Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Proces Niewiadomskiego

„Proces Eligiusza Niewiadomskiego”, którego premiera nieprzypadkowo miała miejsce w dniu Święta Niepodległości, to pierwsza odsłona Teatru Obywatelskiego, nowego formatu zdarzeń, wokół których Bartosz Szydłowski zamierza ogniskować program Teatru Łaźnia Nowa. Nowohucki teatr powstał przecież z marzeń o przebudowie wizerunku Nowej Huty, traktowanej jako gorsza część Krakowa i spychanej co najwyżej do roli miejsca, gdzie, jak powiada Szydłowski, lądowali kosmici i proponowali swój teatr. Po czym odlatywali.

Szydłowscy, bo od początku był to tandem Małgorzaty, scenografki-wizjonerki i Bartosza-reżysera, kreatora nowych relacji między teatrem i społecznością, nigdzie nie odlecieli. Teatr przez nich założony trwa, przez dwadzieścia lat wrósł w nowohucki pejzaż, związał się licznymi relacjami z mieszkańcami. I wciąż proponuje nowe formy spotkania, zdarzenia, wymiany.

Nie jest to pomysł pojawiający się znikąd. W Łaźni zrealizowali Szydłowscy całą serię przedstawień politycznych, mocnych emocjonalnie, działających na wyobraźnię, które pobudzały do dyskusji o kondycji obywatelskiej Polaków, błądzących między fantazjami o wielkości a skłonnością do hipokryzji. A jednak ta nazwa – Teatr Obywatelski – coś przecież znaczy: wyraźnie czerpiąc z dotychczasowego dorobku (choć tym razem Szydłowski nie działa w tandemie z Szydłowską), chce się otworzyć na nowe rejestry. To chyba nie ma być już teatr pytań, ale teatr czytelnych podpowiedzi, analogii, przestróg.

Pierwszy impuls do stworzenia tego właśnie spektaklu pojawił się gdzieś półtora roku temu, kiedy Szydłowski natknął się na książkę Stanisława Kijeńskiego będącą zapisem procesu Niewiadomskiego. Kijański był jego obrońcą z urzędu. Sam się zgłosił. Oskarżony początkowo nie chciał żadnego obrońcy, w końcu przystał na pomocniczy udział mecenasa w procesie w roli czuwającego nad procedurą. Sam Kijeński, działacz narodowy, zmierzał do moralnego oczyszczenia mordercy, który choć zabił, to z wyższych pobudek jako „mściciel krzywd zdrowej większości narodu”. Dlatego opublikował dokumentację procesu, która miała prawdopodobnie służyć upowszechnieniu kultu Niewiadomskiego. Paradoksalnie jednak udostępnił materiał, który potwierdził fanatyczne motywacje mordercy, jego nacjonalistyczne zaczadzenie.

Szydłowski od razu dostrzegł potencjał teatralny tego zapisu. Zapewne dlatego, że źródła narodzin postaw fanatycznych, zamkniętych na dialog i porozumienie, formujące gotowych na wszystko obrońców polskości i chwały narodu wcale wyschły. Bartosz Szydłowski nie zdecydował się jednak na odtworzenie aury będącej pożywką dla radykalnych wystąpień. Tę atmosferę ukazywał pamiętny film Jerzego Kawalerowicza „Śmierć prezydenta” (1977). Jądrem zdarzenia w Łaźni Nowej stał się stenogram procesu mordercy-fanatyka. Nawiedzony zbrodniarz wykorzystał proces do głoszenia swojego programu obrony wielkiej Polski i autokreacji bohatera narodowego, męczennika, który złożył się w ofierze ojczyźnie.

Jednak ślad tego, co odczuwało się wtedy w powietrzu, został zasygnalizowany. Kiedy 11 listopada wieczorową porą (przed 20.00) zbliżałem się drogą na skróty, ciemnymi zaułkami do mieszczącego w Osiedlu Szkolnym Teatru Łaźnia Nowa już z oddali dobiegły mnie groźnie brzmiące okrzyki, przekrzykiwania, gwizdy. Początkowo myślałem, że toczy się tu jakiś mecz, że nerwy puściły kibicom. Potem niepokojąca wrzawa coraz lepiej słyszalna im bliżej teatru, przypominała jakiś więc albo demonstrację. W końcu, kiedy znalazłem się przed oświetloną rzęsiście fasadą teatru, ozdobioną sztandarami narodowymi, odkryłem, że hałas dobiegał z zainstalowanych przed teatrem głośników, które imitowały gorące patriotyczne zgromadzenie. W ten sposób przygotowywano widzów na to, co miało wkrótce nastąpić. Najpierw trzeba było trochę poczekać, nim otwarte zostało wejście z tyłu malej sceny (choć bilety zapowiadały spektakl na dużej scenie). Po wejściu do środka okazywało się, że trafiliśmy na salę sądową, z typową organizacją scenerii w Pałacu Sprawiedliwości: potężnym stołem sędziowskim na podwyższeniu, miejscami dla oskarżonego i obrońcy oraz oskarżycieli, wreszcie dla publiczności. Część miejsc była już zajęta przez wcześniej przybyłą publiczność, różniącą się od widzów spektaklu strojami, nawiązującymi do mody obowiązującej na początku lat 20. Do pracy przygotowywali się aktorzy i ekipa techniczna.

