Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Kwaśny czwartek: Mały mózg

Nie, nie będzie o Oranżutanie ani o Zwierzoczłekoupiorze. Ostatnio paleontolodzy odkryli coś, co kładzie na łopatki całą dotychczasową teorię ewolucji homininów, w myśl której im byliśmy nowocześniejsi tym mieliśmy większe mózgi, a dokładniej: tym większy był stosunek wagi mózgu do wagi ciała, a jeszcze dokładniej: tym większy był nasz wskaźnik encefalizacji (EQ). Im większy mieliśmy wskaźnik encefalizacji, tym byliśmy bardziej ludzcy. Wskazuje on na to, ile razy większy lub mniejszy jest przeciętny mózg osobnika danego gatunku od mózgu, jaki mają zwierzęta o rozmiarach typowych dla tego gatunku. Określa to wzór, opracowany przez Harrego Jerisona, profesora z Uniwersytetu w Los Angeles. Jest to ułamek, w którym w liczniku jest masa mózgu, a w mianowniku masa ciała, pomnożona przez współczynnik 0,12 i podniesiona do potęgi 0,67. Czynniki te określają, czy dany gatunek odbiega w górę czy w dół od wartości, jakie mają przeciętnie zwierzęta o zbliżonej masie ciała. Jeśli wartość współczynnika wynosi powyżej jedności, oznacza to że mózg jest ponad przeciętną. 

Inteligentny człowiek współczesny ma EQ 7,4-7,8, delfiny – do 5, nasz krewniak szympans 2,2, pies 1,2, kot 1, owca 0,8. Z powyższego wzoru wynika, że największy wpływ na wielkość EQ ma wielkość mózgu. Ten organ u przeciętnego człowieka współczesnego waży od 1200 do 1500 gramów. Ale tą miarką nie da się zmierzyć inteligencji czy wiedzy: mózg Einsteina ważył 1230 gramów… Inna rzecz, że chłopina był raczej nieduży.

Dotychczasowe badania paleoantropologów wskazywały, że w miarę postępów ewolucji mózgi naszych przodków powiększały się: najstarszy wiekowo nasz przodek, liczący ok. 7 milionów lat sahelantrop, którego szczątki odkryto w 2001 roku w Czadzie miał pojemność czaszki ok. 350 cm3. Pramatka Lucy, żyjąca na terenie dzisiejszej Etiopii 3,5 miliona lat temu, zaliczona do australopiteków, dysponowała mózgiem o objętości ok. 450 cm3. Jawajski pitekantrop żyjący ok. 2 mln lat temu, miał pojemność mózgoczaszki ok. 900 cm³. A nasi bliscy kuzyni, neandertalczycy, mieli mózgi w zasadzie nie różniące się od naszych, zaś żyjący jakieś 45 tysięcy lat temu Kromaniończycy, czyli jedna z wczesnych odmian homo sapiens mieli mózgi nawet nieco większe niż my – ok. 1600 cm3. Ale były to chłopy (i baby) na schwał – o wzroście niekiedy ponad 180 cm.

Jednak najnowsze odkrycia mocno zaburzają ten prosty właściwie porządek ewolucyjny, według którego im bardziej człowieki się rozwijały, tym miały większy mózg, no bo to ten mózg pozwalał im lepiej się rozwijać, lepiej się organizować, lepiej interpretować świat, a nade wszystko lepiej współdziałać między sobą. Naturalnie, było to coś za coś: mózg jest organem, który zużytkowuje najwięcej energii: im jest większy, tym więcej musimy mu dostarczać substancji odżywczych. Im więcej potrzeba papu, tym więcej trzeba się nakombinować, żeby je zdobyć: biegać za mamutem, wystrugać lepszy oszczep, żebyśmy to my byli górą, a nie to, na co polowaliśmy, udomowić krowę, wyhodować lepszą pszenicę na chleb i piwo. Lepszy mózg więcej kosztuje. No i ewolucja w pewnym momencie pokazała nam środkowy palec i zmusiła nasze mózgi do innego kombinowania.

W 2003 roku na indonezyjskiej wyspie Flores zostały odkryte szczątki niewysokich homininów, których z powodu niskorosłości (najlepiej zachowane są pozostałości kobiety mającej ok. metra wysokości) zaczęto nazywać hobbitami. Byli spokrewnieni z gatunkiem homo erectus i żyli jakieś 50 tysięcy lat temu, czyli prawie wczoraj. A ich mózg miał pojemność mniejszą niż szympans czy orangutan – ok. 390 cm3. Mimo tego, hobbici z Flores potrafili używać narzędzi czy krzesać ogień… Można by sądzić, że skoro oni sami byli kurduplowaci, to dlatego mózgi mieli małe. Ostatnio w gruzińskiej miejscowości Dmanisi odkryto szczątki innych małomózgowców – najstarszych praludzi znalezionych poza Afryką. Żyli półtora miliona lat temu, mieli jakieś 160 cm wzrostu i czaszki o pojemności 650 cm3. Ale człowiek gruziński był na tyle cwany i dzielny, że potrafił wywędrować z Afryki i żyć w kaukaskich górach. Jeszcze mniejsze mózgi mieli osobnicy, których kości odkryto w 2015 r. w jaskini Rising Star w RPA, co było sensacyjne o tyle, że ich wiek oceniono na 250 tysięcy lat, a w dodatku szczątki znaleziono na czymś w rodzaju cmentarzyska – a świadome grzebanie zmarłych pojawiło się – tak sądziliśmy – dopiero u późnych neandertalczyków, a może wręcz u homo sapiensów.

