Od lat trwają w Polsce spory o związki partnerskie, choć teraz ma się ku ugodzie. Tymczasem TSUE wydal wyrok przyznając rację dwóm Polakom, którzy zawarli związek małżeński w Berlinie, że powinien być oficjalnie w Polsce zarejestrowany, czyli że Urząd Stanu Cywilnego musi dokonać tzw. transkrypcji.
W zasadzie to spór kończy, choć prawica zadrżała z oburzenia, a premier powiedział, że szanujemy wyroki TSUE, ale nikt nam prawa narzucać nie będzie. Zachował się niczym Cieciszowski z „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza, który pytany, czy iść do ambasady, odpowiada: „idźże zaraz do Poselstwa albo nie idź”. Szkoda, że politycy tak mało czytają. Albo czytają bez zrozumienia.
Tomasz Miłkowski
