W odległości kilometra od miejsca gdzie teraz mieszkam, jest dziesięć punktów, w których można kupić mocny alkohol, a jeden z nich jest czynny całodobowo. To bardzo pomyślna okoliczność. Zamierzam bowiem zacząć pić wódkę. Może nie całodobowo, ale regularnie, codziennie i w dużych ilościach. Powiecie, że wpadnę w alkoholizm? Nie przypuszczam. Jarosław Kaczyński, który wystąpił kiedyś publicznie jako autorytet w dziedzinie alkoholizmu, uświadomił mi, że mężczyzna staje się alkoholikiem dopiero po 20 latach solidnego picia, a kobieta po dwóch latach. Ponieważ, jak sądzę, wciąż jestem mężczyzną – na co może wskazywać to, że staram się rozumować logicznie, rano, w południe i wieczór wszystko mnie boli, codziennie muszę się golić i guziki mam po prawej stronie – to niebezpieczeństwa większego nie ma. Jeśli stanę się alkoholikiem po 20 latach od teraz, to będę miał prawie stówę, a takich alkoholików to nawet pokazują w telewizji.
A do czego mi ta wódka? No bo tego, co się teraz dzieje, jak mówią sąsiedzi ze wschodu, biez wodki nie razbieriosz.
Od dłuższego czasu prawicowa opozycja powtarza, iż w Polsce od 13 grudnia 2023 panuje reżim, zamordyzm i autokratyzm, a demokracja, która za rządów Zjednoczonej Prawicy rozwijała się jako ten rozmaryn, teraz dogorywa i albo już jest w urnie, albo jeszcze czeka na lekarza, którego nie ma, bo dorabia w niemieckim szpitalu. Golnijmy więc sobie dla kurażu i przyjrzyjmy się temu zjawisku uważniej.
Zaczęło się od sfałszowanych wyborów 15 października 2023, które w sposób oczywisty wygrała Zjednoczona Prawica, mimo iż nawet po ogłoszeniu wyników exit poll przyjmowano głosy od podstawionych słupów z osiedla Jagodno we Wrocławiu, których przekupywano za pomocą darmowej pizzy i pokazywania w niemieckiej telewizji TVN. Tak, wiem, że to telewizja amerykańska, ale przecież właściciel TVN, koncern Warner Bros., został założony przez żydowskich braci z Krasnosielska na Mazowszu w zaborze rosyjskim. Rosyjskim! A Żydzi to w zasadzie Niemcy. Początkowo nazywali się Wonsalowie, dopiero w Ameryce się przechrzcili na Warnerów. Żeby założyć wytwórnię filmową, sprzedali nawet zegarek ojca i konia o imieniu Bob. I takie bobki kierują dziś niemiecką telewizją. No to co z tego, że amerykańska? Najbardziej amerykański patriota, 1000-procentowy Amerykanin Donald Trump jest wnukiem Niemca Friedricha Drumpfa z Kallstadt, a jego żona, ostatnio wybitna aktorka filmowa, jest Słowenką i urodziła się jako Melania Knavs, a właściwie – Knaus. To też nie brzmi po autochtońsku (słowa Indianin nie wolno używać…)
I dla pokazania się w takiej to telewizji i dla kawałka niezdrowej pizzy mieszkańcy Jagodna zagłosowali po zakończeniu ciszy wyborczej. Co nic nie dało, bo i tak to prawica wygrała i prezydent Duda jak najsłuszniej powierzył jej misję sformowania rządu, dzięki czemu można było przez dwa tygodnie posprzątać w ministerstwach i spółkach, ponominować jeszcze kilku swoich prezesów i przygotować się do przetrwania czasów dyktatury Tuska. Potem w wyniku sfałszowanego głosowania wybrano na marszałka Sejmu nie Elżbietę Witek, której partia wygrała wybory, tylko człowieka z tej samej telewizji, która przekupywała wyborców z Jagodna. Oczywiście, nie poparli go posłowie Zjednoczonej Prawicy, podobnie jak nie poparli wicemarszałków z partii satelitów Tuska – ale ci satelici nie zagłosowali za Elżbietą Witek z PiS-u, skutkiem czego największy klub poselski nie ma reprezentanta w prezydium Sejmu, co jest najlepszym dowodem na to, że rządzi nami despota.
