Czekając na pierwszą część „Wycinki Holzfällen” w Teatrze Telewizji, 1 grudnia br., zachęcam do przedpremierowego obejrzenia „Schronu”, filmu Krystiana Lupy – wydarzenia specjalnego tegorocznej „Boskiej Komedii” w Krakowie, a po seansie na rozmowę z reżyserem.
***
SCHRON
Pamiętam premierę „Procesu” Lupy.
Przekładaną, przewleczoną, ratowaną.
Miała odbyć się w Teatrze Polskim we Wrocławiu, trzęsienie ziemi, pamiętamy, ostatecznie w Teatrze Nowym, jako koprodukcja kilku warszawskich scen.
Katatonia, nie pierwszy raz miałem tak z Lupą: katatonia.
Albo w to wchodzisz, albo nie. Patrzyłem wtedy, podczas premiery, na sąsiadów, między innymi na drzemiącego po sąsiedzku Adama Michnika. Może ten sen zresztą był zbawienny. O to także Lupie chodziło.
Piszę o tym dlatego, że dla widzów „Boskiej Komedii” mam niespodziankę.
Film Krystiana Lupy (tak, tak – film właśnie) zatytułowany „Schron”, będący filmowym zapisem drugiego aktu przedstawienia.
Wciąż to jednak film – był pokazywany kiedyś w „Nowym”, ale generalnie rzecz jest fascynująca i do odkrycia, a mój cykl towarzyszący festiwalowi, wydaje się być najlepszym pretekstem.
„Schron”.
Myślę o tym, co zobaczyłem.
Jak to często u tego reżysera, jak u niego zawsze.
Siedzą tylko i mówią, ale jak siedzą i jak mówią. I co się dzieje w związku z tym.
Katatonia.
I kto siedzi, kto leży na łóżku, kto mówi.
Katato…
Film Lupy (studiował, przypominam, w łódzkiej „Filmówce”, kręcił etiudy, grał w szkolnych filmach Andrzeja Barańskiego, kolegi z roku, wyrzucony oficjalnie za brak talentu – student Lupa „nie rokował”) przypomina o tamtej jego pasji. I że wciąż to czuje.
„Schron” powinno się zresztą oglądać obok „Franza Kafki” Agnieszki Holland, może nawet w tym samym dniu, w tym samym czasie.
Te propozycje, obie odważne formalnie, wzajemnie się dopełniają.
Przesłanie o krańcowości, o wyczerpaniu, o frymarczeniu wyjątkowością.
Wielka scena dialogowa w „Schronie” – wybitni, wówczas wszyscy wrocławscy, dzisiaj wszyscy warszawscy aktorzy w wybitnej formie: Andrzej Kłak, Adam Szczyszczaj, Marta Zięba, Marcin Pempuś. Franz, podwójny, Max Brod, Greta, Felicja…
Ubrani w swoją nagość, w wyrze lupowym czyli w schronie, pod ziemią, bez procesu, mówią, że chcieliby działać, chcieliby tak bardzo. No ale.
Łukasz Maciejewski
