Nie żyje Bożena Dykiel.
Bożena: ten żywioł, ta witalność, dołeczki i uśmiech.
Jak to tak.
W lipcu zeszłego roku prowadziłem z Bożeną Dykiel spotkanie w Łodzi. Odsłaniała swoją dłoń na Piotrkowskiej. Cały dzień spędziliśmy razem: z Bożeną, z jej mężem, Ryszardem Kirejczykiem, nazywanym przez Bożenkę „Panem Rysiem”. Podejrzewam, że było to ostatnie publiczne spotkanie z aktorką. Bardzo była wzruszona, bardzo szczęśliwa. Podczas naszej rozmowy w EC1 mówiła w swoim stylu: „Wszystko jest ważne, i role, i splendory, i Wajda, i inni, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby rodzina była zdrowa i odżywiona, żeby zrobić dobre jedzonko mężowi i urobić się po pachy w ogrodzie. To jest moje credo. Żeby wszystko ze wszystkim połączyć. Da się? Mnie się udało”.
Opisałem to łódzkie spotkanie na Facebooku, wzmocniłem pięknymi zdjęciami. Szał z komentarzami. Była tak bardzo przez wszystkich kochana.
Wysłałem te komentarze Bożenie. Odpisała mi: „Kochany Łukaszu, dzięki za tyle miłości i szczęścia! Nie spodziewałam się! To mnie zachwyciło”.
Jeszcze mignęła mi Bożenka w Gdyni, na ostatnim festiwalu w Gdyni, zawsze tam przyjeżdżała. Podszedłem w ostatnim dniu do jej stolika, usiadła z boku, z Panem Rysiem oczywiście, z dala od zgiełku, i miałem, nie ukrywam, takie myśli, że rozmawiamy po raz ostatni, przytulamy się do siebie po raz ostatni. Że „do widzenia” jest naprawdę „do widzenia”.
Czuliśmy, że nie jest dobrze. Przestrzegał „Pan Rysio”. A jednak poczucie, że jej nie ma, że jej nie będzie, to jest dla mnie jakaś wielka smuta.
Nie ma już takich osobowości. Osobowości z takim rozmachem. Kilka zdań chociaż o Bożenie prywatnie. Zasłużyła.
Kiedy kompletowałem bohaterki do „Aktorek”, zagadnął mnie Krzysiek Krauze. A Dykiel? – zapytał. Musisz mieć Dykiel. To jest znakomita aktorka i porządny, dobry człowiek.
Krzysiek miał, jak wiadomo, wysoko ustawiony wektor moralny. Rzadko się mylił. Tym razem nie pomylił się również.
Z Bożenką nie było wcale łatwo. Wydawała się najeżona na dziennikarzy, nie przepadała za wywiadami. Mnie też chciała zbyć początkowo. Ale kiedy wyznałem Bożenie, że moją ukochaną jej rolą jest panna Malwina w „Dwóch księżycach” Barańskiego, a to była także ukochana rola Bożenki, lód stopniał na zawsze. Umówiliśmy się w salonie fryzjerskim na Świętokrzyskiej. To także jest opowieść o Dykiel, o jej temperamencie. Wiecznie w biegu, odbierająca telefon, dzwoniąca, załatwiająca to i owo. Rozmowa się udała. Rozdział się udał. Były kolejne spotkania i rozmowy. Na przykład w Międzyzdrojach – wieczór z Januszem Kondratiukiem, już ciężko chorym. Bożena powiedziała mi: „On niknie, musimy być dzisiaj dla Janusza najwspanialsi”. I tak było. Albo przywracający mnie do pionu telefon w najcięższej pandemii. W zamknięciu. Dykiel przejęła rozmowę. Poprosiła do telefonu moją mamę. Dyktowała co mamy robić, a czego nie, i że nie ma sensu się roztkliwiać zanadto, bo przecież słońce świeci, a ręce pełne są roboty. U Bożeny zawsze się działo, ręce były zawsze pełne roboty, gwaru, słońca. Tylko tak ją zapamiętam. Tylko tak.
Role znacie, wszyscy jest znamy, jest legendą polskiego kina i teatru. Wtedy, w Łodzi, w lipcowej, upalnej Łodzi, wygłaszając – na życzenie i prośbę Bożeny Dykiel – laudację na jej cześć, wspominałem, że to jest ten rzadki przypadek, kiedy laureatka przysparza zaszczytu nagrodzie, nie odwrotnie.