Potem, 13 grudnia 2023 – 13 grudnia! – prezydent Andrzej Duda nieszczęśliwie powołał rząd Donalda Tuska, czego by obecny prezydent nigdy nie zrobił. Ten rząd jest oczywiście nielegalny, bo niektóre kobiety podczas zaprzysiężenia samowolnie zmieniły tekst przysięgi, nazywając się ministrami, a nie ministrami. A potem zaczął się demontaż państwa, które Prawo i Sprawiedliwość z wielkim trudem stworzyło na obraz i podobieństwo swoje. Siłowo przejęto niezależną i samorządną telewizję i radiofonię, które przez osiem lat bezstronnie relacjonowały to, jak wspaniale kraj się rozwijał i jak kwitła demokracja za czasów Zjednoczonej Prawicy, dając możność prezentowania wszystkich – oczywiście słusznych – poglądów. Mimo heroicznej walki niezłomnego Antoniego Macierewicza – media dotąd niezależne, bezstronne i apolityczne stały się tubą rządową, w dodatku w likwidacji. I co? I nawet przejęcie telewizji nic Tuskowi nie dało, bo w kolejnych wyborach, które usiłowała sfałszować rządowa telewizja, ludzie zagłosowali tak, jakby tej telewizji rząd nie przejął.
Ale fakt jest faktem – w Polsce skończyła się wtedy wolność słowa i możliwość prezentowania poglądów innych niż te, na które zezwoli Tusk. Wiemy o tym dobrze, bo o braku wolności słowa codziennie informują telewizje Republika, WPolsce czy Trwam, kilka rozgłośni radiowych, dziesiątki pism i tysiące portali internetowych, w tym dwa, będące biznesami kumpli prezydenta USA. Doprowadziło to do praktycznego zaniku działalności polskiego państwa. Rząd Tuska i jego równie jak on nieudolnych wspólników nie przeprowadził żadnej porządnej inwestycji, nie przekopał żadnej mierzei, nie zbudował fabryki samochodów elektrycznych, nie zainwestował w elektrownię w Ostrołęce, nie sprowadził do Polski ani jednego miliona imigrantów z Bollywood czy krajów afrykańskich, którzy byli tak potrzebni do prowadzenia interesów prawicowych szwagrów i do zarobienia na sprzedaży wiz.
Ale to drobiazgi. Popatrzmy, jak despotia Tuska działa w zakresie prawa i sprawiedliwości. Wystarczy spojrzeć na statystykę: ile ustaw z tej dziedziny przyjęto i wprowadzono w życie za rządów PiS-u? Setki. A ile za rządów koalicji 13 Grudnia? Ani jednej. I nie wprowadzi się, bo zawetuje je prezydent. Więc obecna tyrania działa na podstawie prawa, które wprowadził Zbigniew Ziobro za zgodą lub z polecenia Jarosława Kaczyńskiego. Nie stać ich nawet na własne prawo! Pisowski minister powołał swoich ludzi na najważniejsze stanowiska – a Tuskowi ministrowie nawet nie umieją ich skutecznie odwołać. To fujary! Nie przenoszą ich na inne, odległe i podrzędne stanowiska, nie wyrzucają z pracy, nie mówią, jakie mają wydawać wyroki.
To znaczy mówią, że nie mówią, ale w rzeczywistości mówią. No bo po co by rządzili, jeśli by nie rządzili? Wsadzają ludzi do więzień po wyrokach sądów (no, a kto sędziom pisze te wyroki, jeśli nie Tusk?), po czym prezydent musi tych biednych niewinnych ludzi ułaskawiać, przytulać i pocieszać. Niezależne sądy to były za czasów Prawa i Sprawiedliwości, choć zdarzało się, że sądy nie słuchały ministra Ziobry, tylko Tuska, albo co gorsza trybunałów Unii Europejskiej.
