Czy można odnaleźć drogę do domu, który jest już tylko w wymiarze duchowym? Nie ma murów, są sploty zapachów i niedopowiedzianych wspomnień. Czy takie powroty są możliwe? – pisze Andrzej Piątek o przedstawieniu „Księga powrotu” na podstawie scenariusza i w reżyserii Anety Adamskiej-Szukały w Teatrze Przedmieście w Rzeszowie.
„Księga powrotu” to misterium o scalaniu siebie z okruchów przeszłości. Adamska-Szukała syntetyzuje tu osobistą wiedzę o swoich korzeniach z uniwersalną symboliką egzystencjalnych znaczeń, na granicy ciszy i krzyku, gęstej od wieloznaczności i nasyconej poezją. Emocjami, które niwelują obojętność.
Na scenie przewijają się obrazy na przemian statyczne i dynamiczne – w części pierwszej pogodne, plebejskie i kantorowskie – z motywami wiecznej wędrówki, w części drugiej tragiczne i martyrologiczne, z nawiązaniem do Holokaustu.
W przestrzeni plastycznej Macieja Szukały, z surowej ziemi, walizek, luster, rozrzuconych fotografii, albumów, torebek, kawałków tkanin z przeszłości porzuconych w piwnicach i strychach każdy przedmiot ma „duszę”. To sprawia, że scena jest zawieszona między jawą, a snem.
Muzyka na akordeonie i skrzypcach Jakuba Adamskiego i Tomasza Pyzika, od dźwięków dyskretnych, po mocne i wyraziste, koresponduje z emocjami płynącymi ze sceny.
Iwona Błądzińska wnosi na nią wrażliwość, wycieniowaną plastykę gestu i ruchu oraz rzadką umiejętność „dopowiadania” i komentowania improwizowanym tekstem kwestii innych postaci.
Aneta Adamska-Szukała z wyczuciem i subtelnością rozkłada w sobie spory ładunek emocji skupiony w postaci, tragicznej, to pogodzonej z losem i lekko uśmiechniętej, zwłaszcza, kiedy wychodząc poza swą postać komentuje z pozycji współczesnej losy przodków.
Jakub Adamski pięknie buduje sylwetkę młodego, żydowskiego muzyka, naturalnie i organicznie z cech młodej energii i racjonalnego myślenia wrażliwie nasyconych liryzmem, który nie ociera się o sentymentalizm.
Maciej Szukała drobiazgowo i wyraziście tworzy postać silnego mężczyzny stojącego mocno na ziemi, który bywa pogodny i zabawny, kiedy biega po scenie „udającej” świat z walizką – symbolem żydowskiego „bywania wszędzie” i jest przejmująco groźny, gdy jako gestapowiec, a może żydowski policjant, przesłuchuje młodego, żydowskiego muzyka.
Martyna Grabowska i Krzysztof Adamski świeżością tworzą istotny kontrapunkt dla dojrzałości głównych postaci.
Snując tę opowieść Adamska-Szukała przypomina nam, jakie są realia świata, w którym żyć nam przyszło teraz – wymuszające powierzchowność bycia z sobą i bezradność wobec nieprzewidywalnych wyzwań „postępu”.
„Księga powrotu” jest wśród zdarzeń, które bezpardonowo – jak u Kantora czy Szajny – odnoszą się do współczesnego, ostrego kryzysu tożsamości i ludzkich zaniedbań. W tej perspektywie są też poszczególne nasze historie, które stale możemy uzupełniać i odczytywać na nowo.
Z taką refleksją zostajemy po przedstawieniu. Może relacje z przodkami były tu pretekstem? Może wskazówką, że jeśli pochylimy się nad rodzinnymi historiami, lepiej poznamy zawiłości współczesnego świata. Nauczymy się wybaczać i będzie nam łatwiej pójść dalej.
Powroty do domów nie są tylko podróżami w przestrzeni, są bardziej wędrówkami w głąb siebie. Trzeba tylko uporządkować emocje, czasami trudne do nazwania.
Ale czy w dobie przeprowadzek – w skali świata – idea „zakorzenienia” może się spełnić? Czy nie jest już tylko mrzonką? Czy dom, to nadal przystań o twardych fundamentach? Czy coraz częściej konstrukcja z powidoków, gdzie „wchodzimy” poprzez szczeliny w pamięci.
Andrzej Piątek
N/z Jakub Adamski. W głębi Maciej Szukała.
Fot. Wit Hadło
