Myślę sobie, że Edward Albee(1928-2016), dramaturg amerykański. Debiutował jednoaktów... More mi wybaczy łobuzerską trawestację tytułu: Kto się boi Wirginii Woolf. Chociaż powinowactwo formy kieruje widza bardziej w stronę Opowiadania o ZOO. Ale patrząc tak czy siak – czuć wspólnotę groteskowych zwrotów, pobliże autoironii.
U źródła inscenizacji Szkoły katów (premiera 21 II 2026, Rabka, Teatr Rabcio) znajdują się teksty Andrzeja Waligórskiego. Adam Walny płynie tym nurtem uważnie i pod kuratelą desygnatu. A równocześnie żegluje wedle busoli własnej, intrygująco rozwibrowanej wyobraźni.
Tędy prowadzi piękna, kształtowana niepowtarzalną synestezją, teatralna wyprawa. Podróż zakolami twórczej niezgody na efekcik, manipulatorski ślizg. Ten horyzont wyznacza już Andrzej Waligórski. Inteligent-prowokator. Od stóp do głów radiowiec. Od pauzy do puenty satyryk. Mistrz skrótu, wirtuoz aluzyjnych kamuflaży. Co prawda sam unikał politycznych etykiet, lecz z wrocławskiej rozgłośni słał komunikaty celowane w trzon PRL-owskich nonsensów, obnażając przejawy „wicie-rozumicie”. To Jemu Kabaret Elita zawdzięczał styl, smak i haust tlenu. Właśnie wśród takich przestrzeni chadzał niesiony historią, tromtadracją oraz realem wyzierającym przez dziurkę w płocie waligórski Dreptak. Szedł, popatrywał, aż spotkał prawdziwego Artystę Teatru…
I się proszę Państwa zagotowało. Adam Walny dotknąwszy myśli, serducha, nerwicy – tęsknicy, ożywił dwanaście figuratywnych postaci. Ożywił w sobie tylko znany sposób materię przedmiotu, techniczny splot, trzewia, wywrotny żart, szczery uśmiech, narratorski unik i krążący charakterystyczną – nota bene bardzo walną ścieżką – smutek. Figuratywny szlak oznaczają nie tyle nazwy, co przezwy. Są drogowskazem, wyzwaniem, sterem.
I Przypalany, w końcu odcięty
II Bez głowy a nawet oczka
III Rozcięty a nawet rozerwany
IV Zapity na śmierć, ale bezskutecznie
V Kochankowie w części i w całości
VI Wyciskany jak cytrynka
VII Sfajdany ze strachu, choć miało być tak przyjemnie
VIII Tańczący z głodu
IX Łysy nawet jeśli chodzi o inne atrybuty
X Dreptak pod napięciem z różnych względów
XI Giermek rozpięty dosłownie i w przenośni
XII Ten sam, co się nadział – jak pączek marmeladą
Zatem krnąbrna dwunastka w oparach gęstej teatralnej metamorfozy nieustająco kształtowanej na osi werbalnego absurdu, że zacytuję jeden fragment: „Już profesor dał zadanie z wdziękiem i dezynwolturą. Student Dreptak, wasz skazaniec ma się przyznać, że jest kurą”. Teatr tu wchodzi i formą, i grą o formę. Ale projekcja wciąż biegnie. Precyzyjnie stymulowany dwugłos Waligurski-Walny nie rezygnując z satyrycznych nawiasów, chłonie warstwy monologu zbieranego wzdłuż i wszerz poszczególnych sytuacyjnych ujęć. I właśnie ten monolog ma odcień uwalnianej samotności, ton, którego strzeże do szpiku prawdy inscenizatorska wizja.
Talent, żar, bezkompromisowość, kreatywny determinizm. Czy dlatego ktoś się boi Adama Walnego? Na pewno nie widownia, która zaskoczona lub zadziwiona trybem przekazu, żywiołowo reaguje na ogień i koloryt wyobraźni. Wieść niesie, że akurat w Rabce pewien niepokój budziła już in statu nascendi repertuarowych planów tytułowa szkoła kojarzona rzutem 1:1 z rejonami sado-macho. (sic!). Coś w typie ocen: nie czytałem, nie obejrzę, bo wiem. Jasne, że strzał mierzył równocześnie i w stronę tekstu, i spektaklu. Tym niedowiarkom dedykuję cudownie garnirowaną wypowiedź Magnifikata:
Toż kat z katem
Jak brat z bratem:
Zawsze katu kat pomoże,
Chatę znajdzie mu i szatę
Chleb, herbatę,
Miękkie łoże.
Kat da katu flaków, makat,
Katamaran, Kaśkę, fiata.
A gdzie etat kata vacat,
Tam na etat pchnie kat kata
No cóż. Groteska fruwa wysoko. Inscenizacja szybuje. Myślę sobie, że Redaktor Waligórski, wszak rodem z Nowego Targu, uśmiecha się, przelatując chmurą nad Rysami. Więc krytyk tylko wysyła tknięty smugą apel. Jednak najpierw brawa dla panów muzyków Daniela i Kamila Malcharów, którzy szukali brzmienia dla rytmu i tempa narracji. A teraz wspomniany apel do aktorskiego zespołu: Agnieszka Kwiatkowska, Piotr Serafin, Filip Bochenek, Łukasz Łęcki, Bartłomiej Zdeb. Fakt faktem, iż Wszyscy profesjonalni. Natomiast zbyt często działający obok polifonii: serio-zabawa. Trop figuratywnych zbliżeń i stop klatek żadną miarą nie generuje hierarchii desygnatów. Ale każdą miarą otwiera spór, uwalnia drogi w poprzek stereotypu… Dlatego radzę drążyć, wędrować na opak, na wspak, po prostu. Eskapada warta ekspresyjnej dociekliwości.
Wszyscy wiemy, że stan kreatywnego ryzyka jest podglebiem sztuki. Strachy na lachy wobec wspaniale osobnego Artysty to prawie reguła. Zresztą Adam Walny nie potrzebuje wsparcia. Lecz odbierając czasem przykre środowiskowe zwidy, dołączam post scriptum. Drogi Widzu, gdy spotkasz Jego spektakle, na pewno usłyszysz wyrazisty puls teatru. Dziś opcja rzadka. Może stąd szeptacze, których Walny przestrasza. Bo jak pyta Arcy-Poeta Norwid: „Ty, skarżysz się na ciemność mej mowy; – Czy też świecę zapalałeś sam?”.
Jagoda Opalińska
