Miłość, lojalność i kłamstwo są tu pokazane w przestrzeni ciętych powiedzeń i zabawnych sytuacji. Ale niekoniecznie trzeba brać serio to, o czym mówią na scenie – pisze Andrzej Piątek o komedii „Szydło z worka” Rity Pronobis, w reżyserii Marioli Łabno-Flaumenhaft, w Teatrze BoTak w Rzeszowie.
Tę zabawną i przewrotną opowieść o miłości w oparach codzienności z humorem i przymrużeniem oka przekazują nam ze sceny Mariola Łabno-Flaumenhaft, Karolina Dańczyszyn, Maciej Patronik i Daniel Omietoński.
Łabno-Flaumenhaft reżyserując spektakl umiejętnie godzi farsę z refleksją. To sprawia, że nie jest błahą rozrywką, a zarazem nie nudzi. Korzystając ze współcześnie komediowego zacięcia scenicznych partnerów sprawia, że ich postacie są z dnia dzisiejszego. Widzowie chętnie afirmują ich życie. Choć to świat komedii, służący zabawie.
Scenografia Zuzanny Bąk i kostiumy Karoliny Dańczyszyn dobrze wpisują się w ramy i klimat spektaklu, nie przytłaczają scen, budują intymność.
Muzyka Macieja Patronika i cała warstwa dźwiękowa tworzą z ruchem scenicznym emocjonalną atmosferę.
Z uśmiechem śledzimy relacje młodszej i starszej pary. Szczególnie bawi namiętność dojrzałej kobiety do dawno dorosłego mężczyzny, która prowadzi do kłamstw, a te w zderzeniu wyobrażeń o sobie z prawdą szybko spowodują, że wyjdzie „szydło z worka”.
Tę rolę, która jest osią spektaklu, znakomicie gra Łabno-Flaumenhaft, z poczuciem humoru, ciepła i sarkazmu – ta cecha pogłębia osobowość kobiety po przejściach oczekującej od życia spełnienia w miłości.
Morał „Szydła z worka”, niezależnie od oczywistości, że na szczęście nigdy nie jest późno, jest też taki, że jeśli ktoś coś ukrywa, niech się strzeże – prawda jak oliwa na wodzie wypłynie na powierzchnię.
Andrzej Piątek
N/z Mariola Łabno-Flaumenhaft i Karolina Dańczyszyn.
Fot. Tadeusz Poźniak
