„Era Wodnika” Jarosława Murawskiego w reż. Małgorzaty Warsickiej w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
Nigdy nie byłem hipisem, zawsze z pewnym dystansem obserwowałem ruch, w którym bezinteresowność sąsiadowała z naiwnością, a otwartość z zawziętą niechęcią do świata. Mimo to dostrzegałem nie tylko wywrotową, ale i twórczą siłę ruchu, który odcisnął piętno na naszym myśleniu o świecie. Tę myśl, wydaje się, mieli za przewodnią twórcy spektaklu „Era Wodnika” w Dramatycznym, co poświadcza podążanie głównego bohatera, młodego aktora (Paweł Tomaszewski), śladami ojca, który przed laty znikł z jego życia, pozostawiając zawstydzające ślady po uderzeniu w twarz i ucieczce od rodziny. Bohater chce zrozumieć ojca, pojąć istotę ruchu, ale ponieważ nie bardzo wiemy, kim jest, jego opowieść toczy się nieskładnie, a chwilami niemrawo. Zresztą i pozostałe postacie rysują się mgliście, toteż całość tej historii – a zwłaszcza część o dzieciach kwiatach PRL – brzmi mało wiarygodnie.
Spektakl broni się widowiskowo w drugiej części, znakomita jest też partia Krzysztofa Szczepaniaka, który opowiada o nowym bożku współczesności, czyli gospodarce. Gorzko-zabawnie brzmią rozterki Gandhiego (Mateusz Weber) i Johna Lennona.
Trudno jednak dociec, jakie nieznane i niebanalne strefy mitu hipisowskiego „Era Wodnika” odkrywa. Dlaczego bogini wyleguje się na ogromnym grzybie? Dlaczego, skoro spektakl miał ukazywać następców dzieci kwiatów, ani słowa w nim o Ostatnim Pokoleniu? Wygląda na to, że scenarzysta zadowolił się powierzchownymi obrazkami, naskórkowymi obserwacjami, komiksowo-muzycznym pejzażem doświadczenia niegdysiejszych buntowników. To chyba za mało jak na złożoną obietnicę ukazania tego, „co zostało z ich marzeń o wolności, wspólnocie, duchowym przebudzeniu”.
Parę lat temu Krystian Lupa w „Imagine ”podjął próbę rozliczenia generacji dzieci kwiatów i odpowiedzi na pytanie, dlaczego ich marzenie o świecie bez wojny i głębokich podziałów okazało się ułudą. Mocna to była przestroga przed odrodzeniem się demonicznych sił przemocy, niczym komentarz do wojny rozpętanej przez Putina. „Era Wodnika” nie idzie tym tropem.
[fot. Karolina Jóźwiak/ Teatr Dramatyczny]