Sztandarowym przykładem na bestialskie działanie reżimu Tuska było oczywiście bezprawne aresztowanie niewinnego księdza Michała O., który pieniądze otrzymane od ministra Ziobry z Funduszu Sprawiedliwości wydał na budowę kombinatu medialnego oraz kupno skarpetek w ilościach hurtowych, które potem sprzedawał z zyskiem, ad majorem Dei gloriam. Przedtem zasłynął jako egzorcysta, który wypędzał demony wegetarianizmu za pomocą salcesonu. No i co im ten ksiądz zawinił? Jakby zbudował nową telewizję, która obsługiwałaby potrzeby medialne Zbigniewa Ziobry, to czy ofiary przestępstw by z tego nie skorzystały? Oczywiście, że by skorzystały, bo by miały codziennie mszę i inne rozrywki, jedynie słuszną informację oraz filmy o Rambo, Rockym i Myszce Miki. A skarpetki każdemu się przydadzą, nie mówiąc już o salcesonie. I takiego to księdza bezprawnie aresztowano, skuto kajdankami, wożono po stacjach benzynowych, a w celi palono mu światło i nie miał możności odprawiania mszy z udziałem wiernych, oraz usiłowano go przesłuchiwać, a ponadto represjonowano także jego ojca i koleżanki. Po tygodniach takich tortur z aresztu go wypuszczono, ale czeka go proces i to nie koniecznie beatyfikacyjny.
Podobne tortury w kazamatach reżimu przechodził wcześniej Mariusz Kamiński, któremu podawano przez nos tylko zakąski, oraz Dariusz Matecki, którego najpierw aresztowano, a potem prowokacyjnie wypuszczono i nawet nie wyznaczono terminu jego procesu. A przecież najgorszą torturą jest niepewność. Innym przykładem takich prześladowań jest Antoni Macierewicz, któremu postawiono zarzuty, odnoszące się do zagubienia kilku śrubek z tupolewa i wydatkowania paru złotych w sposób nie najlepiej udokumentowany, ale ani słowem na razie nie wspomniano o tym, jakie skutki społeczne, polityczne i moralne przyniosły jego działania propagujące per fas et nefas tezy o zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i parę mniej istotnych osób, zamachu dokonanego oczywiście dzięki zmowie Tuska z Putinem na sopockim molo. I zamiast zrobić z niego bohatera głównego politycznego procesu stulecia, rozśmieszono go łechtaniem w śmieszne okolice, reżim złośliwie odebrał mu najpierw służbowe auto z kierowcą, a potem – prawo jazdy, zaś Tusk oblał go na powtórnym egzaminie.
Jak dotąd, stalinowska prokuratura Tuska nie odważyła się na wsadzenie do paki Jarosława Kaczyńskiego, ale kto wie, co będzie jutro? I za co to, pytam się, za co? Za jego dobroć, poczucie humoru, empatię, elegancję i poszanowanie dla kobiet, którym prędzej wyrwałby rękę ze stawu, niż nie pocałował na dzień dobry? I co złego zrobił, rządząc Polską? Co niby ukradł? Karmę dla kota? Nawet księżyca z bratem nie ukradł, choć mu to fałszywie lewacki endek Makuszyński zarzucał.
Ludzie na razie boją się wystąpić odważniej przeciwko siepaczom Tuska, bo mogą (strach nawet pomyśleć głośno!) zostać przesłuchani, co może ich zmusić do zejścia do podziemia (a to, jak wiadomo grozi reumatyzmem), a może nawet skłonić do Wielkiej Emigracji Naddunajskiej i ubiegania się o azyl polityczny z obawy przed utratą życia, zdrowia i czci. No nie, z tą czcią to przesadziłem.