Obsługa dyskretnie kierowała publiczność do sąsiedniej sali – widowni dużej sceny. Wkrótce miało się okazać, że rozprawa toczy się za ścianą, ale my ją oglądamy w wersji czarno-białej na ekranie. niczym relację dla publiczności nie dopuszczonej na salę rozpraw. Nie była to jednak transmisja techniczna, ale zaplanowana precyzyjnie relacja, która skupiała uwagę na głównych aktorach wydarzenia: sędzim Laskowskim (Adam Ferency), prokuratorze, obrońcach, oskarżonym (Krzysztof Zarzecki) i świadkach. Ale kamera wyszukiwała także reakcje publiczności na sali sadowej (w jej roli aktorzy amatorzy z Nowej Huty od lat występujący w Łaźni): ich gesty, spojrzenia, oczy współtworzyły temperaturę tej relacji. Formuła transmisji na żywo usprawiedliwiała nieliczne wpadki techniczne – w pewnym momencie siadł mikroport oskarżycielowi pomocniczemu (w tej roli Andrzej Kłak), ale nie stanowiło to przeszkody w utrzymaniu rytmu spektaklu, tylko wzmacniało poczucie równoległości tego, co działo się na sali rozpraw, przecież tuż obok widowni, i tego, co można było oglądać na ekranie.

Niebezpiecznie silnie skupiał uwagę Niewiadomski – Krzysztof Zarzecki znalazł sugestywne środki, aby ukazać człowieka świadomego swojej roli, bez wątpienia zdolnego do zdobywania zwolenników manipulatora – mimo ohydy czynu, do którego się przecież przyznawał, potrafił wyrazem oczu o uwodzicielskim blasku jednać sobie publiczność. Tą rolą, tym sposobem uwodzenia tłumu Zarzecki odsłaniał kulisy niebywałej popularności przywódców złej sprawy, natrętnych kusicieli, ludzi opętanych złowrogą ideologią, którą potrafili (i nadal potrafią) szczepić ją w licznych umysłach.

Toteż kiedy przewód sądowy dobiegł końca i zapadł wyrok, nagle spektakl z formuły transmisji zmieniał się w spektakl grany żywo, rozpoczynający się od relacji z egzekucji Niewiadomskiego, która przerodziła się w ekstatyczną stypę. Ekspresyjne i zarazem czułostkowe przemówienie pożegnalne żony mordercy (Anna Oberc) dało początek korowodowi pogrzebowemu niedawnych uczestników procesu, spieszących teraz do wdowy z kondolencjami. Feeria składanych wieńców, portret zamachowca, niepoliczone kwiaty u jego stóp rzucane w geście solidarności, a nawet otwarcie browaru Niewiadomski, w którym rolę gospodarza spełniał Krzysztof Głuchowski (jeszcze przed chwilą występujący przed sądem jako prezes Towarzystwa Przyjaciół Zachęty), chocholi taniec nie miałyby końca, gdyby nie finał ukazany na ekranie. Oto gmach Zachęty, inskrypcja wyryta nad drzwiami pamięci prezydenta Gabriela Narutowicza, biało-czerwona flaga, którą z szacunkiem podejmuje Andrzej Seweryn przywołujący strofy wiersza Juliana Tuwima „Pogrzeb prezydenta Narutowicza”. Kiedy zaczyna recytować „Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni”, zalega głęboka cisza, emocje sięgają zenitu.

Tak ma być. Szydłowskiemu blisko do idei teatru Piscatora, teatru dla mas, podejmującego ważne tematy, nasyconego emocjami i czytelnym przekazem. Z tego źródła bije jego Teatr Obywatelski, który ma w niedalekiej przyszłości przenieść się w plener. Szydłowski ma już na to pomysł. Nie wątpię, że tak się stanie. Premierę w Łaźni Nowej przygotował w rekordowym tempie, próby rozpoczął 6 listopada. Udało mu się pozyskać pokaźne grono twórców, dla których udział w „Procesie” stał się rodzajem deklaracji. To wyraźny znak, że Teatr Obywatelski ma przyszłość.

Tomasz Miłkowski

PROCES ELIGIUSZA NIEWIADOMSKIEGO, reż. Bartosz Szydłowski, adaptacja Łukasz Drewniak, scenografia i kostiumy, Jerzy Basiura, światło Paweł Labe, choreografia Marta Wołowiec, muzyka Dominik Strycharski, reżyseria obraz Peter Fick, Teatr Łaźnia Nowa, premiera 11 listopada 2025.

[Na zdj. Krzysztof Zarzecki, fot. Karolina Jóźwiak/Teatr Łaźnia Nowa]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.