Żeby dodatkowo namieszać w naszych mózgach, archeolodzy ostatnio odkryli w Chinach szczątki człowieka z Harbinu, zaliczonego do denisowian sprzed 150 tysięcy lat, z czaszką sporo większą od naszych – mieszczącą mózg o pojemności ok. 1450 cm3. Także w Chinach odkryto na dwóch innych stanowiskach pozostałości praludzi o tak dużych czaszkach, że utworzono z nich osobny gatunek i nazwano ich homo juluensis, który to przymiotnik wywodzi się z języka mandaryńskiego i oznacza wielkogłowy. No bo rzeczywiście: ich czaszki o dość oryginalnych kształtach mieściły mózgi o pojemności średnio 1700 cm3, a w jednym przypadku nawet 1800. Wiek – od 300 do 50 tysięcy lat.

Czy byli to nasi wyjątkowo uzdolnieni kuzyni (genetyka wskazuje na pokrewieństwo z neandertalczykami, denisowianami i sapiensami), czy może jednak – o czym z pewnością myślicie już od dobrej chwili – mamy tu do czynienia z takimi samymi kosmitami, których wielkie i wydłużone czaszki znajdywano w Ameryce Południowej i których kryształowymi replikami przerzucał się Harrison Ford z agentką KGB w filmie Indiana Jones i królestwo kryształowej czaszki?

Pora na konkluzje. Wygląda na to, że ewolucyjny wzrost wielkości mózgu był człowiekom potrzebny tylko do czasu, gdy potrafili już zacząć posługiwać się narzędziami i konstruować nowe, a przede wszystkim – gdy zaczęli współpracować przy sprawach bytowych oraz przy nowych technologiach i działaniach społecznych. Potem ewolucja wkroczyła dość ostro i zaczęła oszczędzać energię, której zdobycie kosztowało ludzi coraz więcej… energii. Trochę to było tak, że mądrość, inteligencja, innowacyjność pojedynczych osobników dzięki współpracy z innymi ludźmi, rozłożyła się na większą ilość działań, na większą liczbę mózgów. Jak to ładnie metaforyzuje Marcin Ryszkiewicz w ostatniej (4/2026) „Polityce”, którego artykuł Taki mózg, że głowa mała… zainspirował mnie do napisania tych uwag – Już nie musimy, każdy z osobna, na nowo „wymyślać koła”, bo to już dawno się dokonało i tę wiedzę udało się utrwalić i przekazywać pozagenowo z pokolenia na pokolenie.

To się daje zaobserwować w życiu społecznym: komitety noblowskie w dziedzinie nauk ścisłych, medycyny i ekonomii przyznają nagrody w zasadzie już tylko zespołom naukowców, ważne odkrycia ogłaszane są przez uniwersytety i instytucje naukowe, a historię piszą raczej rządy, ruchy społeczne czy, zachowując wszystkie proporcje – armie i władze partii politycznych, niż pojedyncze osobniki, choćby najbardziej się starały. Jasne, że są w tej sprawie spektakularne wyjątki: jeśli pierwszą wojnę światową wywołały, prowadziły i wygrały lub przegrały rządy, państwa i armie, to odpowiedzialność za drugą i następne oraz ich skutki najczęściej składamy na karb szaleństwa pojedynczych ludzi, co też nie do końca się sprawdza: Hitler sam z siebie mógł napisać książkę, namalować kilka kiepskich obrazów i pokrzyczeć sobie do ludu, ćwicząc unoszenie prawej ręki, ale to jego lud mordował swoich i obcych, batiuszka Stalin musiał rozkazywać innym zbrodniarzom, żeby samemu móc rozdawać dzieciom cukierki, pisać rozprawy językoznawcze i przebierać się w operetkowe stroje, Putin sam osobiście może co najwyżej siedzieć w bunkrach i przechadzać się po czerwonych dywanach, a Trumpa wybrało 312 elektorów, co się przekłada na głosy 77 302 580 Amerykanów, a to pozwoliło mu wygrać z Kamalą Harris różnicą 1,48 %. To nawet mniejsza różnica niż ta, którą podobno jego big friend Nauroki wygrał z Rafałem Trzaskowskim, bo według oficjalnego komunikatu było to 1,78 %. Wiem, co teraz pomyśleliście, ale pretensje nie do mnie, tylko do sędziego Marciniaka i marszałka Hołowni.

