Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

​BoyKott (18): W oparach absurdu, czyli deweloper i urzędnik

​Znowu w stolicy rwetes. Tym razem, jak donoszą, o teatr. Nie o to bynajmniej, co grają – bo kto by się tam przejmował drobiazgami – ale o to, że teatr ma zniknąć. „Komuna Warszawa”, scena dumnie eksperymentalna (co zazwyczaj oznacza, że nikt nic nie rozumie, ale wszyscy udają, że jest głęboko), ma ustąpić miejsca deweloperowi.

​Ludzie kultury, jak to ludzie kultury, natychmiast zasiedli do pisania listów. Piszą apele do prezydenta Trzaskowskiego, żeby ratował, interweniował i nie pozwolił. I tu zaczyna się, proszę Państwa, rzecz najzabawniejsza, czyli stary, dobry absurd w nowej odsłonie.

​Mamy bowiem taką sytuację: oto Miasto (czyli Ratusz, czyli pan Trzaskowski) jedną ręką ten awangardowy przybytek sztuki utrzymuje. Daje dotacje, klepie po plecach, cieszy się, że kultura jest „postępowa” i „zaangażowana”. Ale jednocześnie druga ręka tego samego Miasta, czyli biuro od planowania, czy tam od architektury, robi wszystko, by w tym samym miejscu deweloper mógł postawić szklany biurowiec.

​Artyści biegną więc do urzędników po ratunek. A co robią urzędnicy? Jak donosi prasa: „rozkładają ręce”.

​To jest, szanowni Państwo, kwintesencja zarządzania w stylu, który znamy od lat, choć pod różnymi szyldami. Nieważne, czy to głęboki socjalizm, czy dziki kapitalizm podlewany biurokratyczną niemocą – efekt jest ten sam. Mamy chaos, którego nikt nie kontroluje, i urzędnika, który jest bezradny wobec procedur, które sam wymyślił.

​Bo przecież deweloper robi swoje. Deweloper jest jak siła przyrody; chce budować i zarabiać. Trudno mieć do niego pretensje, że jest deweloperem, tak jak trudno mieć pretensje do tygrysa, że je mięso. Problem w tym, że od tego jest Miasto, żeby tego tygrysa trzymać w klatce, albo przynajmniej wyznaczyć mu miejsce, gdzie może polować.

​Ale nasze Miasto woli pisać strategie rozwoju kultury, organizować festiwale i chwalić się „różnorodnością”, po czym rozkłada ręce, gdy przychodzi „międzynarodowy kapitał” i mówi: „przepraszam, my tu teraz stawiamy ścianę szkła”.

​I tak artysta, który myślał, że jest solą ziemi, bo dostaje dotacje z Ratusza, dowiaduje się, że Ratusz owszem, da mu na premierę, ale na czynsz już niekoniecznie, bo działka idzie pod młotek.

​To jest właśnie ten teatr absurdu, na który bilety sprzedaje samo Biuro Kultury. Z jednej strony mamy „postępowych” artystów, którzy żyją z państwowej kroplówki, a z drugiej bezduszny kapitał. A pośrodku stoi urzędnik, który szczerze współczuje obu stronom, ale niestety „nic nie może zrobić”.

​Czysta komedia. Obawiam się tylko, że mało śmieszna.

Konrad Szczebiot

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.