Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott (28): Abecadło zachwytu, czyli o wyższości copywritera nad myśleniem

Gdyby Stefan Kisielewski żył w roku Pańskim 2026, zamiast słynnego „Abecadła” musiałby napisać „Słownik Wyrazów Obcych i Niepotrzebnych”, w którym pod literą „K” wcale nie widniałaby „Krytyka”, lecz „Klikalność”.

Otwieram rano znany portal zbierający z polskiej przestrzeni medialnej artykuły dotyczące w jakikolwiek sposób dziedziny teatru. Nie, to nie przegląd, to ściek. Zalewa mnie potok „niezapomnianych przeżyć” i „emocjonalnych rollercoasterów”. Czytam, że w Pcimiu Dolnym odbędzie się premiera, która „na długo pozostanie w mojej pamięci”. Dowiaduję się, że lokalny musical to „gwarancja dobrej zabawy i niepohamowanych salw śmiechu”, a pewien spektakl o czterech kobietach w kuchni to „mała dawka wielkich emocji”, która „złamała stereotypy”. Słowa te, mili moi, nie znaczą już absolutnie nic. Stały się watą, którą działy marketingu teatrów upychają w uszy ogłuszonej publiczności.

Kisielewski mawiał: „Udowodnij, żeś nie wielbłąd – taki dowód musi być długi, podczas gdy twierdzenie »jesteś wielbłąd« brzmi krótko i jasno”. Dziś to prawo działa w drugą stronę. To teatr krzyczy krótko: „Jesteśmy genialni!”. A ty, biedny widzu, udowodnij, że nie jest. Spróbuj się przebić z wątpliwością przez mur opłaconych tak czy inaczej postów. Nie przebijesz się, bo nikt cię nie usłyszy.

Krytyka teatralna, ta stara, bezzębna ciotka, umiera w ciszy. I nie jest to śmierć naturalna, lecz eutanazja ekonomiczna. Jak ma przeżyć recenzent, któremu za tekst oferuje się stawki urągające godności lub zgoła nic, podczas gdy „specjalista ds. promocji” w tym samym teatrze zarabia więcej niż dobrze na wklejaniu gotowych formułek w media społecznościowe? Redakcje pism branżowych oraz profesjonalne działy kultury walczą o przetrwanie lub już znikły. W to miejsce wchodzi „nowe” – dziennikarstwo przemiałowe.

Redaktor portalu miejskiego, któremu płacą od klika, nie idzie na spektakl. On kopiuje notkę prasową. Zmienia tylko tytuł. I tu zaczyna się prawdziwa poezja, przy której socrealistyczne produkcyjniaki to szczyt subtelności.

„Szokujące sceny na starówce! Półnagi mężczyzna uciekał przez okno!” – krzyczy nagłówek. Klikasz, spodziewając się skandalu obyczajowego, a to… teatr uliczny robił performance. „Zobaczyła TO i zamarła” – brzmi kolejny. Klikasz, a tam aktorka po prostu weszła na scenę. Mechanizm jest prosty jak budowa cepa: pobudzić gadzi mózg, wywołać wstrząs, nabić wyświetlenie. Treść? A kogo obchodzi treść. Liczy się „narkotyk ruchu”, to bezmyślne scrollowanie, w którym – jak pisał Kisiel – „z automatyczną biernością poddajemy się prądowi”.

Najgorsze w tym wszystkim nie jest nawet to kłamstwo. Najgorsza jest nuda. Wszyscy są „wybitni”, wszystko jest „sukcesem”, każda premiera to „wydarzenie sezonu”. Nawet jeśli na scenie aktorzy potykają się o własne nogi, a reżyser nie przeczytał tekstu, w mediach (zwłaszcza tych samorządowych, które są rakiem toczącym lokalną debatę) przeczytamy o „owacji na stojąco”. Bo przecież marszałek czy prezydent miasta nie może dać pieniędzy na klapę.

Nieodżałowanej pamięci Kisielewski pisał, że „przekora jest intelektualnym instynktem samozachowawczym”. Dziś ten instynkt zanikł. Zastąpił go instynkt stadny: lajkowanie. Jeśli wszyscy piszą, że dany spektakl to „uczta duchowa”, to kimże ja jestem, by twierdzić, że to odgrzewany kotlet? Okazuję się wtedy malkontentem, hejterem, człowiekiem starej daty…

Ale wiecie co? Wolę być malkontentem w stylu Kisiela niż klakierem w stylu bota. Bo jak mawiał Mistrz: „Od samego mieszania herbata nie staje się słodsza”. Od samego powtarzania słowa „genialny” w materiałach promocyjnych, polski teatr nie stanie się lepszy. Stanie się tylko głośniejszy. I to pozornie. A w tym hałasie coraz trudniej usłyszeć cokolwiek, co miałoby jakikolwiek sens. 

Zwykli odbiorcy kultury również już to zauważyli i wszelkim zachwytom przestali ufać. Uodpornili się na ten medialny szum i prawdy o spektaklach szukają w komentarzach na bileteriach i u drobnych internetowych recenzentów-amatorów. Ich stać jeszcze na luksus pisania szczerze i bez ogródek. Ale wraz z obumieraniem krytyki wyparowuje też powoli ogólna jakość teatralnych produkcji. I koło się zamyka. 

Miliony na kulturę od państwa płyną jak płynęły, pieniądze w postaci regularnych pensji dla administracji i dyrektorów teatrów strużą się więc również. Nawet reżyserzy i aktorzy coś z tego regularnie otrzymują. W sprawozdaniach wszystko wygląda kwitnąco, więc urzędnicy-sponsorzy są z siebie dumni. Tylko widz staje się w całym tym ekosystemie dzisiejszego teatru coraz bardziej niepotrzebny. Mało kto zwraca uwagę czy w ogóle przychodzi, a już zgoła nikt, czy po wyjściu z przybytku Melpomeny jest zadowolony. To przecież nic w sprawozdaniach nie zmienia. A wystarczyłoby, by to zmienić równie hojnie i systemowo, co produkcję artystyczną dofinansować niezależną, profesjonalną krytykę. Ale po co? Jeszcze ktoś napisze coś niezbyt miłego i trzeba będzie się tłumaczyć, coś zmieniać, zatrudniać wszędzie prawdziwych specjalistów. 

A tak – jak to tłumaczył w starym tuwimowskim szmoncesie Rapaport:

„O, widzi pan, to jest ta mistyka finansów. I stąd się wziął ten cały kryzys ogólnoświatowy! (…) Ja panu wytłumaczę. Ameryka pożyczyła Anglii, Anglia Niemcom, Niemcy pożyczyli do Włoch, Włochy pożyczyli Szwajcarii, Szwajcaria pożyczyła Francji, Francja pożyczyła Anglii, a Anglia pożyczyła Ameryce!

GOLDBERG: To kto ma te pieniądze?

RAPAPORT: Teoretycznie wychodzi, że myśmy powinni mieć te pieniądze. (…) Bo myśmy nikomu nie pożyczyli i nam nikt nie pożyczył. Sytuacja jest bez wyjścia!”

Wasz dyżurny pesymista

Konrad Szczebiot

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.