Powtarza się to co dwa lata, czyli w rytmie olimpiad letnich i zimowych. Zapierająca dech inauguracja, artystyczne wyścigi na najwyższym poziomie, przemarsz zawodników, a potem clou, czyli zapalenie znicza. Oczywiście, poprzedzone przemowami.
Tak też było i w tym roku. Było imponująco, pięknie i wzniośle. Przemówienia przewodniczących Komitetu Olimpijskiego i Komitetu Organizacyjnego ulatywały w niebo od słów ciepłych, krzepiących, niemal czułych.
Cóż, dobrze pomarzyć od czasu do czasu o świecie poza mrowiem konfliktów, sprzeczności, wojen, przemocy i nienawiści. Taka jest ze swej istoty idea olimpijska. Ale są jeszcze regulaminy. Okazuje się, że zawodnikom nie wolno opłakiwać ofiar wojen. Za to grozi dyskwalifikacja.
Tomasz Miłkowski