O tym, jak działa Bodnarowsko-Żurkowy, czyli – Tuskowy wymiar sprawiedliwości najlepiej świadczy historia dwóch samouwięzionych wodzów kryształowo uczciwego Ministerstwa Sprawiedliwości z czasów gdy rządziła formacja tak zwana patriotyczna. Zamiast Marcina Romanowskiego i jego szefa Zbigniewa Ziobrę przymknąć na gorącym uczynku, cackano się z nimi jak z nieświeżymi jajami, miesiącami zabiegano o pozbawienie ich immunitetów, prokuratorzy szli na chorobowe, potem przez kolejne miesiące sędziowie (oczywiście, sterowani ręcznie przez Tuska, no bo niby jak mają działać sędziowie? Prawica dobrze o tym wie) postanawiali tak albo siak, a co gorsza najpierw tak, potem siak – zdrowy by tego nie wytrzymał i najuczciwszy, a co dopiero Romanowski i Ziobro. W efekcie obaj ci dzielni polscy patrioci poczuli się wygonieni z Polski i musieli wybrać exilium, i to w dodatku na Węgry, gdzie wszystko jest przeciwko nim, z wyjątkiem Victora Orbana. Wiemy, jak skończył się azyl polityczny na Węgrzech dla Bolesława Śmiałego! Więc musieli osiąść między Termami Gelerta, Zamkiem w Budzie i Muzeum Kotów, mając jako jedyną rozrywkę umysłową naukę języka – obowiązkową zdaje się dla azylantów – i ćwiczenia w wymawianiu nazwy Hajdúszoboszló, tortury żołądkowe przy pomocy gulaszy, langoszy, paprykowanej słoniny i palinki czystej, ale nie koniecznie wyborowej. I ten ciągły strach, że zza rogu wyłoni się czarny mercedes z dużym bagażnikiem…
Co prawda o przywożeniu kogoś z Budapesztu w bagażniku mówił następca Ziobry, minister Waldemar Żurek, ale podobno mówił to metaforycznie albo żartobliwie, bo ostatnio dostał mandat i punkty karne za to, że jadąc maluchem bez bagażnika wymusił na pasach pierwszeństwo na pieszej staruszce… No i proszę: a minister Ziobro nigdy nie przekroczył żadnego przepisu samochodowego, a nawet nikt go w samochodzie nie widział w roli kierowcy.
Ale strach przed bagażnikiem jest.
A działacze Suwerennej Polski potrafią odsłonić przyłbicę i szczerze powiedzieć, że tego samego dnia, kiedy przejmą władzę, decyzją Ziobry wsadzą swoich przeciwników do paki na długie lata. A może nawet wykonają na nich czapę, jak sugerował szczery demokrata z partii Brauna. Sam Ziobro, po sądowej decyzji o jego aresztowaniu, powiedział, że jak tylko wróci do władzy, natychmiast wsadzi do więzienia prezeskę sądu, który o tym zdecydował. I na tym polega szczera demokracja, bez mydlenia oczu jakimiś procesami, bez tchórzliwego chowania się za togami i kodeksami.
Jednak najlepszym dowodem na tyranię władzy tak zwanej koalicji demokratycznej jest to, że dla kamuflażu przeprowadziła ona po 15 października 2023 r. wolne wybory samorządowe i europejskie, których w zasadzie nie wygrała, a następnie nie zrobiła nic, kiedy do wyborów prezydenckich wystawiono dziesięciu kandydatów, w tym kilku zabawnych i kilku strasznych. I to przecież autokrata Tusk zmusił społeczeństwo, a dokładniej – nie policzone do dziś jakieś dziesięć i pół miliona osób do zagłosowania na tego pana, który dziś zasiada na swoim stolcu. I na złość ludziom Tusk sprawił, że nie wygrał murowany, wydawałoby się, faworyt – porządny, uczciwy, wykształcony i doświadczony politycznie. Tak złośliwa i działająca wbrew ludziom może być tylko taka okrutna despotia, jaką w naszym kraju kieruje Donald Tusk.
Zastanawiam się, czym tę wódkę zakąsić. Ale cokolwiek by to nie było, nawet salceson – kac, zdaje się, jest nieuchronny.
Aha, jeszcze jedno. W mojej najbliższej okolicy jest przynajmniej kilka osób, które – jeśliby nawet przeczytały to, co napisałem, to potraktują to serio. I to na trzeźwo. Na szczęście, jak wspomniałem, w odległości kilometra od miejsca, gdzie teraz mieszkam, jest dziesięć punktów, w których można kupić mocny alkohol, a jeden z nich jest czynny całodobowo…
Maciej Pinkwart
12 lutego 2026
