W Polsce przyznać się do umiarkowanego entuzjazmu dla piłki nożnej, to jakby popełnić harakiri. Ale nie będę obłudny, entuzjazmuję się piłką bardzo umiarkowanie, o Erneście Wilimowskim nie wiedziałem nic. Trenera Kazimierza Górskiego widywałem w niepoliczonych wywiadach, a jego powiedzenie o okrągłej piłce i dwóch bramkach wlazło mi pod skórę, jak chyba wszystkim mieszkańcom ziemi położonej między Bugiem i Odrą. Zresztą to powiedzenie z chirurgiczną trafnością odnosi się nie tylko do piłki nożnej.
Tak więc, nie z miłości do piłki, ale ciekawości, co wyniknie ze współpracy tak znakomitej czwórki: Chyra-Zamachowski, Zaorski-Talarczyk zasiadłem przed telewizorem. I zobaczyłem spektakl, jaki chciałbym jeszcze nieraz zobaczyć. Tak zrobiony, tak zagrany, tak zniuansowany i tak prosty w swym skomplikowaniu.
Andrzej Chyra zagrał piłkarskiego idola, który nie spełnił się jako światowy zawodnik, historia go złapała za rękaw. Świadomy swej przegranej przecież nadal do fusbalu lgnie i ciągle z nim przestaje w myślach, słowach (a myśli po śląsku i po polsku) i uczynkach. Górski, no cóż, wiadomo, w dniach swej najwyższej chwały, kiedy pnie się z drużyną do sukcesu, kiedy winduje polską piłkę na najwyższy poziom, a myśli po lwowsku i po polsku. I wciąż niesyty sukcesu pozostaje marzycielem-realistą: Piłka jest okrągła.
Chyra zagrał Eziego w oczach. Tam było wszystko. Gorzka refleksja nad szansą, która go ominęła, pamięć o tym, co bezpowrotnie za nim i świadomość, że mimo wszystko historia go nie powaliła. Zbigniew Zamachowski ocieplił Górskiego lwowiakiem, nie pozwalając zapomnieć, że to on wyciągnął swoich podopiecznych, i to on ponosi za nich odpowiedzialność. Wobec Wilimowskiego okazał należny respekt, ale i zadziorność walecznego trenera, który wygrał w nim z zawodnikiem. Od też się nie dał historii.
W ich spotkaniu, które – być może – trwało tylko chwilę. Talarczyk zobaczył zderzenie doświadczeń, odmiennych dróg, a mimo to podobnych losów i pasję, która człowiekowi w każdych okolicznościach pomaga się wyprostować.
Janusz Zaorski, wielki miłośnik piłki i męskiej walki fair play, musiał to reżyserować. To był rzeczywiście, jak sam powiedział, tekst dla niego.
Tomasz Milkowski
PS. W 1974 roku, podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Republice Federalnej Niemiec doszło do spotkania, które do dzisiaj owiane jest tajemnicą. Kazimierz Górski, nazywany później „trenerem tysiąclecia” spotkał się wtedy z Ernestem Wilimowskim, który w przeszłości reprezentował Polskę i III Rzeszę. Na kanwie tych wydarzeń powstał spektakl „Ezi” w reżyserii Janusza Zaorskiego, który widzowie będą mogli zobaczyć w poniedziałek, 23 lutego o godz. 20:30 w TVP1.
[Fot. Przemysław Jendroska]
