Obejrzałem tym razem z opóźnieniem (a jako członek kapituły przyznającej Nagrody im. Treugutta dla najlepszego Teatru Telewizji, oglądam wszystko), ponieważ tego akurat spektaklu jakiś czas nie można było zobaczyć na VOD Teatru Telewizji.
Ale już jest. I na szczęście.
„Królowa miłości”
Sztuka jest nowa – napisana przez Sandrę Szwarc, zrealizowana przez debiutantkę w Teatrze Telewizji, Monikę Czajkowską.
Najkrócej jak się da – bo mieści się tam kilka ważnych warstw jeszcze – chodzi o wielki problem, i wielki kłopot wynikający z życia wespół z osobami zmagającymi z dysfunkcjami pamięci, z afazją, amnezją, z alzheimerem.
Mam poczucie, że autorka i reżyserka przestraszyły się w końcu tego tematu, ciężkości tematu, i został on obudowany obocznościami, co niekoniecznie przysłużyło się całości, ale uznanie dla tej młodej ekipy za to, że po pierwsze, wybrała taką właśnie tematykę, po drugie, umożliwiła powrót do telewizji Annie Dymnej.
Ma znakomite partnerki – Izabellę Dudziak z roli na rolę coraz ciekawszą, Aleksandrę Konieczną – parę scen (z torcikiem, z lodami, w białych rajstopkach), ale to są jej ZNAKOMITE sceny, wreszcie Dominikę Bednarczyk, to już duża rola partnerska, zagrana mądrze, powściągliwie, z maksymalnym skupieniem – niemniej jest to spektakl Dymnej. Jak w najlepszych Teatrach Telewizji z udziałem tej aktorki – a myślę przede wszystkim o widowiskach w reżyserii Teresy Kotlarczyk i Kazimierza Kutza, Dymna gra to jak w transie.
Matka okrutna, matka poczciwa, matka chora. Wyrugować wygląd, malowanie, pindrzenie, jest postać. Skrawki pamięci, połacie złości, nie wiadomo już dla kogo i po co, kult królowej angielskiej i nasze rodzime złośliwostki, i klęska macierzyństwa, i rozczarowanie dziećmi, w tych odpadach z głowy, w tych skrawkach, w rozlatującej się bibliotece tracącej pamięć pani profesor od etyki, matki mordercy.
O takich spektaklach pisało się kiedyś: „koncertowa gra aktorska”.
Ja dodałbym od siebie: „pełne zrozumienie postaci”. A skoro Dymna tę postać zrozumiała w pełni, a także Konieczna, Bednarczyk i Dudziak, to również i widzowie. To już naprawdę sporo.
Łukasz Maciejewski
