Przed 20. rocznicą premiery monodramu ANNY DEMCZUK „Mój boski rozwód” w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego w Teatrze Siemaszkowej przypominamy popremierową recenzje Andrzeja Piątka:
Dojrzałe panie słusznie nie zgodzą się z wyczuwalnym w tej sztuce uszczypliwym przesłaniem, że jako samotne mają nikłe szanse na znalezienie partnerów, od których zależy ich szczęście.
Anna Demczuk jako osamotniona Angela ma sposób na oczarowanie widowni. Nawet jeśli jest również na scenie dosłownie sama, jak to w uczciwym monodramie bywa. Widzowie słuchają jej opowieści o losie Angeli niemal bez oddechu i przez półtorej godziny są z nią w ścisłym kontakcie.
Chociaż buduje postać Angeli z emocji, wyzbywa się egzaltacji, przez co jej nie ośmiesza. Nie wpada też na mielizny tragizowania. Poważnieje w kilku scenach, gdy jest to jej potrzebne dla uwiarygodnienia konkretnych sytuacji. Po czym dalej z humorem opowiada nam jej historię, po części optymistyczną.
Choć mąż porzucił Angelę dla kobiety młodszej, a córka odeszła z jakimś muzykiem i bidulka w solidnie rozwiniętym kwiecie wieku została samiutka ogarnięta dociekaniami, jak do tego doszło? Słucha ją jedyna istota, która jej nie opuściła. To wierny, pluszowy pies. Jej matka, łatwo krytykująca bliźnich, jest nieskora wysłuchać córki, nawet przez telefon.
Angela chce stać się ponownie atrakcyjną, odnaleźć szczęście i sens życia. Czynione przez nią zabiegi są na przemian zabawne i żałosne. Wreszcie udaje się jej, spotyka mężczyznę i jest to jej wielkie zwycięstwo. Osiągnęła, czego chciała. Chociaż, trochę zdecydował przypadek.
Ten przypadek, to łyżeczka dziegciu wsypana do miski z miodem, którym zostaje posmarowane zakończenie sztuki. Niezależnie jednak od intencji, to dla każdej aktorki grającej Angelę spore wspomożenie, mogą tę postać grać z dystansem i bawić się nią. Z czego też Anna Demczuk korzysta skwapliwie.
Spektakl toczy się wartko, bez mielizn. Jak to w uczciwym monodramie bywa, Angela pozostawiona samej sobie, jest sama dosłownie również na scenie, gdzie w obrysowanej na biało ramie są jedynie ona, białe krzesełko i stolik. Pusta przestrzeń w głębi sceny, zdaje się mówić o samotności Angeli, a biel sprzętów o nikłej radości z życia, które szybko przemija.
——
Monodram „Mój boski rozwód” Geraldine Aron, w reżyserii i scenografii Grzegorza Mrówczyńskiego, miał premierę w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie 31 grudnia 2005 roku. Grany sukcesywnie przez dwadzieścia lat, w kilku spektaklach znajdzie się na scenie przed 31 grudnia 2025 roku.
Andrzej Piątek
podpis
Anna Demczuk w „Mój boski rozwód”.
Fot. Krystyna Baranowska