To była naprawdę wybitna kariera filmowa. Jedna z ukochanych aktorek Wajdy (Wesele, Ziemia obiecana, Smuga cienia, Człowiek z żelaza, Biesy, Wielki tydzień), wielkie kreacje zagrała u Andrzeja Barańskiego (Kobieta z prowincji, Kramarz, Kawalerskie życie na obczyźnie, Dwa księżyce), występowała u Stanisława Barei (Brunet wieczorową porą, serial Alternatywy 4), Jerzego Antczaka (serial Noce i dnie), Janusza Zaorskiego (Uciec jak najbliżej, Awans), Andrzeja Kondratiuka (Big Bang), Krzysztofa Zanussiego (Kontrakt), Marka Koterskiego (słynna scena w Dniu świra, Nic śmiesznego, Wszyscy jesteśmy Chrystusami), Sylwestra Chęcińskiego (Rozmowy kontrolowane), Wojciecha Jerzego Hasa (Niezwykła podróż Baltazara Kobera), Waldemara Krzystka (W zawieszeniu), Piotra Szulkina (Wojna światów – następne stulecie, Ga, ga – chwała bohaterom), Wojciecha Wójcika (Sam pośród swoich), Ryszarda Bugajskiego (Przesłuchanie), Romana Załuskiego (Wyjście awaryjne), Janusza Rzeszewskiego (Miłość ci wszystko wybaczy), Jerzego Hoffmana (Znachor), Jana Łomnickiego (Akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More pod Arsenałem, serial Dom), Janusza Morgensterna (Trzeba zabić tę miłość, Mniejsze zło), Sławomira Kryńskiego (Dziecko szczęścia), Jacka Bromskiego (Sztuka kochania, To ja złodziej), Stanisława Jędryki (Do góry nogami), Jerzego Gruzy (Motylem jestem).
Seriale? Chociażby Miećka z „Alternatyw 4”, Halina Wrotek z kultowego „Domu”, jako Maria Zięba wystąpiła w przeszło czterech tysiącach (sic!) odcinków serialu „Na Wspólnej”
Kilkadziesiąt ról w Teatrze Telewizji zagranych między innymi u Barańskiego, Kwiecińskiego, Szulkina, Mikuckiego, Borys-Damięckiej, Kostenki, Chęcińskiego, Dutkiewicza, Zygadły, Kajzara, Kijowskiego, Bera, Wojtyszki, Marczewskiego, Hanuszkiewicza, Szejda, Englerta, Lipińskiej, Łapickiego, Dziewońskiego…
Kilkadziesiąt kreacji teatralnych – była symbolem teatru Hanuszkiewicza, legendarną Goplaną w „Balladynie”, ale zagrała także znakomite role w spektaklach Hübnera, Bardiniego, Pampiglione, Swinarskiego, Kajzara, Peryta, Szejda….
Występy estradowe, kabaretowe, programy telewizyjne…
Ta buchalteria zajęła mi sporo czasu, ale wydaje się bardzo potrzebna, żeby uzmysłowić sobie jakiego kalibru była to postać. Jak znaczący zostawiła po sobie ślad w polskiej kulturze.
Miałaś tego świadomość Bożenko, wiedziałaś, że jesteś świetna, narobiłaś się jak mało kto, a jeszcze udało Ci się to wszystko, co naprawdę ważne: kuchnia, ogród, ludzie, dzieciaki, wnuki, Pan Rysio. Jeszcze my, widzowie.
Odpocznij, kochana, zmęczyłaś się, odpocznij.
***
We wspomnianym już przeze mnie filmie, „Dwa księżyce” Andrzeja Barańskiego, Bożena Dykiel zagrała Malwinę, niezamężną kobietę z prozy Kuncewiczowej, oddaną ogrodowi, swojej ziemi, swojemu poletku życia, i gotową służyć temu poletku do samego końca.
W ten przygnębiający, piątkowy poranek, myślę o Bożenie Dykiel.
O jej dobrym, pracowitym życiu. O jej poletku. Dobrze obsiane, zasiane, kwitnie.
I nigdy nie zwiędnie.
Łukasz Maciejewski