Zmniejszenie, czy raczej zastopowanie wzrostu ludzkich mózgów nastąpiło podobno na skutek zmniejszenia się roli jednostek na rzecz grup ludzkich, konieczności zredukowania wydatkowanej na pracę mózgów energii i braku konieczności indywidualnego rozwoju dla emancypacji i przetrwania gatunku jako całości. Zresztą bezwzględne prawa natury mogą też wskazywać na to, że dalszy rozwój ludzkości, idący w tym kierunku co dotychczas, może zagrażać samemu istnieniu gatunku – a zatem ewolucja, oczywiście postępując nie świadomie, tylko jako zespół genetycznych przypadków, wyłączy z czasem te elementy mózgu, które do tego dążą, albo staną się wskutek postępu technicznego zbędne. Jeśli będziemy dalej rozwijać komunikację autonomiczną – możemy ewolucyjnie pozbyć się nóg. Jeśli pamięć w globalnej chmurze okaże się mniej energożerna niż pamięć w pojedynczych mózgach – funkcjonalny analfabetyzm stanie się zasadą we wszystkich narodach, nie tylko polskim i amerykańskim. Jeśli nadal będziemy coraz więcej czasu spędzać przed ekranami telefonów i telewizorów (komputery zdaje się staną się tylko wspomnieniem) – do wzoru Jerisona trzeba będzie w mianowniku dopisać nowy współczynnik – liczbę godzin, spędzanych średnio przy protezach inteligencji. Nasz mózg będzie się dalej zmniejszał, więc zaoszczędzoną energię będziemy mogli wykorzystać na jogging, siłownię, wrzask i zażywanie snusów.

Oczywiście ewolucja będzie dalej postępować i być może obejmie teraz inne gatunki zwierzęce. Media ostatnio obiegła informacja o tym, że pewna austriacka krowa, niejaka Veronica, zaczęła używać szczotki do drapania się. Publiczne drapanie się nie jest może przejawem jakiejś wybitnej inteligencji (nie mówiąc już o kulturze), ale w przypadku krowy musimy zastosować inne kryteria oceny. Krowa plus szczotka równa się postęp ewolucyjny. Można wysunąć hipotezę, że im mniej inteligencji własnej będzie potrzebne ludziom, tym więcej będzie udziałem krów – natura, jak wiadomo, nie znosi próżni. W dodatku, im trudniej będzie ludziom pozyskiwać energię – ze słońca, które raczej nas spali niż zasili, z wiatru, który rozpirzy nam wiatraki czy z przeproszeniem z jąder, których wykorzystywanie stanie się coraz bardziej energochłonne – bo przecież skądś trzeba brać wodę na chłodzenie reaktorów i gdzieś w miarę bezpiecznie składować odpady atomowe – tym większe zastosowanie znajdą szczotki do drapania, kije do rozwiązywania problemów naukowych, siekiery do kwestii międzyludzkich i krzyk, zamiast przemawiania przez mikrofony.

Ten zwrot w ewolucji dokonuje się na naszych oczach, co pokazują ostatnie przykłady niektórych prezydentów i pewnych parlamentarzystów. Możemy być dumni, że w tej zmianie mamy swój znaczący udział. Co więcej, my jako Polacy, jesteśmy krajem, który dumnie stoi między największymi potęgami, jako jedna z nich i nie będzie nam żaden Chinol, Rusek, Brytol czy Szwab wciskał swojej sztucznej inteligencji. My mamy swoją, czyli amerykańską i polsko-poznańską, gdzie w Fundacji Spichlerz wraz z firmą Sebastiana Kulczyka powstaje Gniazdo, czyli miejsce, w którym wykluwa się Bielik, polska AI, oparta na procesorach Nvidia z chińsko-amerykańskiej korporacji w kalifornijskiej Santa Clara.

Już się boicie? Spokojnie, nie ma się czego bać. AI nie pokona nas przecież w wyścigu do złóż metali rzadkich na Grenlandii i źródeł energii w Wenezueli, ale po prostu cofnie nas ewolucyjnie, co sprawi, że zejdziemy do poziomu krowy ze szczotką albo kretyna z mandatem poselskim lub prezydenckim. A potem wrócimy do uniwersum eukariontów, w którym zaczniemy się osuwać w dół drabiny ewolucyjnej. Ale postęp nie zostanie zatrzymany. Można przypuszczać, że nadzieją dla świata zwierzęcego są delfiny, nie korzystające ze smartfonów i streamingów oraz meduzy i gąbki, które od początku swej ewolucji zrezygnowały z posiadania mózgu i mają się z tym dobrze. Na Marsa może nie polecą, ale też nie muszą się przejmować tym, jaki EQ ma Elon Muzg i jego poniekąd podobny do gąbki przyjaciel.

Maciej Pinkwart

29 stycznia 2026

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.