Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Z FOTELA ŁUKASZA MACIEJEWSKIEGO: CHOCHOLI TANIEC

TERMOPILE POLSKIE” REŻ. JAN KLATA

Wszyscy już się wybrali, a ja na końcu (chociaż spektakl grany będzie latami, nie mam wątpliwości) – „Termopile polskie” w Teatrze Narodowym.

Nie dlatego, że nie chciałem, tylko nie mogłem – wszystkie wcześniejsze terminy miałem po prostu zajęte. No, ale się udało.

Ja z Klatą mam różnie, rozmaicie, bardzo dobre rzeczy („Sprawa Dantona” we Wrocławiu), znakomite („Wesele” w Krakowie), i haniebne też („Król Ubu” w „Starym”). Drażni mnie i fascynuje. To chyba dobrze, bo nie nudzi.

„Termopile”. Miałem poczucie, że to jest teatr. Niby bzdura, teatr to teatr, co za głupoty stary wypisujesz. A jednak. Teatr.

To nie jest takie proste. Nie-teatru jest najwięcej. I czasami, często, mam tego dosyć. I zdradzam teatr z wyrachowaniem, a kiedyś, lata temu, biegałem na wszystko z bijącym sercem. Już nie bije wcale albo bije mniej. A tu był teatr.

I wielka idea Teatru Narodowego – żeby na wypasie, ale mądrze, ale wielkimi literatami, z wykrzyknikiem, z pytajnikiem, z trzema kropkami. Z wszystkim, czego unikamy zwyczajowo.

Tak było właśnie. Polska, wielka i marna, Miciński jako patronat bolesny. I widowisko wielkie i atrakcyjne zarazem. Kostiumy, scenografia, światło.

No, w Narodowym jesteśmy jednak.

Wszyscy piszą, i to jest słuszne, o profetyzmie, że historia się powtarza, że Putin, Ukraina, to i tamto, zamknąłem oczka na owe doraźności.

Mnie zafrapowało w tym spektaklu bardziej zanurzenie w przeszłości, w głębokiej przeszłości, tłumaczenie mechanizmów, najgorszych decyzji, najstraszniejszych. Nic nie jest proste, ale i właśnie z tego powodu jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Na barykadach z atłasu, z lycry, z betonu.

Stenka – królowa (nie tylko caryca Katarzyna), i zespół, naprawdę zespół, granie zespołowe (a w Narodowym zdarzało się pod tym względem rozmaicie), no i Jan Frycz-Poniatowski. Genialny słaby król. Janek, mój Janek, nie napiszę więcej, bo serce mi pęknie.

Najważniejsza scena przedstawienia – Stanisław August Poniatowski tańczy „jak mu zagrają”.

Chochoły, chocholi taniec.

Łukasz Maciejewski

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.