, ma swoje wyraźne zachwiania. Pomysł, aby oprzeć rusztowanie scenariusza na zestawieniu losów Starzyńskiego z poezją Mickiewicza, zwłaszcza wielką improwizacją i innymi fragmentami z dzieł Mickiewicza, mógł wydawać się interesujący. Chodziło o to, aby pokazać Starzyńskiego jako kogoś zakotwiczonego w romantycznej tradycji. A jednak Mickiewicz wyśpiewany, mimo całego talentu Mateusza Tomaszewskiego, wykonawcy roli Adama Brodzińskiego – aktora, pojawiającego się w sennych wizjach prezydenta, nie sprawdza się na scenie. Mickiewicz wyśpiewany nie ma już tej mocy, która tkwi w jego wierszach pamiętanych z mistrzowskich wykonań wielkiej improwizacji. Coś z nich wyparowuje, znika ta siła ogromna, i cały zamysł traci sens.
Podobne zastrzeżenia budzą postaci dwóch młodych gestapowców, którzy pojawiają się na scenie w wielu sytuacjach, wysokich, pięknie umundurowanych, poruszających się w uwodzicielskich układach choreograficznych. Jeśli ich obecność miała przypominać o zagrożeniu cały czas wiszącym nad życiem Starzyńskiego, to również nie udało się o tym przekonać publiczności. To raczej estetyczny ornament spektaklu niż groza, jaka zawisła nad losem tytułowego bohatera.
Wreszcie finałowa scena, w której projektowana wizja architektoniczna Warszawy zostaje spuentowana pożarem makiety miasta, nawiązująca do powstania warszawskiego, wydaje się niepotrzebnym komentarzem do losów Starzyńskiego. Wiadomo, że jego projekty nie ziściły się, wiadomo, że legły pod gruzami Warszawy, ale to już należy do innej historii, a ogień na scenie to zawsze niepotrzebne ryzyko. Słowem powierzchowne pokusy dydaktyczne po części zniweczyły próbę stworzenie opowieści o człowieku, a nie o herosie z czytanki.
Niezależnie od tych wad, spektakl ogląda się z zaciekawieniem, choćby dla roli Przemysława Glapińskiego. Wart pochwały jest sam zamysł, aby stworzyć z tej historii, pozornie tak znanej, ale nie do końca opowiedzianej, spektakl ukazujący, jak dramatyczna jest przeszłość Warszawy, jaka droga wiodła do odbudowy stolicy, do tego, by stała się, jak marzył Starzyński, jeszcze piękniejsza.
Znamienne, że w spektaklu pojawia się postać Syreny, pomnikowej Syreny, powstałej z inicjatywy prezydenta Starzyńskiego. Ta Syrena w Teatrze Syrena sprawia wyjątkowo silne wrażenie, stając się znakiem rozpoznawczym teatru w samym sercu Warszawy.
Tomasz Miłkowski
STARZYŃSKI. Musical, scenariusz i reżyseria Konrad Imiela, muzyka Grzgorz Rdzak, Teatr Syrena, premiera 28 lutego 2026.
